Bohaterowie III ewmigracji:

Grigorij Klimow «SPRAWA 69»

WALERIJ TARSIS–SINEMUCHOW

Tarsis to typowy przedstawiciel sowieckich dysydentów, którzy przebywają w szpitalach psychiatrycznych w ZSRR. A prasa zachodnia i znaczna część naszej prasy emigracyjnej czyni z nich bohaterów naszych czasów, rzekomo walczących o wolność i prawa człowieka w ZSRR.

Teraz opadł pierwszy sensacyjny kurz i o Tarsisie wiadomo nieco więcej niż wcześniej. Zatem przyjrzyjmy się więc postaci Tarsisa i zobaczmy, kto tu ma rację: KGB ze swoimi domami wariatów czy królowa prasa?

Wydawnictwo „Posiew” (NTS) publikuje Tarsisa i zapewnia, że jest to rasowy Rosjanin i nowy Chryzostom. Sam Tarsis twierdzi, że jest Grekiem i potomkiem Arystotelesa. A niektórzy mówią, że jest mieszanką Greka z Kanaryjką.

Następnie „Nowe Słowo Rosyjskie” (patrz przedruk w argentyńskim „Naszym Kraju” z 31.1.1967) postanowiło przypomnieć Tarsisowi, kim był. Okazuje się, że Walery (dawniej Wieniamin) Jakowlewicz Tarsis jest synem Jakowa Aronowicza Tarsisa, którego brat Józef Aronowicz był znany w rewolucji rosyjskiej pod pseudonimem Piatnicki. Ten Piatnicki był najbliższym współpracownikiem Lenina w imporcie podziemnej literatury i broni do Rosji, a następnie jednym z przywódców Kominternu. A sam Tarsis przyznaje, że jego ojciec „w 1905 roku ukrywał broń dla rewolucjonistów”.

Ponadto „Nowe Rosyjskie Słowo” donosi, że podczas Wielkiej Czystki w 1937 r., ojciec W.J. Tarsisa, Jakow Aronowicz i jego brat Józef Aronowicz Tarsis-Piatnicki zostali zlikwidowani jako wrogowie ludu. W tym samym czasie zgarnęli syna, Tarsisa-Piatnickiego. Prawdopodobnie starzy czekiści żałują teraz, że nie zamietli Walerego Tarsisa w tym samym czasie.

Radziecki „Słownik encyklopedyczny” podaje, że Józef Aronowicz Piatnicki-Tarsis był członkiem RSDLP Lenina od 15 roku życia (!). Po rewolucji był sekretarzem Komitetu Wykonawczego Kominternu i członkiem Komitetu Centralnego partii. Tak, zasłużony bolszewik.

Ale tutaj pojawia się cały szereg pytań. Dlaczego Tarsis wstydzi się swoich zasłużonych przodków? Dlaczego Tarsis ukrywa fakt, że jest Żydem i udaje Greka? I nawet kłamie, że otrzymał grecki paszport dyplomatyczny!? I dlaczego całe to kłamstwo powtarza „Posiew” z NTS?

Nad nagłówkiem „Posiewu” widnieje motto: „Nie w sile Bóg, a w prawdzie!” Ale w temacie Tarsisa „Nowe Rosyjskie Słowo” okazało się znacznie uczciwsze niż „Posiew”.

Pierwszą żoną Tarsisa była Żydówka Roza Jakowlewna Alksnis. Brat jej ojca, stary komandarm bolszewicki, Alksnis, dowódca Sił Powietrznych ZSRR, również został rozstrzelany podczas Wielkiej Czystki. Ogólnie rzecz biorąc, dobra radziecka rodzina. I to nawet dziwne, co tam się Tarsisowi nie podoba? A może jest także rewolucjonistą permanentnym, rewolucjonistą dziedzicznym? I dlatego strzelali do siebie, drug do druga, podczas Wielkiej Czystki.

Przez 20 lat Tarsis był członkiem Partii Komunistycznej. Spędził 8 miesięcy w domu wariatów. Następnie go zwolniono, a raczej wyrzucono za granicę, nazywając go później psychopatą, paranoikiem i maniakiem.

Kiedyś słuchałem przemówienia Tarsisa w Domu Wolnej Rosji w Nowym Jorku, zorganizowanego przez NTS. Celowo usiadłem bliżej stołu prezydium, jakieś pięć kroków od Tarsisa. Bohater naszych czasów ma małą czaszkę, niskie czoło i ogromne szczęki, jak troglodyta. Małego wzrostu, z nieproporcjonalnie krótkimi nogami i ramionami, jakby był w jakiś sposób słabo rozwinięty. W całej figurze jest jakaś dysharmonia i dysproporcja. Ruchy są również nieco słabo skoordynowane. I jego oczy były trochę zamglone (może przed występem został odurzony środkami uspokajającymi?).

Jedna z nóg Tarsisa jest o kilka centymetrów krótsza od drugiej. Co prawda upiera się, że to efekt rany odniesionej na froncie, ale... jak mu wierzyć, skoro uparcie kłamie, że nie jest Żydem, tylko Grekiem? Być może ta kulawizna jest wrodzona. A wrodzona kulawizna to zły znak. Jest to jeden z głównych objawów tak zwanego zwyrodnienia lub degeneracji, któremu towarzyszą różnego rodzaju inne wady, w tej liczbie i w głowie.

Doskonale wiedział o tym Dostojewski, którego powieści, w tym „Biesy”, były pełne kulawych nóg i uschniętych rąk. Swoją drogą, towarzysze Stalin i Wilhelm II mieli takie suche ręce. A co do kulawych ludzi... Również kulawy był mieńszewicki przywódca Martow-Cederbaum (choć kłamano też, że „niania go upuściła, gdy był dzieckiem”). Ale kulawy Martow-Cederbaum był drugim po Leninie człowiekiem w historii rewolucji rosyjskiej. Taką kulawonóżką była słynna żydowska rewolucjonistka, Róża Luksemburg, do tego była jeszcze i krzywooka. Taką samą kulawonóżką była słynna mieńszewiczka, Wiera Aleksandrowna, żona Salomona Schwartza, redaktora naszego słynnego „Wydawnictwa Czechowa”.

Do słynnych kulawych nóg należeli także: anarchista baćko Machno, zabójca Kirowa Nikołajew (końska stopa) – przez co rozpoczęła się Wielka Czystka; Joseph Goebbels (także końska stopa), jeden z największych łajdaków w historii – Talleyrand. Założyciel anarchizmu w literaturze, Byron, należący do oficjalnej „szkoły satanistów” w literaturze (oficjalnie podaje słownik – encyklopedia literacka Beneta), również był kulawy (końska stopa), on jest także prototypem wszystkich zbuntowanych bohaterów naszych czasów w literaturze. A jednym z przywódców anarchizmu w malarstwie był kulawy Toulouse-Lautrec (tutaj kłamią, że rzekomo „spadł z konia”).

Dobra, siedzę i słucham Tarsisa. Na początku po prostu powtórzył to, co przeczytaliśmy już w „Posiewie”. A potem wieloznacznie zapowiedział, że przeczyta swoje nowe wiersze. A potem wygadywał takie bzdety... O Jezusie Chrystusie i jakichś rozszalałych ogierach, i jeszcze o czymś, czego nawet sam diabeł nie mógłby rozgryźć... Oczywiste bzdury i herezje, brednie szaleńca, ale z wyraźną domieszką bluźnierstwa.

Po mojej prawej stronie siedział arcybiskup Serafim z Chicago. Posłuchawszy bluźnierczych bredzeń Tarsisa, biskup Serafim wstał i demonstracyjnie stukając obcasami opuścił salę. Staruszki Boże na sali marszczą brwi i powoli się żegnają, jak od antychrysta. A matowe oczy Tarsisa nagle trochę się rozjaśniły. I ślina leci z kącików ust.

Po mojej lewej stronie siedział mój przyjaciel, doktor-psychiatra, który prowadzi jeden z zakładów dla psychicznie chorych w Nowym Jorku. Patrzy na mnie i mruga okiem: „Sprawa ma wyraźnie kliniczny charakter... Oczywiście nie jest całkowicie wariatem, ale... takich też wsadzamy” i pokazuje mi duży pęk kluczy do zakładu dla obłąkanych, który wisi na jego pasku.

Na sali panowało wyczuwalne zamieszanie. Przewodnik z NTS ciągnął Tarsisa z tyłu za poły kurtki, żeby kończył. Ale dzielny dysydent nie poddawał się i machając rękami, do końca wykrzykiwał swoje bzdury. Kto wie, może przed wykładem nie podano mu wystarczającej ilości środków uspokajających?

Nasuwa się tu analogia z innym szaleńcem, także bohaterem naszych czasów, Josifem Brodskim, który w swoich wierszach lubi wspominać Chrystusa wraz z przekleństwami (patrz np. wiersz „Martwa natura”). Brodski także był najpierw przetrzymywany w domu wariatów, a następnie przymusowo deportowany na podstawie izraelskiej wizy. Obecnie wykłada język rosyjski na jednym z amerykańskich uniwersytetów.

Posługując się imieniem Chrystusa, obaj ci szaleńcy udają „neochrześcijan”, typu Bierdiajewa. Ten sam filozof – „poszukiwacz Boga” Bierdiajew, którego w 1915 roku Święty Synod carski skazał na wieczne zesłanie na Syberię za to samo „poszukiwanie Boga” , jest zjawiskiem zupełnie wyjątkowym w historii Rosji. Wtedy nawet liberał Kiereński wsadził za kratki obsesyjnego poszukiwacza diabłów Bierdiajewa, a Lenin w 1922 roku po prostu wysłał go za granicę. Tak jak teraz wypędzają Tarsisa i Brodskiego. Nie ma nic nowego pod słońcem.

Za dawnych dobrych czasów cyganie zabierali na jarmarki niedźwiedzia z kolczykiem w nosie i pokazywali najróżniejsze sztuczki: jak niedźwiedź pije wodę z cukrem z butelki wódki, a potem tańczy hopaka. A teraz NTS-owcy w ten sam sposób, jak cygański przewodnik, ciągają Tarsisa i innych szaleńców po spotkaniach emigrantów, pokazują swoje sztuczki, a nawet zbierają pieniądze na wyzwolenie Matki Rosji.

Część przybywających obecnie na Zachód sowieckich „dysydentów”, tzw. III emigracja, czasami pochopnie twierdzi, że zarówno Rosjanie, jak i Sowieci to naród niewolników, bydło (u Tarsisa jest to Duroplias* – głupiec {Дуропляс}), które nie może żyć bez carskiego lub sowieckiego kija. W rzeczywistości sytuacja wygląda tak: normalni ludzie zawsze mają tendencję do posłuszeństwa wobec władzy, a psychole... zawsze wariują, zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. W Ameryce jest tak dużo wolności, że często robi się od tego niedobrze, ale szaleni ludzie wciąż psychują i żądają jeszcze więcej wolności.

My, Rosjanie, czasami po prostu z poczucia przyzwoitości wstydzimy się powtarzać to, co swobodnie mówi amerykańska prasa. Na przykład, poważna prasa amerykańska otwarcie mówi, że NTS jest finansowany przez amerykańską agencję wywiadowczą CIA. A my nie tylko powiedzieć, ale nawet powtórzyć boimy, a raczej wstydzimy się. Ale teraz nadszedł czas, by powiedzieć to bez żadnego fałszywego wstydu. Przecież jeśli dzisiaj „wyzwolimy” Rosję przy pomocy tych „dysydentów” Tarsisa, Litwinowa Jr., braci Miedwiediew, Jakira, Siniawskiego i Daniela i tak dalej, aż do Swietłany Staliny, to będzie dokładnie tak samo jak to było w 1917 roku! Oznacza to, że «na kołku wisi sikawka, zaczynaj od nowa» {на колу висит мочала, начинай сначала.}. Przecież oni wszyscy to nikt inny, jak neotrockiści, z których część udaje neochrześcijan, neoberdiajewców. A przecież Stalin, zniszczywszy Trockiego, robił wszystko, co przepowiadał Trocki. Przecież kolektywizacji i industrializacji nie wymyślił Stalin, ale Trocki, a Stalin tylko wszystko to wprowadził w życie.

Podczas gdy NTS drukowało wszelkiego rodzaju książeczki emigracyjne za pieniądze CIA, dobrze, wtedy milczeliśmy, bo nam to nie szkodziło. Ale to, co teraz robi NTS… to, jak się mówi, całkiem inna para kaloszy. A teraz nadszedł czas, aby powiedzieć: Bóg nie jest w pieniądzach, ale w prawdzie!

Na przykład, jestem amerykańskim podatnikiem. Swoją drogą, płacę znacznie więcej podatków niż prezydent USA, Nixon, którego, za to właśnie, bardzo krytykowano w amerykańskiej prasie. Skoro więc NTS drukuje książki Tarsisa za moje pieniądze, mam pełne prawo zobaczyć, o co w tym chodzi. Aby uniknąć wyzywania mnie od niewolników i bydła, angażuję się w tę tak zwaną krytykę konstruktywną.

Niedawno w Chicago odbył się Kongres psychoanalityków-freudystów, na którym przemawiała nawet córka samego Freuda. I ten Kongres odbywał się pod dziwnym hasłem „Homoseksualizm i agresja!”, czyli to było głównym tematem tego Kongresu. I znowu powiedzą: „Co to za bzdury?”

Rzecz w tym, że z freudowskiego punktu widzenia, homoseksualizm jest ściśle powiązany z sadyzmem i masochizmem, z których powstają kompleksy zniszczenia i samozniszczenia, kompleksy morderstwa i samobójstwa. I wszystko to, razem wzięte, jest przyczyną wszelkiej agresywności i agresji, począwszy od najzwyklejszej walki między mężem a żoną, a skończywszy na wojnach światowych i rewolucjach. A psychowojna to także wojna. I po prostu nie można się tutaj obejść bez homoseksualizmu. Dlatego profesor Nathan Leites oparł projekt harwardzki na „utajonym kompleksie pederastycznym towarzysza Lenina”. A 13 Wydział KGB, znając bardzo dobrze wszystkie te figele-migele, wsadza teraz tych nowych „leninistów” do durdomów. I dlatego powiada się, że towarzysz Lenin umarł, ale jego dzieło żyje dalej.

A jeśli przyjrzeć się dzisiaj bliżej sowieckim „dysydentom” jako grupie, od razu widać, że faktycznie mają oni sporo wspólnego z Leninem i jego profesjonalnymi rewolucjonistami, z towarzyszem Trockim i jego permanentnymi rewolucjonistami, ze wszystkimi, których Stalin rozstrzeliwał podczas Wielkiej Czystki. Przecież większość tych nowych rewolucjonistów, to dzieci i potomkowie starych rewolucjonistów. I szczerze mówiąc, to wszystko jest tą samą szajką. Chociaż NTS zapewnia nas, że są to idealiści walczący o prawa człowieka i wolność w ZSRR.

Zostawmy jednak wzniosłe sprawy i teorie na boku i przyjrzyjmy się bliżej pisaninie Tarsisa. Z góry zaznaczam, że Tarsisa nie czytałem. Dlaczego mam marnować czas? Mam inną metodę. Przyjrzałem się podpisom pod recenzjami wychwalającymi Tarsisa i widzę, że to wszystko psychy, legioniści, o których Biblia mówi, że nazywają się legion, bo jest ich wielu. Znam ich wszystkich od lat i wiem, że zawsze będzie jeden drugiego nawzajem wychwalać. I nie da się ich oszukać – nigdy nie pochwalą normalnej osoby. Krótko mówiąc, powiedz mi, kim są twoi przyjaciele, a powiem ci, kim jesteś. Jest to metoda znajdowania prawdy z przeciwieństwa, ex adverso.

Ale, jak to zwykle bywa w społeczeństwie demokratycznym, wysłuchałem także drugiej strony. Niektórzy normalni ludzie, po przeczytaniu Tarsisa, piszą w swoich recenzjach:

„Weźmy (rozdęty) „Oddział nr 7”… Trudno coś takiego przeczytać do końca… Chciałbym zapytać czytelnika, który dobrnął do końca „Oddziału”: czy naprawdę nie oburzają go entuzjastyczne recenzje tej historii? Przecież tymi recenzjami, w połączeniu z zaletami samego opowiadania, zdrowy na umyśle człowiek nie może się nie oburzyć (dokładnie to napisałem w poprzednim akapicie, G. K.)... nie sposób nie dostrzec w autorze górującej megalomanii, manii wielkości, (ha-ha-ha, wiedziałem to nawet bez czytania, G. K.).... A obok megalomanii na spotkaniu była jeszcze jedna rzecz: jakiś chorobliwy pociąg do nagiego kobiecego ciała” (z artykułu W. Korolewa w ”Russkaja Żizń”, 26.7.1966).

Jest takie powiedzenie, że jeden głupiec może oszukać dziesięciu mądrych ludzi. Wyraźnym tego przykładem jest pensjonariusz durdomu – świr Tarsis.

Filozofowie mówią, że diabeł jest najbardziej drwiącą i ironiczną istotą na świecie, ale sam nie znosi ironii i kpin. Zatem pociągnijmy tego diabła za ogon.

Nawiasem mówiąc, studia satanistyczne są obecnie w Ameryce w wielkiej modzie. Na przykład, na uniwersytecie nowojorskim otwarto specjalne kursy na temat czarów, magii i satanizmu, na które zapisało się tak wielu studentów, że wykłady trzeba było przenieść do jednej z największych sal uniwersyteckich. Tak pisze były amerykański komunista, Kenneth Goff, w swojej broszurze „Satanizm – ojciec komunizmu” (s. 4).

Widzicie, jak posunęła się nauka na amerykańskich uniwersytetach? Tak, wkrótce czarownice z nowojorskiego uniwersytetu polecą na Księżyc na miotłach. Albo wierzchem na odkurzaczu. I to jest bardzo proste. Trzeba tylko najpierw zażyć solidną dawkę narkotyków, a potem polecisz nie tylko na Księżyc, ale i na Wenus. Oto i cały sekret tej nauki.

Ale w tak poważnej gazecie, jak „New York Times” (06.01.1970, s. 24) piszą, że na Uniwersytecie Kalifornijskim pewien wunderkind – cudowne dziecko, Izaak Boniewicz, otrzymuje stopień licencjata z magii i zamierza kontynuować naukę, aby uzyskać doktorat nauk w dziedzinie magii! Widzicie, to wszystko jest całkowicie poważne.

Och, powiedzą, co ma z tym wspólnego Tarsis i nauka satanistyczna? Bardzo wiele. W dawnych dobrych czasach, choroby psychiczne nazywano demonami, a chorych psychicznie po prostu pętano, a w niektórych przypadkach po prostu palono ich na stosie, przy ratujących duszę psalmach Inkwizycji. Degeneraci tacy jak Stalin i Hitler wiedzieli o tym bardzo dobrze i wpędzali podobnych sobie do obozów koncentracyjnych, piwnic NKWD lub komór gazowych. W ten sposób zginęła cała rodzina Tarsisa. Tarsis stanowi żywą ilustrację tych smutnych prawd.

Ponieważ komputery i studia satanistyczne są teraz w modzie, zamiast komputera sprawiłem sobie małego czorcika i, gdy zajdzie taka potrzeba, po prostu targam go za ogon. Chodzi o to, żeby ludzie nie zastanawiali się, skąd to wszystko wiem. Kliknąłem więc mojego małego czorcika i zapytałem:

„Hej, a co z Tarsisem? Czy on jest normalny czy nie?”

I od razu dostaję zaświadczenie: w gazecie „Nasz Kraj” z 25 października 1966 roku napisano, że w kościele św. Serafina w Nowym Jorku, arcykapłan Aleksander Kisielew udzielił ślubu 60-letniemu Tarsisowi z 20-letnią obywatelką Szwajcarii, Hanną Dorman (podkreślenie dodane przez mojego małego diabełka, G.K.). Tarsis poznał Hannah Dorman na kilka dni przed ślubem.

Patrzę na mojego diabła i mówię:

„No cóż, jasne, że to superman... odważny i energiczny mężczyzna {Ухарь-купец, удалой молодец}…”

A mój diabeł chwycił się za brzuch, ryknął i rechocze do rozpuku, tarzając się ze śmiechu po dywanie:

„Och, Grigorij Pietrowicz, rozśmieszyłeś mnie. 60 lat i 20 lat! Czy wiesz, że diabeł ma skłonność do skrajności, że uwielbia ukrywać się za najlepszymi ludzkimi cechami? Czy wiesz, że ma masę alibi i incognito?”

I mój diabeł zaczyna opowiadać takie lubieżne francuskie dowcipy, że jakoś nieprzyzwoicie jest je w ogóle powtarzać. I Freuda tu przyciągnął, i kompleks Elektry i 37% doktora Kinseya. I uśmiecha się bezczelnie:

„Swoją drogą, Hannah Dorman jest szwajcarską Żydówką. W ten sposób brat Kisielew udzielił ślubu dwójce Żydów”. Hmm-hmm-hmm, nawiasem mówiąc, niedawno w tej samej sali parafialnej brata Kisielewa, przemawiał przywódca NTS, Artemow. Czy zauważasz powiązania? I brat Kisielew bardzo popiera socjalistycznego rewolucjonistę, eserowca Romana Gula z Nowego Żurnalu, ale to wszystko są starzy bombiarze. Dlatego mówią, że jeden diabeł kręci się wokół świeckiego, tak jak ja krążę wokół ciebie. A wokół księdza, podobnie jak wokół Kisielewa, kręci się dziesięć diabłów.

Nasi „dysydenci”, czyli neodekadenci, piszą zwykle jakimś tajnym pismem, symbolami, kryptografią, ozdobną prozą, którą rozumieją legioniści tacy jak oni sami, a zwykli ludzie z reguły tego wszystkiego nie zauważają. Moja rozmowa z moim dworskim diabłem została zapisana tym samym kryptogramem, tajnym pismem. Jak w „Mistrzu i Małgorzacie” Bułhakowa.

Jeśli Tarsis postanowi się obrazić, niech się obrazi na diabła. A jeśli powie, że diabłów nie ma, to wezwiemy na świadków wszystkie wiedźmy z nowojorskiego uniwersytetu i licencjata, a może już doktora magii, Izaaka Boniewicza z Uniwersytetu Kalifornijskiego.

Aby się nie mylić, spójrzmy jeszcze raz na pisma Tarsisa. Biorę kolejną recenzję od normalnej osoby: artykuł K. Nowosadskiej „Jadowita mucha” w „Życiu Rosyjskim” 29-30.06.1966. Chodzi o „Opowieść o sinej musze” Tarsisa. Publikacja „Posiewu”, który obecnie sieje trujące chwasty. Istotą tej opowieści o sinej musze jest to, że bohater-autor współczuł sinej (trupiej) musze, którą ludzie niszczą. Widok tej trupiej muchy sugeruje pewną analogię z jego własnym losem.

Pani Nowosadska stwierdza, że treść tej „Muchy” składa się z „wybuchów słów, często ubranych w bardzo niejasną formę, jak się mówi, «zawiłych», rzucających „cień w pogodny dzień”… Wszystko to przeplata się z dalekimi od czystych, intymnymi wylewami autora… W „Opowieści” znalazło się także miejsce na bluźniercze ataki, które obrażają uczucia każdego chrześcijanina… obrazy i myśli o charakterze pornograficznym”.

Tak, to jest to cholerne kopyto, pornografia, które widzieliśmy już u Andrieja Amalrika, który po raz pierwszy został aresztowany wcale nie za politykę, ale za pornografię. I ta sama historia z Anatolijem-Kuzniecowem, który pisze przedmowę do czysto pornograficznej książki „Oktiabrina i rosyjskie podziemie”. Wszyscy oni, Tarsis, Amalrik i Anatol, wszyscy są przesiąknięci tym samym odorem.

Jeszcze raz powtarzam, że „Muchy” też nie czytałem. Wiem to wszystko bez czytania. Najwyższy poziom pilotażu.

Ale w niektórych miejscach muszę zgodzić się z Tarsisem, a nie z panią Nowosadską, która jest oburzona słowami Tarsisa: „Filozofowie… nie różnią się od zwykłych kretynów, świętych głupców, świętych, proroków, opętanych i innych psychopatów ” (s. 11).

Niestety, naprawdę istnieje smutny związek między inteligencją a szaleństwem, między geniuszem a szaleństwem. Ale to nie znaczy, że każdy idiota jest geniuszem. Poza tym, geniuszy jest tylko kilku, a kretynów są miliony. A wielu z tych kretynów chce wyglądać na geniuszy.

Żydowski profesor Lombroso nazywa takich kretyńskich ekscentryków, którzy uważają się za geniuszy, mattoidami-grafomanami i mówi:

„Z 245 mattoidów-grafomanów, 44 było „prorokami”… Mattoidy mają zwykle płaską małżowinę uszną. Zwykle takie osoby stają się przywódcami tajnych stowarzyszeń, spotykających się w kawiarniach lub klubach politycznych, stają się założycielami nowych sekt lub ich apostołami.”

Następnie prof. Lombroso dochodzi do wniosku, że politycy powinni przemyśleć problem mattoidów, że należy ich leczyć, w przeciwnym razie mogą sprawić społeczeństwu wiele kłopotów (s. 182 swojej książki).

Przecież w końcu profesor Lombroso był ojcem kryminologii naukowej. A czy KGB o tym nie wie? Oczywiście, że wie. Otóż, za radą prof. Lombroso, KGB umieszcza teraz tych ekscentryków w szpitalach psychiatrycznych lub wyrzuca ich za granicę, gdzie dla sensacji robią z nich bohaterów naszych czasów. Ale sine muchy to trupie muchy. I rozsiewają trupi jad.


Następny rozdział
Powrót do spisu treści