Grigorij Klimow «Imię moje Legion»

Kiedy tabu zostaje przełamane

Wprowadzenie profesora współczesnej literatury sowieckiej
na Uniwersytecie Stratford, dr S. P. Nowikowa
Wydawnictwo „Slavia”
Nowy Jork, 1975

A jeśli wyłuskasz to, co szlachetne, z tego, co nikczemne, wtedy będziesz jak Moje usta

Jeremiasz 15:19

Zwykle powieść zaczyna się od sekretu, który zostaje ujawniony na końcu. Ujawnię sekret Legionu od samego początku. Ale nie martw się: kiedy skończysz czytać tę książkę, nadal będziesz mieć tyle sekretów, że zakręci ci się w głowie. A niektórzy nawet poczują mdłości.

Z jednej strony „Imię moje Legion” jest książką całkowicie niezależną. Z drugiej strony jest swego rodzaju kontynuacją „Księcia tego świata”. Podobnie jak, powiedzmy, „Przygody Toma Sawyera” i „Przygody Hucka Finna”. Dlatego tym, którzy nie czytali „Księcia”, przyda się przypomnienie im kilku podstawowych rzeczy. A innym przyda się ich powtórzenie.

Czym zatem jest ten „Legion”, o którym pisze Klimow? Od niepamiętnych czasów był to rodzaj tabu, coś trochę zakazanego. Ewangelia mówi o tym tak: „Imię moje Legion, bo nas jest wielu” (Mk 5,9). Jest to jedna z biblijnych formuł na to, co nazywa się diabłem.

Lecz Klimow narusza tabu. Rozszyfrowuje i unowocześnia tę formułę diabła za pomocą marksistowskiego materializmu dialektycznego. I tak, z punktu widzenia materializmu dialektycznego, biblijny diabeł, którego imię brzmi legion, jest także: księciem tego świata, księciem ciemności, aniołem śmierci, wrogiem rodzaju ludzkiego, jest także kłamcą i ojcem kłamstwa, źródłem wszelkich sporów i niezgody, począwszy od najprostszej walki między mężem i żoną, aż po wojny światowe i rewolucje – ten wielopostaciowy diabeł to nic innego, jak złożony proces społeczny, który w medycynie nazywa się degeneracją. To wszystko. Bardzo prosto.

Proces ten składa się głównie z trzech części lub, jak kiła, trzech stadiów. Istnieje kilka innych paraleli między degeneracją a kiłą: na przykład, obie są dziedziczone, przeszkadzają w posiadaniu dzieci itd. Ale degeneracja jest o wiele gorsza niż kiła. Dlatego w przypadku takich legionistów jak Lenin i Hitler, ich biografowie zaczynają zrzucać winę na niewinną kiłę. I czyż ci dwaj legioniści nie byli książętami tego świata?

Pierwszym stadium degeneracji jest zboczenie seksualne, gdzie natura, albo jak kto woli, Pan Bóg, jakby ostrzega danego legionistę – aby powstrzymał rozmnażanie się tego rodu. Ale jeśli legionista nie posłucha Pana Boga i dalej sieje kąkol, to w drugim stadium, do zboczenia seksualnego, dochodzą choroby psychiczne. Zasadniczo degeneracja to powolna śmierć, rozciągająca się na kilka pokoleń. Dlatego nazywa się ją aniołem śmierci, wrogiem rodzaju ludzkiego. Proste jak dwa razy dwa jest cztery.

W trzecim stadium degeneracji, z pewnym przybliżeniem, pojawiają się wszelkiego rodzaju deformacje fizyczne ciała: stulejka lub phimosis, które eliminuje się przez obrzezanie; zez, kulawizna nóg i zwiędłe ręce, zajęcza warga, rozszczep podniebienia, końska stopa, duże znamiona, które kiedyś nazywano „pieczęcią diabła”, wrodzony garb i tak dalej. Rudowłosi są często zaliczani do tej kategorii. Dlatego mówi się, że „Bóg naznacza łotra”. Na przykład Lenin był rudy, i jego żona Krupska była również ruda, i jedyna ukochana Lenina, Inessa Armand, była również ruda. Matka Stalina była ruda, i jego córka Swietłana również była ruda. A teraz zachodnia prasa pisze, że następny mesjasz, Sołżenicyn, jest również rudy. I jego syn Stepan jest również rudy.

Jaka jest wielkość tego legionu? Najlepszym punktem odniesienia w tej dziedzinie są statystyki amerykańskiego doktora Kinseya, które kiedyś wywołały wrażenie bomby atomowej. W tej apokalipsie doktora Kinseya mówi się, że 37% populacji USA jest mniej lub bardziej zaznajomionych z homoseksualizmem, który jest jak korzenie tego drzewa zła. Jeśli zaokrąglimy populację USA do 200 milionów, to otrzymamy dość imponujący legion 74 milionów legionistów.

Z tych 37% kinseyan tylko 4% to uczciwi, otwarci i pełni homoseksualiści. A pozostałe 33% robi to samo po cichu, częściowo lub w niepełnym wymiarze godzin: 5 lat, 3 lata, raz w roku lub nawet śniąc o tym w czasie snu, ale aż do orgazmu. To są kandydaci, towarzysze podróży i sympatycy tej partii, której imię brzmi legion.

Dalszymi statystykami zajmują się wszelkiego rodzaju dociekliwe organy, takie jak 13 Wydział KGB i Instytut Badań Naukowych NII-13. Jedną ze sztuczek diabła jest to, że społeczeństwo umiera lub degeneruje się nie od dołu, ale od góry. Dlatego też, bez względu na to, jak się skręcisz lub obrócisz, diabeł, książę tego świata, zawsze jest na szczycie. W przeciwnym razie nie będzie żadnego ruchu, zmiany ani postępu w społeczeństwie. Dlatego na szczycie społeczeństwa, wśród inteligencji, ci progresiści-kinseyanie nie będą już stanowić 37%, tylko 50%.

A wśród tak inteligentnych ludzi, jak pisarze, poeci i inni bazgracze i zamazywacze papieru, te 50% wzrasta jeszcze bardziej – do 75%. Dlatego profesor Kierkegaard, ojciec filozofii egzystencjalizmu, czyli dekadencji w literaturze, ze smutkiem stwierdza, że od czasu wynalezienia prasy drukarskiej, diabeł zadomowił się w farbie drukarskiej. A Kierkegaard, garbus, homoseksualista i dość uczciwy Żyd z nawróconych, wiedział o tym wszystkim całkiem dobrze, z własnego doświadczenia.

Teraz drugim etapem jest choroba psychiczna. Amerykańskie statystyki mówią, że z klinicznego punktu widzenia 18,5% populacji USA, czyli 37 milionów ludzi, jest mniej lub bardziej chorych psychicznie i potrzebuje leczenia. Tak więc z 37% dr Kinseya, 18,5%, czyli dokładnie połowa, czyli co drugi legionista, oprócz wszystkiego innego, jest również chory psychicznie.

Amerykańskie statystyki wskazują, że ponad połowa wszystkich łóżek szpitalnych w USA jest zajęta przez osoby chore psychicznie. W 1963 roku w szpitalach psychiatrycznych w USA przebywało 505 tysięcy osób. A w 1972 roku, pod naciskiem postępowych sędziów, którzy zaciekle walczą o „prawa obywatelskie” osób chorych psychicznie, liczba ta spadła o połowę, do 276 tysięcy osób. I to na 37 milionów psychopatów. A reszta psychopatów biegała po ulicach – rujnując życie innym ludziom. Dlatego też, według amerykańskich statystyk, przestępczość w USA jest siedem (!) razy wyższa niż w Europie.

Na papierze wszystkie te liczby wyglądają dość prosto. Ale w życiu wszystko wygląda trochę bardziej skomplikowanie. Postępowy legion dr Kinseya, 37% – 50% – 75%, dotyczy nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale mniej więcej wszystkich krajów zachodnich, w tym ludzi, którzy was otaczają, waszych współpracowników, przyjaciół i znajomych, narzeczonych i kawalerów. Lecz żaden z tych legionistów nigdy tego nie przyzna. A ty, jeśli jesteś normalnym człowiekiem, masz oczy – i nic z tego nie widzisz, masz uszy – i nic z tego nie słyszysz.

Załóżmy, że jesteś inteligentnym człowiekiem i chcesz się ożenić. Oczywiście, z inteligentną młodą damą z dobrej rodziny. Ale dobrze wiedzieć, że 50% twoich potencjalnych narzeczonych to kinseyanki. Teoretycznie oznacza to, że lepiej byłoby dla nich, żeby nie wychodziły za mąż i nie miały dzieci. Jednak która zechce zostać starą panną? Żeby ludzie później wytykali palcami? A w praktyce dzieje się zupełnie inaczej. W praktyce jest to główny powód nieszczęśliwych małżeństw, bolesnych rozwodów i wadliwych dzieci, gdzie nigdy nie zrozumiesz aż do śmierci, dlaczego tak jest i dlaczego. I nie będziesz w stanie niczego udowodnić w żadnym sądzie.

Podam konkretny przykład. Znałem młodego mężczyznę, Dmitrija Ch-wa, który poślubił bardzo miłą młodą damę z dobrej rodziny, Marinę. I jak tylko Marina zaszła w ciążę, dosłownie następnego dnia, z jakiegoś powodu, pozornie bez powodu, zostawiła męża. Wtedy Marina przeprowadziła się do matki, opiekowała się dzieckiem, otrzymywała duże alimenty od doktora i pluła na sufit. A doktor Dima przeżywał to bardzo mocno: szczerze kochał żonę i dziecko, a ona nie chciała go widzieć – i nie pozwalała mu zbliżać się do dziecka. Trwało to kilka lat. Zgodnie z amerykańskim prawem nie można z tym nic zrobić. W końcu, po pijackim ciągu, wracając do domu pustą autostradą, Dima rozpędził swój samochód do 100 mil i uderzył w betonowy most. Zginął na miejscu. Przedtem skarżył się znajomym, że często myśli o samobójstwie.

O co chodzi? Chociaż Dima był doktorem medycyny, nie wiedział, że poślubił kobietę kinseyankę, czarownicę. Tak, dobrze słyszałeś – to te same wiedźmy, które w średniowieczu były czasami pieczone na stosie. Wiedźma Marina, zabójczyni Dimy, jest teraz szanowaną damą w społeczeństwie. Uważa mężczyzn za obrzydliwych, ale nie chce pozostać starą panną. Uciekła się więc do sztuczki, której często używają wiedźmy. I takich sztuczek jest wiele. I jest też wiele czarownic – legion.

Więc wyobraź sobie, jak te czarownice i czarownicy będą syczeć, gdy zaczniesz ujawniać ich sekrety? Wszyscy zaczną zapewniać cię, że to wszystko absolutnie nie jest prawdą. Dlatego Biblia mówi, że diabeł jest kłamcą i ojcem kłamstwa.

Głównym celem powieści „Imię moje Legion” jest pomóc ludziom zrozumieć te mroczne sprawy, aby nie szli przez życie w ciemno. To jest diabeł w aspekcie osobistym. Teraz przyjrzyjmy się temu diabłu w aspekcie publicznym.

„Legion” to epopeja o wojnie psychologicznej. Druga Wojna światowa już dawno się skończyła. Cały czas mówi się z obawą o Trzeciej Wojnie Światowej, która będzie drugą wojną atomową. Ale mało kto wie, że przez cały ten czas, od 30 lat, toczy się zacięta wojna światowa między Zachodem a Wschodem – zimna lub psychologiczna wojna, która ma swoją tajną siedzibę, swoje tajne prawa i którą eksperci nazywają psycho-wojną lub wojną psychopatów.

Czy to nie dziwne, że strona radziecka nagle wprowadziła tak niezwykłą broń jak „domy wariatów”, czyli szpitale psychiatryczne {психбольницы СПБ, или психушки?}, lub psychuszki? Prasa zachodnia twierdzi, że KGB umieszcza w domach wariatów dysydenckich demokratów, miłośników wolności i miłośników dobra, którzy walczą o wolność i prawa człowieka w ZSRR. Ale filozof Kierkegaard mówi, że w tuszu drukarskim zadomowił się diabeł, kłamca i ojciec kłamstwa. I kto tu ma rację, KGB czy księżna prasa, przyjaciółka księcia tego świata, który jest kłamcą i Ojcem kłamstwa?

Dziś prasa na całym świecie wyje o Sołżenicynie i Sacharowie, Jakirze i Almalriku. Wczoraj Jesienin-Wołpin, Siniawski i Daniel. Żores i Roj Miedwiediew, Josif Brodski i Chalidze. Przedwczoraj – Pasternak, Tarsis, Paweł Litwinow (wnuk tamtego Litwinowa). Teraz jest nawet nowa święta na Zachodzie – Swietłana Stalina-Allilujewa?

Ale to wszystko są tylko etapy tego, co nazywa się psycho-wojną. I tak naprawdę jest wiele dziwactw, niejasności i tajemnic. A odpowiedzi na te tajemnice znajdziesz w „Legionie”.

Trzeba powiedzieć, że Klimow jest bardzo dobrze przygotowany do pisania o wojnie psychologicznej. Kiedyś, w 1950 roku, Klimow pracował w tzw. Projekcie Harwardzkim w Monachium, gdzie, jak się wydaje, opracowano podstawowe plany i wybrano odpowiedni personel do tej wojny psychologicznej. A Uniwersytet Harvard jest najlepszym think tankiem w Ameryce.

Najpoważniejszy niemiecki magazyn „Der Monat” napisał, że Projekt Harvard, na czele którego stał profesor Nathan Leites, opierał się na ukrytym kompleksie homoseksualnym Lenina. Ten magazyn był oficjalnym organem amerykańskiej administracji wojskowej w Niemczech. A napisał to nie kto inny, jak redaktor naczelny tego magazynu, Melvin Lasky, dość dobrze zorientowany Żyd i jeden z bliskich współpracowników Klimowa. Oficjalne źródło, że tak powiem. Później wspomniano o tym również w czasopiśmie „Nowoje Russkoje Słowo” (23.IX.1958).

Receptura profesora Nathana Leitesa jest bardzo prosta. Z punktu widzenia dr Freuda, utajony lub stłumiony homoseksualizm jest psychologicznym korzeniem większości chorób psychicznych. To 33% według dr Kinseya. W praktyce oznacza to, że za błogosławieństwem profesora Nathana Leitesa, cała amerykańska wojna psychologiczna jest wojną psychopatów. Czy widzisz, jakie to wszystko proste?

Niedawno odbył się kongres freudowskich psychoanalityków w Chicago, na którym była obecna nawet córka Freuda. Głównym tematem tego kongresu było: „Homoseksualizm i agresja”. Boże, powiedzą, co za bzdura?

Faktem jest, że z freudowskiego punktu widzenia, homoseksualizm jest ściśle związany z sadyzmem i masochizmem, które z kolei rodzą kompleksy destrukcji i samozniszczenia, kompleksy morderstwa i samobójstwa. A wszystko to razem wzięte jest przyczyną wszelkiej agresywności i agresji, począwszy od najprostszej sprzeczki między mężem i żoną, a kończąc na wojnach światowych i rewolucjach, gdzie sadyści chcą torturować innych, a masochiści chcą cierpieć sami.

Ale przecież psycho-wojna to także wojna. I po prostu nie można obejść się bez homoseksualizmu. Dlatego mędrzec z Harvardu, Nathan Leites oparł całą amerykańską psycho-wojnę na „ukrytym kompleksie pederastii towarzysza Lenina”. Dlatego mówią, że towarzysz Lenin nie żyje, ale jego dzieło żyje dalej.

A sowieccy mędrcy z Instytutu Badań Naukowych NII-13 i 13 Wydziału KGB, znający doskonale wszystkich tych freudowskich figeli-migeli i harwardzkich szacher-macherów, teraz umieszczają tych nowych „leninistów” w domach wariatów, gdzie stawia się ich na czworakach i pompuje w tyłek sulfazynę i aminazynę.

Legioniści zachodni, których 75% zajmuje się prasą, doskonale wiedzą, że ich bracia trafiają do domów wariatów, i wrzeszczą o tym pod same niebiosa.

Jeśli przyjrzysz się uważnie radzieckim „dysydentom” jako grupie, od razu zauważysz, że mają oni naprawdę wiele wspólnego z Leninem i jego zawodowymi rewolucjonistami, z towarzyszem Trockim i jego stałymi rewolucjonistami, ze wszystkimi tymi leninistami, których Stalin rozstrzeliwał podczas Wielkiej Czystki, nazywając ich wściekłymi psami. W końcu większość tych nowych rewolucjonistów to dzieci i potomkowie starych rewolucjonistów, krewni wrogów ludu lub RWN {родственники врагов народа или РВН }.

Szczerze mówiąc, z punktu widzenia socjologii, to wszystko jest ta sama banda, która dokonała rewolucji w 1917 roku. Choć prasa zachodnia zapewnia nas, że „dysydenci” to idealiści i humaniści, miłośnicy wolności i dobroczyńcy, walczący o prawa człowieka i wolność w ZSRR. I znaczna część naszej prasy emigracyjnej powtarza to jak papuga. No i cóż: Na kołku lipowe wisiało łyko – zaczynaj od nowa? {Так что ж: на колу висело мочало – начинай сначала? }.

Mówiąc o radzieckich dysydentach, dobrze jest przypomnieć sobie starą filozoficzną prawdę, że rewolucja pożera swoje dzieci, jak maciora pożera prosięta. Otóż te prosięta teraz krzyczą: Swietłana Stalina-Allilujewa, Paweł Litwinow, Jakir, Tarsis, Żores i Roj Miedwiediew itd. Te prosięta krzyczą o humanizmie. Lepiej by było, gdyby krzyczały o tym, co robili ich ojcowie. W końcu to wszystko za grzechy ojców.

Zaraz po Projekcie Harvard na froncie wojny psychologicznej pojawił się cały kompleks wszelakich podejrzliwych instytucji, gdzie wszystkie wróble na dachach Monachium ćwierkały, że za tym wszystkim stoją przebiegłe organy, czyli amerykańska służba wywiadowcza Si-Aj-Ej. W Monachium pojawiło się Radio „Wyzwolenie”, którym kierował pewien amerykański Komitet z Nowego Jorku, który wtajemniczeni nazywali Komitetem Wyzwolenia Rosji od bolszewików przy pomocy trockistów i mieńszewików.

Potem pojawiła się monachijska filia „Głosu Ameryki”, którą niektórzy sceptycy nazywali „Głosem Atlantydy”, bardzo kulturalnego kraju, który zginął za jakieś bezbożne grzechy. Radio „Wolna Europa” również było w tym łańcuchu, dorzucili trochę pieniędzy, żeby podtrzymać zwolenników NTS.

Ale kryptografowie z 13 Wydziału KGB odwracają ten NTS do góry nogami i otrzymują przeciwieństwo – STN. A jeśli dodasz trzy „a”, otrzymasz SaTaNa. Oto i mamy STN – Związek Ludzi Pracujących. Więc masz STN-istów. Dlatego filozofowie mówią, że diabeł jest piątą kolumną wszystkich stuleci i narodów. Nie ma nic nowego pod słońcem.

Po pracy w projekcie harwardzkim, Klimow został przewodniczącym Centralnego Związku Powojennych Emigrantów z ZSRR (COPE) w Monachium. W rzeczywistości był szefem jednego ze specjalnych projektów tej psycho-wojny. Klimow zna więc tę wojnę psychologiczną nie tylko w teorii, ale i w praktyce. Jednak niektóre aspekty tej wojny psychologicznej były tak tajne, że nawet sam przewodniczący COPE nie wiedział o nich w tamtym czasie. Można to zrozumieć tylko z perspektywy czasu, patrząc wstecz.

Z punktu widzenia harwardzkich mędrców, Klimow miał jedną istotną wadę – nie miał „kompleksu Lenina”. W tamtym czasie było niewielu nowych emigrantów takich jak Klimow i trudno było znaleźć wśród nich „leninistów”. Ale właśnie dlatego, poznawszy całe tło, Klimow pisze o psycho-wojnie tak szczerze.

Tak więc w swojej psycho-wojnie, za radą harwardzkich mędrców, Amerykanie wzięli diabła jako oręż. Ale gdy tylko zajmiesz się tym diabłem, natychmiast natrafiasz na jeszcze jedno tabu – na antychrysta. I musisz naruszać kolejne tabu.

Na przykład na Zachodzie uważa się, że władza radziecka jest zła, że pochodzi od diabła. Ale wszyscy wiedzą, że główną siłą napędową rewolucji radzieckiej byli Żydzi. Jednak nie można o tym mówić. To – tabu!

Słynny filozof – łowca diabłów, Bierdiajew, nazwał to związkiem szatana i antychrysta. Mówiąc prościej, tam gdzie jest zaangażowany diabeł, roi się od Żydów. Niektórzy nazywają Bierdiajewa najlepszym rosyjskim filozofem XX wieku, a Żydzi bardzo lubią Bierdiajewa, który nawet był żonaty z Żydówką. Więc wyjaśniam to wszystko, że tak powiem, na najwyższym poziomie filozoficznym XX wieku.

Oprócz Nathana Leitesa, w „Projekcie Harvard” roiło się od lewicowych Żydów, utykających na lewą nogę i z długimi marksistowskimi brodami, ojcowie których byli najbliższymi współpracownikami Lenina. W zasadzie ta grupa, cała ta harwardzka kabała, jak w lustrze, przypominała tych sowieckich dysydentów, nowych leninistów, wśród których roiło się od Żydów, i którzy zostali posadzeni w domach wariatów w ZSRR.

Wszystko to jest w pełni zgodne z pierwszym prawem dialektyki marksistowskiej o jedności i walce przeciwieństw.

Mędrcy z Harvardu wymyślili ukryty kompleks półpederastii pół-Żyda Lenina, korzeń choroby psychicznej, po czym zaczęli puszczać ten środek wywołujący wymioty, przez radio i prasę, do ZSRR. W rezultacie tego, jako pierwsi zapsychowali tam Żydzi, ludzie w mieszanych małżeństwach z Żydami i produkty tych małżeństw – pół-Żydzi itd. A 13 Wydział KGB najspokojniej umieszcza tych nowych leninistów w specjalnych szpitalach psychiatrycznych, psychiatrykach i domach wariatów.

I kto jest temu winien? Związek szatana i antychrysta, który obiecuje królestwo księcia tego świata, gdzie panują kompleksy władzy i impotencji, sadyzmu i masochizmu, destrukcji i samozniszczenia. Dlatego filozofowie mówią, że diabeł często płaci swoim sługom nie złotem, ale połamanymi odłamkami.

Współpracował razem z Klimowem nad „Projektem Harvard” Georges Fischer, bardzo miły młody Żyd. Jego ojciec, stary i wybitny trockista, Louis Fischer, jednocześnie wymyślił, jako redaktor, książkę o intrygującym tytule „13 Którzy Uciekli”. Oto 13 historii 13 przypadków, którymi zajął się Projekt Harvard.

Ale skąd taka dziwna nazwa – ”13”, diabelski tuzin? Przecież to stary symbol szatana i satanistów, czyli, mówiąc wprost, zwyrodnialców, degeneratów, zboczeńców seksualnych, legionistów doktora Kinseya, z których połowa jest chora psychicznie. Przecież to te same czarownice i czarnoksiężnicy, którzy w dobrych starych czasach byli paleni na stosach przy zbawiających dusze psalmach Inkwizycji. To ci sami wrogowie ludzi, których wiedźmin Stalin rozstrzeliwał w piwnicach NKWD podczas Wielkiej Czystki lub gnał na Syberię, nazywając ich wściekłymi psami. To ci sami, których wiedźmin Hitler gnał do komór gazowych i obozów koncentracyjnych.

Dlaczego trockista Louis Fischer nagle używa tej starej symboliki? Czy to przypadek? Czy też jakiś szczególny trockistowski sygnał?

Ten system sygnalizacji jest najwyraźniej dobrze znany 13 Wydziałowi KGB. Noblowski dysydent Sołżenicyn został wydalony z ZSRR 13 lutego 1974 roku. Znajdując się w Niemczech Zachodnich, Sołżenicyn tego samego dnia, 13 lutego, pogalopował do swojego partnera noblowskiego, Heinricha Bölla, patrona anarchistów i nihilistów, który mieszka nie byle gdzie, ale w domu... numer 13 (zachodnioniemiecki magazyn „Spiegel”, 8/1974, s. 66 i 78). Ale co to takiego jest, przypadek czy tajny system sygnalizacji legionistów?

Nawiasem mówiąc, dysydent Sołżenicyn jest wydawany po rosyjsku przez paryskie wydawnictwo YMCA, które jest duchowym dzieckiem poszukiwacza diabłów Bierdiajewa. I to YMCA pilnie kontynuuje dzieło Bierdiajewa, który głosił zjednoczenie szatana i antychrysta. Sądząc po danych opublikowanych w poważnej prasie zachodniej, ojciec Aleksandra Isajewicza Sołżenicyna był nawróconym Żydem, z Izaaka stał się Isajem i popełnił samobójstwo, gdy Sołżenicyn był dopiero trzy miesiące w matczynym łonie.

Poza tym, według wszystkich danych, pierwsza żona Sołżenicyna była pół-Żydówką, a druga była pełną Żydówką. Wszystko to trochę przypomina filozofię Bierdiajewa o zjednoczeniu szatana i antychrysta. Dlatego YMCA bierdiajewska zajęła się Sołżenicynem. Widzicie, jak abstrakcyjna filozofia przeplata się z prawdziwym życiem.

„Legion” Klimowa, epopeja psycho-wojny, w pełni odpowiada również filozofii poszukiwacza diabłów, Bierdiajewa, o zjednoczeniu szatana i antychrysta. A skoro Bierdiajew jest nazywany najlepszym rosyjskim filozofem XX wieku, to „Legion” osiąga, że tak powiem, najwyższy poziom filozoficzny naszego grzesznego stulecia.

Bierdiajew zapewnia, że do Rosji nadeszło „nowe średniowiecze”. A ponieważ jest to średniowiecze, nie da się obejść bez inkwizycji. Oto więc Klimow opisuje tę nową sowiecką inkwizycję – 13 Wydział KGB.

Ponieważ tabu dotyczące szatana i antychrysta jest naruszane w „Legionie”, a nawet pachnie inkwizycją, cały ten legion podkuli ogony i najeży się jak diabeł od kadzidła. Taka komiczna historia wydarzyła się już w poprzedniej książce Klimowa, „Książę tego świata”, i to samo wydarzy się w „Legionie”.

Więc pociągnijmy tego diabła za ogon. Jeśli jakaś gazeta lub czasopismo reklamuje i sprzedaje książki, a z jakiegoś powodu nie ma „Legionu” i innych książek Klimowa, to możesz być pewien, że są to legioniści. I nie tylko legioniści (wśród których są też ludzie sprawiedliwi), ale legioniści z nieczystym sumieniem (czyli złe duchy). Przecież jest ich 75% w prasie, a ci legioniści będą się zachowywać wobec „Legionu” jak te przebiegłe hinduskie małpki, które nic nie widzą, nic nie słyszą i nic nie mówią.

To samo stanie się z księgarzami. Jeśli ten wujek lub ciotka sprzedaje wszystkie które są na fali, a z jakiegoś powodu nie ma „Legionu” ani innych książek Klimowa, to jest to legionista z ogonem. Zapytaj więc tego z ogonem o „Legion” i zobacz, jak się skrzywi i jak kłamliwie odpowie.

Ale diabeł nie jest taki straszny, jak go malują. Mimo oporu legionistów w prasie i księgarniach, czytelnicy głosowali inaczej i „Książę tego świata” wyprzedał się w mgnieniu oka. A głos ludu jest głosem Boga! Ponadto nakład „Księcia” był trzykrotnie większy niż zwykły nakład wydawnictwa „Rosja”.

Niektórzy mądrzy ludzie twierdzą, że Zachód cierpi na „chorobę rzymską”. Podczas upadku Cesarstwa Rzymskiego, podczas występów cyrkowych, zdarzało się, że rzymski cesarz zapraszał do swojej loży wasalnych książąt barbarzyńców. Na arenie zabijano tysiące i tysiące ludzi dla rozrywki tłumu, specjalnie wytresowane osły i inne zwierzęta gwałciły kobiety na śmierć, chrześcijan palono na stosach i rzucano dzikim zwierzętom. Rzymianie szaleli i piszczeli z zachwytu.

Ale zdarzało się, że barbarzyński książę, ubrany w skóry zwierzęce, zobaczywszy to wszystko, wstawał oburzony, spluwał pod nogi rzymskiego cezara i odchodził... Pod skórami zwierzęcymi w piersi barbarzyńcy biło serce zdrowego człowieka, w którym nie było żadnej „rzymskiej choroby”.

Potem barbarzyńscy książęta przybyli do Rzymu jako zwycięzcy.

Właśnie jako taki barbarzyński książę wszedł do naszej literatury Klimow ze swoim „Księciem tego świata”. Dlatego mówią, że po „Księciu tego świata”, Klimow został księciem naszej literatury zagranicznej.

A o księdze „Imię moje Legion” powtórzę słowa proroka Jeremiasza:

„Gdybyś oddzielał to, co szlachetne, od tego, co nikczemne, wtedy stałbyś się jak usta moje” (Jer. 15:19).

Dr S. P. Nowikow
Profesor współczesnej literatury sowieckiej,
Uniwersytet Stratford


Następny rozdział
Powrót do spisu treści