Bohaterowie III ewmigracji:

Grigorij Klimow «SPRAWA 69»

SOŁŻENICYN – DRUGI MESJASZ: CHRYSTUS CZY ANTYCHRYST? «DRUGIE PRZYJŚCIE»

Samobójca Noblowski Hemingway powiedział kiedyś, że krytycy literaccy to wszy na czystej literaturze. Zgadza się! Krytycy literaccy to nieudani pisarze, którzy sami nie potrafią napisać nic sensownego, ale z zazdrości krytykują prawdziwych pisarzy. Na przykład nasz Koriakowicz i Zawaluchin. A nieudani krytycy literaccy zostają nauczycielami literatury, nazywają siebie profesorami i śmiertelnie boją się krytykować kogokolwiek, nawet tak oczywistego grafomana jak pensjonariusz durdomów, Tarsis.

Dlatego z zasady nie zajmuję się krytyką literacką. Ale wokół Sołżenicyna jest teraz taki pisk i jazgot, taki harmider i wrzask, takie zamydlanie oczu, że nawet jakoś nie na miejscu byłoby tu milczeć.

Zaczynam, zgodnie z oczekiwaniami, od zdrowia.

Z zainteresowaniem przeczytałem „Pierwszy Krąg”. Następnie – „Rakowy korpus”. Nieźle. Na miejscu Breżniewa nie zabraniałbym nawet publikowania takich rzeczy. Widzisz, jaki jestem ludzki i liberalny! Dodałbym tylko tego rodzaju wyjaśnienie, swojego rodzaju przedmowę. Podobnie jak to, co napiszę dalej.

Cały haczyk polega na tym, że Sołżenicyn, oprócz literatury stał się pionkiem w międzynarodowej grze politycznej. A gra jest dość brudna. Kiedy w Kongresie Amerykańskim omawiano kwestię handlu z ZSRR, akademik Sacharow, partner Sołżenicyna, wywołał oburzenie na całym świecie, żądając, aby Kongres uzależnił ten handel od... emigracji Żydów z ZSRR! A Sołżenicyn jednocześnie, jak oszust w oszukańczej grze, wywołał zamieszanie na całym świecie, proponując, aby za to właśnie jego partnerowi Sacharowowi przyznano... Pokojową Nagrodę Nobla!

Nawet Komitetowi Noblowskiemu nie podobała się taka bezwstydna bezczelność i Sołżenicyn dostał prztyczka w nos: kazano mu nie wtykać długiego nosa w cudze sprawy. Zachowuje się tak, jakby był namiestnikiem samego Pana Boga na ziemi.

Stalin po prostu zmuszał Rosjan do głodowania. Car Nikita i Breżniew, gdy jest źle, kupują chleb za granicą. A Sacharow i Sołżenicyn teraz wkręcają szprychę w imię… emigracji Żydów z ZSRR?! Niech Rosjanie głodują.

Wtedy pomyślałem: „Och, wy sukinsyny!”

To tutaj jest pies pogrzebany. Ta sama suka, od której pochodzą te sukinsyny. Wszystkie te krzyki w prasie o dysydentach, demokratach, o „SEMizdacie” (od imienia Wujka Sema), o walce o wolność i prawa człowieka w ZSRR, to wszystko jest tylko zasłoną dymną. A cel tego wszystkiego jest jeden – wypuszczenie sowieckich Żydów do Izraela. Służy temu i Sacharow, i Sołżenicyn i cała reszta tej bandy.

Tak to jest. Według izraelskich statystyk, krzywa wskaźnika urodzeń Żydów w Izraelu maleje. A wśród izraelskich Arabów rośnie bardzo szybko. I po jakimś czasie w Izraelu znów będzie więcej Arabów niż Żydów. Arabski fallus pokonuje żydowskiego obrzynka. Sytuację można uratować jedynie poprzez zwiększoną imigrację. Ale amerykańskich Żydów, których jest 6 milionów, nie zagonisz kijem do Izraela. Zatem Mędrcy Syjonu postanowili zająć się sowieckimi Żydami, których oficjalnie jest 2 miliony, aby wypędzić ich do Izraela. Taki jest sens trwającego od wielu lat zakulisowego zamieszania wokół sowieckich Żydów. Chcą wypędzić sowieckich Żydów do Izraela, aby walczyli za wielki Izrael od Nilu po Eufrat, lub zbierali pomarańcze w kibucach.

Jak zwykle w takich przypadkach, wykorzystali to, co nasz słynny filozof-poszukiwacz diabłów, Bierdiajew, nazwał sojuszem szatana i antychrysta. A nasi lewicowcy nazywają Bierdiajewa najlepszym rosyjskim filozofem XX wieku. Analizuję więc to wszystko, że tak powiem, na najwyższym poziomie filozoficznym.

Poszukiwacz diabłów Bierdiajew pisał „Szatan” i „Antychryst” wielką literą, z wielkim szacunkiem. Ale niech szatan i antychryst nie obrażają się na mnie, jeśli napiszę to małymi literami.

Z punktu widzenia Bierdiajewa, związek szatana i antychrysta w najprostszej formie – to małżeństwa mieszane z Żydami. Sam Bierdiajew, aby potwierdzić swoje słowo czynami, ożenił się z Żydówką. Bierdiajewowi bardzo pomogła także szwagierka, siostra jego żony, Jewgienija Judifowna (?) Rapp.

Jeśli przyjrzycie się bliżej sowieckim tak zwanym dysydentom, którzy szaleją w ZSRR i których umieszcza się tam w durdomach, od razu zauważycie porażający fakt: z jakiegoś powodu wszyscy oni są albo Żydami, albo osobami pozostającymi w mieszanych małżeństwach z Żydami, lub produktami tych małżeństw, są pół-Żydami i tak dalej. Lecz większość z nich starannie to ukrywa, jakby się czegoś wstydziła. Jak, na przykład, słynny durdomszczik świr Tarsis, który uparcie podaje się za Greka, chociaż jest rasowym Żydem, i jego pierwsza żona jest Żydówką i druga także. I ciągle powtarza, że jest potomkiem Arystotelesa.

Wróćmy jednak do bohatera naszych czasów, Sołżenicyna, o którym już w uszach huczało, że jest słońcem życia, solą ziemi rosyjskiej, sumieniem narodu rosyjskiego, duszą ludzkości i wręcz drugim mesjaszem. Według międzynarodowej prasy ni dać, ni brać, nowy Jezus Chrystus. I to samo powtarza, jak papuga, większość naszej prasy emigracyjnej.

Pokręciłem ogonem mojego małego diabełka, który służy mi za komputer, i zapytałem:

„Hej, kim jest Sołżenicyn?”

I natychmiast otrzymuję dokładną notatkę. W najpoważniejszym zachodnioniemieckim czasopiśmie „Der Spiegel” nr 28, 1971, s. 99, jest napisane dosłownie w ten sposób:

Ojciec Sołżenicyna był oficerem artylerii pod Tannenbergiem. W „14 Sierpnia” ukazany jest pod nazwiskiem „Izaak Łażenicyn”, żydowski inteligent, który przeszedł na prawosławie…”

I tak w niemieckim wydaniu „14 Sierpnia”, sam Sołżenicyn mówi całkiem wyraźnie, że jest pół-Żydem, z konwertytów {из выкрестов}. Wydawca Der Spiegel, Augstein, sam jest Żydem i nie popełni w tej kwestii błędów. Jest jednak całkiem możliwe, że w innych wydaniach „Sierpnia”, jak np. w wydaniu rosyjskim, ten drażliwy fragment został usunięty. Ale bądźcie pewni, że wszyscy Żydzi na świecie już wiedzą, kim jest Sołżenicyn. Tylko Rosjanie tego nie wiedzą.

Reporter zachodnioniemieckiego magazynu „Stern”, Dieter Steiner, pojechał do ZSRR i przeprowadził wywiad z ciotką Sołżenicyna, Iriną Szczerbak. Ciotka ta informuje, że ojciec Sołżenicyna, Izajasz, dawniej Izaak, popełnił samobójstwo, gdy Sołżenicyn miał dopiero 3 miesiące w łonie matki (patrz przedruk ze „Sterna” w gazecie „Rosja” z 28 stycznia 1972 r.).

Samobójstwo ojca jest faktem bardzo istotnym dla zrozumienia psychologii Sołżenicyna. I doskonale biorą to pod uwagę wszystkie te zachodnie „przebiegłe instytucje”, które stawiają na Sołżenicyna. Faktem jest, że samobójstwo, w większości przypadków, jako prawidłowość – jest zazwyczaj wynikiem ciężkiej choroby psychicznej. Dlatego w Stanach Zjednoczonych, osoby próbujące popełnić samobójstwo są natychmiast zabierane do szpitala psychiatrycznego na badania. Dlatego też Cerkiew zakazała odprawiania pogrzebów samobójcom i grzebania ich w obrębie cerkwi: wierzono bowiem, że kryją się w nich demony, czyli właśnie te same choroby psychiczne.

I musimy także wziąć pod uwagę fakt, że te choroby psychiczne i predyspozycje do samobójstwa są dziedziczne. W końcu choroba psychiczna jest częścią dziedzicznej degeneracji i dlatego jest dziedziczona, jak los, jak karma. Kapitał genetyczny jest rzeczą poważniejszą niż „Kapitał” Karola Marksa. Swoją drogą, Karol Marks miał bardzo słaby kapitał genetyczny. Dwie córki Karola Marksa popełniły samobójstwo. Jedna z nich, Laura, popełniła samobójstwo w dublecie wraz z mężem, zagorzałym marksistą, Paulem Lafargue, który, nawiasem mówiąc, był pra-bratankiem Karola Marksa.

Poeta Jesienin popełnił samobójstwo. A jego syn, pół poeta i pół Żyd, dysydent Jesienin-Wolpin, również wpada w szał i krzyczy w swoich wierszach: „I zapiję się na śmierć i zastrzelę!”.

Psychopata Noblowski, Hemingway, popełnił samobójstwo po spędzeniu pewnego okresu w szpitalu psychiatrycznym. Ale i jego ojciec również popełnił samobójstwo. I nawet jego siostra Laura, również skończyła poprzez samobójstwo.

Niektórzy mówią: „Och, Sołżenicyn jest taki odważny, tak chętnie idzie na ryzyko!” Och-och-och, to odwaga samobójcy, który boi się sam zastrzelić, ale podświadomie chce, żeby inni go zastrzelili. To ciemne freudowskie kompleksy winy i samozniszczenia. Na tym polega odwaga Lee Oswalda, zabójcy prezydenta Kennedy'ego, który wcześniej próbował popełnić samobójstwo. Na tym polega odwaga Mordki Bogrowa, zabójcy premiera Stołypina, który także wcześniej próbował popełnić samobójstwo. A wszystko to jest dobrze znane psychologom, kierującym wojną psychologiczną. A Sołżenicyn – jest tylko pionkiem na szachownicy tej psychowojny.

W kręgach NTS i „Posiewu”, które wychwalają pod niebiosa Sołżenicyna i innych dysydentów, potajemnie i wieloznacznie mówią o «samosadach – samodzielnej hodowli» {о «самосадах»}. Ale to nie jest własna przydomowa uprawa tytoniu. To ludzie, którzy sami siebie więżą. Gdzie są więzieni? Cóż, tam, gdzie są więzieni – w więzieniach i koncłagrach. To masochiści noszący podświadome kompleksy winy i samozniszczenia. Na przykład, dysydent Lewitin wciąż krzyczy w „Grani” NTS: „Och, jak dobrze, że znowu zostałem uwięziony!”

Odpowiedź na to dziwne wołanie znajdujemy w paryskiej gazecie „Myśl Rosyjska” (której redaktorem jest księżna Achowska) z 8.02.1973, s. 4. Tam A. Krasnow-Lewitin znowu woła: „Nigdzie nie czułem się szczęśliwszy niż w łagrze... Więc znalazłem szczęście w nieszczęściu…”.

Dalej „Myśl Rosyjska” pisze: „Jego dziadek (Żyd) dzierżawił majątki (wbrew prawu) od zbankrutowanych właścicieli ziemskich guberni połtawskiej i gdy tylko zauważył, że obok jego domu przechodził chłop, nawet w oddali, w kapeluszu, ogarniała go dzika wściekłość: „Jak szaleniec rzucał się na nieszczęsnego człowieka lub chłopca, zrzucał mu kapelusz, zaczynał go bić po twarzy i ostatnimi słowami przeklinać”.

Sam Krasnow-Lewitin pisze to w swojej książce „Stromaty”. Jest całkowicie jasne, że jego żydowski dziadek jest po prostu na wpół szalonym sadystą z kompleksem władzy. A z takich sadystycznych degeneratów rodzą się tacy sami zdegenerowani masochiści, jakim jest Krasnow-Lewitin. To tyle, jeśli chodzi o kompleks winy za dziadka i samozagładę, która prowadzi do koncłagru. To właśnie te „samosady – domowe uprawy”, o których znacząco szepczą NTS i „Posiew”. A ta rzecz jest tak silna jak los, jak karma, jak diabeł.

Ojciec F.M. Dostojewskiego był ziemianinem i sadystą. Za swoje okrucieństwo został zamordowany przez własnych chłopów, a dwór carski uniewinnił tych chłopów! Z takiego ojca Dostojewski urodził się jako sadomasochista i wyjechał na Syberię.

Z tego punktu widzenia, bohater naszych czasów, Sołżenicyn, jest takim samym „samosadem – samodestruktorem”. Przecież zamknęli go za to, że w lutym 1945 r., napisał list do przyjaciela, wysłany wojskową pocztą polową, w którym krytykował Stalina. Ja sam byłem w tym czasie w Armii Radzieckiej i doskonale pamiętam, że na absolutnie wszystkich trójkątnych listach (które nie były zaklejane, tylko składane) widniał trójkątny stempel «Sprawdzone przez cenzurę wojskową». Żeby w takich warunkach napisać taki list, trzeba naprawdę być „samodestruktorem”, który sam siebie więzi. Fakt, że Sołżenicyn sam się uwięził, został, być może, zapisany przy jego urodzeniu, zapisany przez jego ojca-samobójcę. Co gorsza, uwięził także osobę, do której pisał, Nikołaja Witkiewicza, który przez to spędził 10 lat na Syberii. I wygląda na to, że Sołżenicyn nie jest zwyczajnym świętym, a grzesznym świętym. Wiadomo, że są nie tylko święci i grzesznicy, ale także grzeszni święci i święci grzesznicy.

Moskwiczanie mówią, że pierwsza żona Sołżenicyna, Natalia Reszetowskaja, również jest pół-Żydówką. Pośrednio potwierdza to fakt, że tu, w Nowym Jorku, pojawiła się niejaka Weronika Turkina, która twierdzi, że jest szwagierką Sołżenicyna, czyli siostrą Natalii Reszetowskiej. A ta Weronika Turkina jest żoną żydowskiego dysydenta, Jurija Steina. Obydwoje niedawno opuścili ZSRR na podstawie izraelskiej wizy. Ale tylko Jehowa wie, dlaczego, zamiast do Izraela, trafili do Nowego Jorku. Wśród pół-Żydów często zauważalne jest pragnienie powrotu do korzeni. Wydaje się więc, że pierwsza żona Sołżenicyna jest rzeczywiście pół-Żydówką.

Moskwiczanie mówią, że druga żona Sołżenicyna, Natalia Swietłowa – jest pełną Żydówką. A wszystko to razem wzięte wskazuje, że pół-Żyd Sołżenicyn w głębi duszy czuje się bardziej Żydem niż Rosjaninem. I nieuchronnie pojawia się pytanie: dlaczego tak starannie to ukrywa? I odwrotnie, histerycznie upiera się, że jest Rosjaninem, Rosjaninem, Rosjaninem! Dlaczego? I w jakim celu? Żeby, udając Rosjanina mówić nierosyjskie rzeczy? I komu to wszystko jest potrzebne? Nawiasem mówiąc, partner Sołżenicyna, akademik Sacharow, również jest żonaty z Żydówką, Eleną Bonner.

A pensjonariusz durdomów, Tarsis, równie uparcie kłamie, że nie jest Żydem, tylko Grekiem, potomkiem Arystotelesa. Obie jego żony są Żydówkami. Okazuje się, że istnieje pewien schemat, który powtarza się zarówno u Tarsisa, jak i u Sołżenicyna. I jest na to specjalny termin: krypto-Żydzi, czyli tajni Żydzi. Tylko komu potrzebne są te wszystkie żydowskie figele-migele?... I po co?..

Odpowiada na to sam Sołżenicyn. Zaraz po wydaleniu z ZSRR, opublikował swój kolejny „Manifest” („List do przywódców ZSRR”. Swoją drogą w rosyjskim wydaniu YMCA, czyli dla rosyjskich „królików”, wszystkie te wrażliwe fragmenty zostały pominięte. Znowu figele-migele) – tajemnicę przed całym światem! W którym on ogłasza («Time», 11.03.1974) swoje „polityczne credo” i „program zbawienia narodu rosyjskiego” w następującej kolejności:

1. Całkowite i bezwarunkowe rozczłonkowanie Rosji do granic RFSRR. Operacja jest o wiele bardziej radykalna, niż marzą o niej najbardziej wściekli separatyści, stećkowici-papiści, Kazakijcy, itd. Za to Sołżenicyn natychmiast otrzymuje telegram z wdzięcznością od Lwa Dobreańskiego, przywódcy narodu galicyjsko-unickiego.

2. Po całkowitym rozczłonkowaniu, Rosja, kulejąc, uchodzi z Europy na Syberię, tak-tak, za Ural i…

3. Tam, na Syberii, za Uralem, Rosja jest atakowana przez Chiny! Sołżenicyn z patologiczną przechwałką napawa się przyszłą wojną z Chinami, w której zginie «minimum 60 milionów» Rosjan. Po tym naród rosyjski, zdaniem Sołżenicyna, praktycznie przestanie istnieć na naszej planecie!

Co to jest, bredzenie szaleńca? Nie, Sołżenicyn po prostu powtarza to, o czym marzą w swoim magazynie „Foreign Affairs”, teoretycy geopolityki z Departamentu Stanu. Pisał o tym także inny półkrwi mieszaniec, Amalrik, były student wydalony z uczelni, którego zachodnia propaganda przedstawia jako „historyka” (przez duże H!). To samo pisał Amalrik w swojej broszurze „Czy Związek Radziecki przetrwa do 1984 roku?”, którą prawdopodobnie przekazali mu do podpisania Amerykanie. Tak jak teraz przekazali Manifest Sołżenicynowi. Powtarza więc to, jak uczona wrona, która nie rozumie, co mówi.

Nawet „Nowe Słowo Rosyjskie” było zawstydzone takim „Manifestem”. Bezpośrednio pod „Manifestem” Sołżenicyna (NRS z 5 marca 1974 r.), na tej samej stronie, umieszczony jest obszerny, kontrowersyjny artykuł, zatytułowany „Genialni bezrozumni”.

Autor, z jakiegoś powodu ukrywający się za inicjałami: P. M., na próżno próbuje zrozumieć tę trudną kwestię, a wydaje się, że sam jest epileptykiem. Hmm, a co z Sołżenicynem?

Choć NRS szczerze się zawstydziła i, niczym za listkiem figowym, schowała się za artykułem o bezrozumnych, to jednak nasi książęta cerkiewni bez chwili wahania uderzyli we wszystkie dzwony z modlitwami za Sołżenicyna!? Tego samego, który ogłasza całkowite rozczłonkowanie matuszki-Rosji i niczym antychryst kracze o zniszczeniu matuszki-Rosji, powtarzając marzenia wszystkich wrogów Rosji.

Przecież nadszedł czas, aby nasi książęta cerkiewni dowiedzieli się, że Sołżenicyn od dawna, bo od «14 Sierpnia», jest publikowany w paryskiej YMCA, która jest duchowym dziełem poszukiwacza diabłów Bierdiajewa i kontynuuje dzieło Bierdiajewa. Przecież, w istocie rzeczy, «neochrześcijanin» Sołżenicyn jest neobierdiajewowcem. Dlatego drukuje go bierdiajewska YMCA, a nie, powiedzmy, monastyr w Jordanville, który też ma swoją drukarnię. I nadszedł czas, aby nasi książęta Cerkwi dowiedzieli się, kim jest Bierdiajew, czym jest bierdiajewska YMCA i jaka jest różnica między Bogiem a diabłem. I nie bez powodu filozofowie mówią, że diabeł Lucyfer uwielbia przybierać postać anioła światłości. A teraz satanizm przyczaja się za humanizmem.

W rezultacie otrzymuje się absurd. W magazynie „Time” z 11 marca 1974 roku, Sołżenicyn ogłosił całemu światu całkowite rozczłonkowanie Rosji i złośliwie bredzi o śmierci Rosji. Drugi mesjasz stworzony przez prasę międzynarodową okazał się być antychrystem. I dosłownie następnego dnia, w gazecie „Nasz Kraj” z 12 marca 1974 roku doniesiono, że metropolita Filaret opublikował w „Zwiastunie Prawosławnym w Kanadzie”, telegram powitalny do Sołżenicyna, w którym nazywa tego antychrysta „wiernym synem Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej”?! I zgodnie z zaleceniem Synodu, nakazuje nabożeństwa za Sołżenicyna we wszystkich cerkwiach! Czyżby Drugie Przyjście!? Ale kto przyszedł: fałszywy Chrystus czy antychryst!? A może po prostu na wpół szalony, pół-Żyd, taki sam jak Lenin i Kiereński, ale teraz udający „neochrześcijanina” typu bierdiajewowskiego?!

Arcybiskup Antoni z Ameryki Zachodniej, arcybiskup Witalij z Kanady, arcybiskup Antoni z Genewy, biskup Laurus z Manhattanu i biskup Paul ze Stuttgartu również poszli drogą metropolity Filareta (którego prawdopodobnie zachęcił do tego braciszek Grabbe).

Przy tym zauważyłem, że na tej zabawnej liście nie ma arcybiskupa Serafina z Chicago. To ten sam arcybiskup Serafin, który, po posłuchaniu bluźnierczych bzdur pensjonariusza durdomu, świra Tarsisa, wyzywająco stukając butami, opuścił spotkanie w „Domu Wolnej Rosji”. Najwyraźniej biskup Serafin w ten sam sposób przejrzał neoberdiajewskiego Sołżenicyna. To prawdziwy duchowy pasterz, chroniący swoją trzodę przed wilkami przebranymi za owce.

Jaka jest tajemnica „Powtórnego Przyjścia”, w którym pomylono Chrystusa i antychrysta? Mówią, że każdemu świeckiemu przydziela się jednego diabła, który go kusi, dziesięć diabłów – księdzu, a sto diabłów – mnichowi. A nasi arcybiskupi są mnichami. No cóż, diabeł ich wprowadził w błąd. Mówią, że metropolitę Filareta cały czas dezorientuje braciszek Grabbe.

Dlatego, za dawnych, dobrych czasów, do Świętego Synodu był przydzielany Oberprokurator z dobrą dębinką. Żeby odganiać te diabły, które dezorientują nawet najwyższe duchowieństwo.

Dlatego ja, były sowiecki sługa Boży, pokorny Grigorij, zasiądę na minutkę na fotelu Oberprokuratora Synodu i przypomnę naszym książętom zagranicznej Cerkwi, kim jest poszukiwacz diabłów Bierdiajew i czym jest bierdiajewska YMCA, która kontynuuje dzieło Bierdiajewa i dlatego właśnie publikuje „neochrześcijańskiego” Sołżenicyna.

Chociaż nasze lewicowe środowiska mocno promują Mikołaja Bierdiajewa (1874-1948), nazywając go genialnym filozofem, a nawet najlepszym rosyjskim filozofem XX wieku, w rzeczywistości nie był on ani doktorem filozofii, ani profesorem, a jedynie niedouczonym studentem, który nawet nie ukończył uniwersytetu. Podobną sztuczkę stosuje się obecnie z mieszańcem, pornografem i studentem, który porzucił naukę, Amalrikiem, którego sprzedaje się jako «historyka» przez duże «H». – A wszystko to dokonuje księżna prasa, przyjaciółka księcia tego świata, który jest kłamcą i Ojcem kłamstwa.

W rzeczywistości Bierdiajew był filozofem samoukiem, który, niczym magik, żonglował zawiłymi słowami i stwarzał iluzję uczoności: profetyzm, eschatologia, ontologia, antropologia, kosmologia, komunitaryzm, antynomia i tak dalej, i tak dalej. Ogólnie rzecz biorąc, wprowadzał zamieszanie. Tak jak Picasso wprowadzał zamieszanie w malarstwie, tak Bierdiajew wprowadzał zamieszanie w filozofii.

W młodości Bierdiajew był zagorzałym marksistą, za co spędził trzy lata na wygnaniu. Po marksizmie przeszedł na „poszukiwanie Boga”, za co w 1915 roku przeszedł pod jurysdykcję Świętego Synodu, który skazał tego „poszukiwacza Boga” na wieczne zesłanie na Syberię (!), co jest zjawiskiem zupełnie wyjątkowym w historii Rosji. W istocie nie było to poszukiwaniem Boga, lecz poszukiwaniem diabła, neosatanizm.

Czy wy, książęta zagranicznej Cerkwi, nie wiecie o tym? Sołżenicyn mamrocze o Bogu? Przecież i Bierdiajew też mamrotał o Bogu!

Poszukiwacz diabłów Bierdiajew został uratowany z Syberii przez rewolucję lutową, której on pomagał na wszelkie możliwe sposoby. Lecz wkrótce niewdzięczny rząd Kiereńskiego wsadził tego dziwnego filozofa za kratki. Tak, tak, za żelazne kraty, jak wściekłego psa.

Z krat rewolucji lutowej Bierdiajew został wyzwolony przez rewolucję październikową, z którą, jako były marksista, także sympatyzował. Lecz wkrótce i towarzysz Lenin ponownie wsadził tego wściekłego poszukiwacza diabłów za kratki. Na początku czekiści chcieli go po prostu rozstrzelać. Ale potem Lenin zmienił zdanie i w 1922 roku, Bierdiajew i jego współbracia, w sumie około trzystu ludzi, zostali deportowani za granicę. Zostali wyrzuceni jako duchowa trucizna. Poronienia rewolucyjne. To są sine muchy Tarsisa. A sine muchy – to muchy trupie. I rozsiewają trupi jad. Trupi jad rasy ludzkiej.

Swoją drogą, w ten sam sposób wyrzucają teraz za granicę pensjonariuszy durdomów i innych dysydentów, w tym Tarsisa-Sinemuchowa i Sołżenicyna, którego nie bez powodu publikuje bierdiajewska YMCA, pełna tych sinych much. Nie ma nic nowego pod słońcem.

Czym jest filozofia Bierdiajewa? Są to pomieszane, jak bazgroły Picassa, zawiłe wywody o człowieku-bogu i bogu-człowieku, z aluzjami do siebie samego i sobie podobnych. A w samej rzeczy są to ludzie-diabły i diabło-ludzie {человекочерти и черточеловеки.}. To jest filozofia dobrego zła i złego dobra. Bierdiajew mówi: „Czasami dobrze jest podążać drogą zła, bo to prowadzi do najwyższego dobra”. To jest filozoficzne wyjaśnienie zła – neosatanizm.

Bierdiajew uwielbiał rozprawiać o metafizyce tragicznej wolności, która „jest zakorzeniona w Nicości”. Ale ta „Nicość” to jeden z filozoficznych pseudonimów diabła, którego egzystencjaliści nazywają „Nicością, która Unicestwia” (Heidegger). Przecież z punktu widzenia dialektycznego chrześcijaństwa, diabeł to po prostu zwyrodnienie, degeneracja, powolna śmierć, rozciągająca się na kilka pokoleń i składająca się z perwersji seksualnych i chorób psychicznych. To jest ten anioł śmierci, książę tego świata i książę ciemności, imieniem Legion, który jest także kłamcą i Ojcem kłamstwa.

Czy wy, książęta Cerkwi poza granicami, nie wiecie o tym?

O rewolucji Bierdiajew mówi: „Rewolucję… poprzedza proces rozkładu… W rezultacie ludzie… zostają opętani przez diabła”. Całkiem słusznie, jednym z tych dekadenckich degeneratów był sam Bierdiajew. A potem ci degeneraci rzucają cień na płot i nazywają siebie człowiekobogami i bogoludźmi. A w rzeczywistości są to ludzie-diabły i diabło-ludzie, to Kiereński i Lenin, Trocki i Stalin, Hitler i Himmler.

Bierdiajew wierzył, że „świat leży w mocy zła” i pisał: „Przeniknął mnie nie tylko wpływ Ducha, ale także wpływ Diabła”. Po drodze poszukiwacz diabłów, Bierdiajew, w każdy możliwy sposób wychwalał te dziwne ezoteryczne tajne stowarzyszenia, które nazywają siebie humanistami, podczas gdy inni nazywają ich satanistami. Ci humaniści-sataniści wychwalają teraz Bierdiajewa. Kukułka chwali koguta, ponieważ on chwali kukułkę. A ich imię to Legion!

Nawet sam czartoczłowiek Lenin napisał co następuje o tych poszukiwaczach diabła i neosatanistach, którzy udają poszukiwaczy Boga i budowniczych Boga: „Poszukiwanie Boga różni się od tworzenia Boga... nie bardziej niż żółty diabeł różni się od błękitnego diabła” („Krótki słownik filozoficzny”, Moskwa 1952, s. 45). Oznacza to, że nawet czartoczłowiek Lenin bardzo wyraźnie napomyka o diabłach i że nie są to poszukiwacze Boga, ale poszukiwacze diabła (nawiasem mówiąc, byli wśród nich jego współtowarzysze: Łunaczarski, Walentinow, Bogdanow). Tak czy inaczej, deportując Bierdiajewa i jego kompanię za granicę, czartoczłowiek Lenin doskonale wiedział, kogo, dlaczego i po co wyrzuca. Tym samym, Lenin zdawał się zgadzać ze Świętym Synodem, który skazał neosatanistę Bierdiajewa na wieczne zesłanie na Syberię.

A wy, książęta Cerkwi poza granicami, nie znacie i nie wiecie tego wszystkiego?

Radziecki „Słownik encyklopedyczny”, Moskwa 1963, podaje, że Bierdiajew „...jest twórcą tzw. „nowego chrześcijaństwa” (rodzaj egzystencjalizmu chrześcijańskiego). A sowiecki „Krótki słownik filozoficzny”, M. 1952, s. 13. 594, w artykule na temat „egzystencjalizmu” stwierdza, że egzystencjalizm jest degeneratywną, mizantropijną „filozofią”, którą słuszniej należy klasyfikować jako psychopatologię niż filozofię; która działa pod fałszywym obliczem „filozofii ateistycznej” i „filozofii wolności”, lecz w rzeczywistości głosi nihilizm intelektualny i moralny oraz gloryfikuje rozpustę seksualną.

Wielkie Nieba!? To tyle, jeśli chodzi o „nowe chrześcijaństwo” Bierdiajewa! A teraz bierdiajewska YMCA zajęła się „neochrześcijaninem” Sołżenicynem, który po prostu udaje Chrystusa, aby wykonać dzieło antychrysta. Dokładnie tak, jak robił to Bierdiajew. Dlatego Sołżenicyna wysłano za granicę.

A nasi książęta Cerkwi uderzyli we wszystkie dzwony i zapoczątkowali „Powtórne Przyjście” nabożeństwami modlitewnymi, podczas których pomylili Chrystusa z antychrystem. To jeszcze nawet bardziej przejrzyste niż ślub fałszywego następcy tronu. Tam pomieszali królestwo ziemi, a tu pomieszali królestwo Boże. Zły wprowadził w błąd!

Oprócz zawiłego rozumowania na temat Diabła (przez duże D!), czartoczłowiek Bierdiajew chichotał na temat „braterstwa z Antychrystem” (również przez duże A !). To zjednoczenie szatana i antychrysta w swojej najprostszej formie, to mieszane małżeństwa z Żydami. Aby potwierdzić tę sprawę słowami, Bierdiajew poślubił nawet Żydówkę L.J. Rapp. Akademik Sacharow jest także żonaty z Żydówką, Eleną Bonner.

A Sołżenicyn jest pół-Żydem. A pierwsza żona jest pół-Żydówką. A druga żona jest kompletną Żydówką. I dlaczego on to wszystko tak starannie ukrywa?

„Nowe chrześcijaństwo” Bierdiajewa jest religijno-filozoficznym 69, w którym Boga zastępuje się diabłem. A ponieważ diabeł jest kłamcą i ojcem kłamstwa, neosatanista Bierdiajew stał się filozoficznym kameleonem.

Jeśli mówimy o religii, to w teologii istnieje tak drażliwy termin „osculum infame”, czyli „haniebny pocałunek”, kiedy sataniści całują diabła w zad. Dość szczegółowy opis tego rytuału można przeczytać w „Ognistym Aniele”, uzależnionego od morfiny Briusowa. A neo-satanista Bierdiajew przez całe życie zajmował się tymi pocałunkami. Nawiasem mówiąc, w medycynie istnieje również specjalny termin – analingus.

Chociaż człekodiabeł Bierdiajew zaczął od Karola Marksa, to bynajmniej nie przeszkodziło mu w lizaniu tyłka szatana w postaci diabła-człowieka Hitlera. Oczywiście w formie filozoficznej. Bierdiajew złośliwie rozumował, że dusza rosyjska jest rzekomo kobieca, żeńska, a dusza niemiecka rzekomo męska. I że rosyjska babia dusza zawsze czeka na oblubieńca z zewnątrz w postaci Hitlera. Dlatego też, kiedy naziści zajęli Paryż, diabeł Bierdiajew żył spokojnie w Paryżu. Kruk krukowi oka nie wykole.

Mieszaniec Sołżenicyn powtarza tę samą tezę, w zawoalowanej formie, w swoim „Sierpniu”: przecież świadomie bierze najcięższą klęskę Rosjan w całej I wojnie światowej i rozdmuchuje ten konkretny epizod w całą książkę, pokazując, jak głupi są Rosjanie i jacy mądrzy są Niemcy. I żeby nie było mgły, rozpuszcza fałszywe pomruki, że jest „neochrześcijaninem”, że jest dobry. A „neochrześcijanin” Bierdiajew robił tak samo. Dlatego też publikacje Sołżenicyna są drukowane, przez nikogo innego, jak bierdiajewowską YMCA.

Kiedy w 1945 roku, rosyjska „babia dusza” rozbiła na kawałki bierdiajewowskiego narzeczonego – Hitlera, Bierdiajew niczym kameleon ponownie robi 69 i zaczyna lizać tyłek szatana, już w obrazie czartoczłowieka Stalina. Teraz człowiekoczarcik Bierdiajew fałszywie rozumuje, że koncłagry stalinowskie to rzekomo nowy rodzaj wolności! (R. Plietniew „Rosyjskie proroctwa”, NRS 01.02.1959).

Swoją drogą, „neochrześcijański” bierdiajewski Sołżenicyn cieszył się tą „wolnością nowego typu” przez całe 8 lat, ale nigdy nie docenił pełnego znaczenia filozofii Bierdiajewa, który twierdził, że koncłagry Stalina to cymes.

„Nowe Rosyjskie Słowo” przyznaje w chwili szczerości: „Przecież w zasadzie Bierdiajew nie był nawet filozofem w klasycznym znaczeniu tego słowa. Jego książki są często niesystematyczne, myśli sprzeczne i paradoksalne” (K. Pomierancjew „Bierdiajew i nasza era”, NRS 23.3.1958). Czyli, mówiąc prosto, filozoficzny półgłówek.

Więc dlaczego Bierdiajew nazywany jest najlepszym rosyjskim filozofem XX wieku? Właśnie dlatego, że takich idiotów jest wielu, ich imię to legion. To zdegenerowany legion doktora Kinseya, apokaliptyczne 37%, które w jakiś sposób są zaznajomione z homoseksualizmem (w Apokalipsie dwukrotnie powtarza się, że jedna trzecia ludzi zostanie zniszczona za swoje grzechy, patrz rozdziały 9:15 i 18). Te 37 % wzrasta w przypadku inteligencji do 50%, a w przypadku dziennikarzy, pisarzy, poetów i innych klikaczy i bazgraczy papierowych – do 75%. I połowa z nich (18,5% w USA) jest także chora psychicznie.

A Bierdiajew robi filozoficzne 69 i zapewnia, że nie są to dekadenci, degeneraci i zboczeńcy seksualni, lecz wręcz przeciwnie, że jest to elita rodzaju ludzkiego, że są to bogowie-ludzie i ludzie-bogowie. A w rzeczywistości są to czarto-ludzie lub ludzie-czarty. Zatem Bierdiajew zastępuje Boga diabłem. I legioniści oczywiście doceniają takie komplementy. W ten sposób uczynili Bierdiajewa „najlepszym rosyjskim filozofem” naszego grzesznego XX wieku. W myśl zasady: kukułka chwali koguta, bo on chwali kukułkę.

Na tej samej zasadzie kretyna-maziaja Picassa zrobili najlepszym malarzem XX wieku. Znając ten przepis na sukces, zrozumiecie sukces Sołżenicyna, z którego prasa uczyniła drugiego mesjasza, sól ziemi, słońce życia, sumienie narodu rosyjskiego, a nawet duszę ludzkości.

Aby czytelnik nie zasnął od całej tej nudnej filozofii, pozwolę sobie uderzyć w bęben:

«A tobie kut..sa w usta... {А тебе хрен в рот...}
pierd...ć to… {да на фуя...}
„Jeśli będziesz się ze mną pieprzyć, mówi, będziesz zgubiony...
popieprzony...
szakal, ssij go...
on popieprzył się, wyłącza umysł…»

Tylko, na litość boską, nie myślcie, że ja tak piszę. Pisze tak laureat nagrody Nobla, Sołżenicyn, w swoim „Jednym dniu” („Nowy Świat” 11.1962). To tajne pismo legionistów, kryptogramy, dzięki którym się rozpoznają. I właśnie za ten „chrzan w usta” w naszych grzesznych czasach przyznawane są Nagrody Nobla.

A nasi arcybiskupi, książęta Cerkwi za granicami, jeśli są prawdziwymi mnichami, lepiej byłoby powstrzymać się od Drugiego Przyjścia z biciem dzwonów i nabożeństwami modlitewnymi, gdzie pomylili Chrystusa z antychrystem.

Najpierw dokonali zaślubin fałszywego następcy, co wprowadziło zamieszanie w ziemskim carstwie. A teraz wprowadzili zamieszanie również w Królestwie Niebios. O, zły namieszał!



Następny rozdział
Powrót do spisu treści