Jeśli ktoś z was myśli, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, aby posiadł mądrość. Albowiem mądrość tego świata jest głupstwem u Boga.
1 Kor 3:18-19.
W kolejnych dniach profesor Toptygin przedstawił krótki przegląd historii chrześcijaństwa. Jak prześladowani byli pierwsi chrześcijanie. Jak oni, pracując wyłącznie poprzez głoszenie, stopniowo stali się większością. I jak w końcu w średniowieczu sami zaczęli prześladować mniejszości religijne, czyli pozostałości pogaństwa, nazywając je heretykami, czarownicami i wiedźminami.
„Przyjrzyjmy się teraz źródłom pierwotnym” – powiedział profesor. – „Tutaj biorę „Historię czarów i demonologii” Montague Summers, Nowy Jork, 1956. Jest to jedno z najpoważniejszych źródeł w tej dziedzinie i przeczytam Wam stąd kilka opisów tzw. sabatów czarownic i wiedźminów:
„Uczony Bartolomeo de Spine w swoim traktacie „Tractatus de Strigibus et Lamiis”, opublikowanym w Wenecji w 1533 roku, opisuje, jak chłop mieszkający we wsi Malaguzzi w dystrykcie Mirandola wstał pewnego ranka wcześnie, aby udać się do do sąsiedniej wsi i około trzeciej nad ranem, przed świtem, znalazł się na skraju lasu. Tam zobaczył grupę ludzi tańczących przy świetle pochodni, podczas gdy inni siedzieli na trawie, jedząc i pijąc wino, jak na pikniku. Następnie świadek zobaczył, że wielu bezwstydnie oddawało się rozpuście i publicznie odbywało stosunki seksualne, czyniąc ze sobą wszelkie możliwe nieprzyzwoitości. Wtedy chłop zorientował się, że widzi przed sobą sabat czarownic i wiedźminów, przeżegnał się ze strachu i czytając modlitwę, pospiesznie oddalił się od przeklętego miejsca. Ponadto wśród uczestników sabatu rozpoznał kilku znanych łajdaków, którzy mieszkali w pobliżu i byli już podejrzani o czary” (s. 119).
Wszystko to bardzo przypomina sabaty współczesnych amerykańskich hipisów. Albo napady pijaństwa naszych tzw. dysydentów, opozycjonistów czy nieprawomyślnych, których umieszczamy w domach wariatów, czyli specjalnych szpitalach psychiatrycznych w Petersburgu. Teraz kolejny przykład ze źródeł pierwotnych:
„Histeryczna i niespokojna Marie de Sains, świadek procesu z 17-19 maja 1614 r., zeznała, że codziennie organizowano sabaty, podczas których dopuszczano się najbardziej obrzydliwych perwersji seksualnych, do jakich człowiek jest zdolny. Kobieta ta była wyraźnie nienormalna seksualnie, cierpiała na urojenia bluźniercze i koprolalię, czyli fobię przeklinania” (s. 116).
To przypomina proces naszej dysydentki, poetki Natalii Gorbaniewskiej, kompletnej histeryczki, która nie może otworzyć ust bez przeklinania, a którą wyekspediowaliśmy za granicę. Podobna historia dotyczy naszego słynnego dysydenta, pisarza Andrieja Siniawskiego, pseudonim Abram Terts, którego również wyrzuciliśmy za granicę. Zwolennicy zachodniego diabła od lat wychwalają go jako orędownika „wolności i praw człowieka”. A kiedy znalazł się na Zachodzie, paplał takie rzeczy o Gogolu i Puszkinie, że wszyscy widzieli, że to po prostu wariat, idiota, degenerat. Teraz trzeci przykład ze źródeł pierwotnych:
„Ci obrzydliwi łajdacy... oddawali się brudnym i grzesznym aktom seksualnym, kopulowali z samym diabłem, który objawiał się im w ludzkiej postaci i był używany przez mężczyzn jako bierny demoniczny sukkub, a jednocześnie zadowalał kobiety jako aktywny demon inkub” (s. 129).
Podobne rzeczy znajdziecie w protokołach niemal każdego procesu czarownic i wiedźminów” – kontynuował generał-profesor nowej inkwizycji sowieckiej. – „Jak wytłumaczyć te sabaty z punktu widzenia materializmu dialektycznego? Tak, bardzo prosto. Przedchrześcijańskie kulty pogańskie, zwłaszcza w okresie upadku starożytnej Grecji i Rzymu, były bardzo liberalne w sprawach seksualności. Swoją drogą, podobna historia ma miejsce we współczesnym świecie zachodnim. Jeśli przeczytacie opis bachanaliów i saturnaliów, czyli pogańskich świąt ku czci bogów Bachusa i Saturna, patronów wina, zabawy i płodności, to przekonacie się, że były to dzikie orgie, czasem trwające całe tygodnie, podczas których otwarcie rozgrywano miłość wszelkiego rodzaju: nie tylko mężczyźni z kobietami, ale także mężczyźni z mężczyznami, a kobiety z kobietami, czyli zajmowali się pederastią i lesbijstwem. A obok są kopulacje ze zwierzętami i dziećmi, czyli sodomia i molestowanie dzieci. Wtedy to była po prostu zabawa. We współczesnym świecie uważa się to za perwersję seksualną. Średniowieczny Kościół uważał to za grzech. Dlatego degeneraci, którzy byli predysponowani do tych wypaczeń, w tajemnicy odprawiali swoje saturnalia i bachanalia. A Inkwizycja nazwała to sabatami czarownic i wiedźminów. Oto cała dialektyka”.
Profesor ostro skrytykował „Historię czarów”:
„Wy, towarzysze, możecie pomyśleć: „Powiedzcie mi, wujku, dlaczego my, przywódcy rządu radzieckiego, marszałkowie i dyplomaci Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, potrzebujemy tych sabatów i wypaczeń?”
„O do diabła!” – głos od publiczności. – „Towarzysz profesor naprawdę czyta w naszych myślach. Naprawdę tak myślałem!”
„Po pierwsze” – stwierdził profesor – „choroby psychiczne idą w parze z perwersjami seksualnymi. Po drugie, z powodu perwersji seksualnych, ci zboczeńcy zawsze mają tendencję do tworzenia własnych tajnych kręgów – właśnie tych sabatów. Po trzecie, niektóre kombinacje chorób psychicznych tworzą szczególny typ ludzi, u których często nie widać niczego na zewnątrz. Jednym z tych typów są nihiliści i anarchiści, wieczni buntownicy, zawodowi rewolucjoniści.
Dlatego też, gdy historycy zaczynają retrospektywnie podsumowywać rezultaty wszystkich rewolucji, a psychologowie zaczynają sprawdzać przywódców tych rewolucji, pojawia się paradoksalny wynik: prawie wszyscy ci zagorzali rewolucjoniści, miłujący wolność - i filantropi okazują się w istocie psychicznie chorzy, chorymi degeneratami. A wszystkie partie rewolucyjne, przynajmniej te najwyższe, to nieustanny sabat czarownic i wiedźminów.
A tym, co ich motywuje, nie jest miłość do wolności i człowieczeństwa, o której histerycznie piszczą, ale zupełnie inne rzeczy. Na przykład ukryta paranoja, która czasami rodzi zawoalowaną megalomanię, czyli chorobliwe pragnienie sławy. Obok niego znajduje się masochizm, który w pewnych formach rodzi fałszywą filantropię lub sadyzm, który rodzi maniakalne pragnienie władzy, krwi i zniszczenia. Jest też sadomasochizm, gdzie wszystko jest pomieszane w taki sposób, że sam diabeł złamałby sobie nogę. A wszystkich tych degeneratów pociąga rewolucja, jak pijaka wódka”.
Profesor ponownie otworzył „Historię czarów”.
„Dlatego uczony teolog, Montague Summers, we wstępie do pierwszego wydania tej książki w Londynie w 1926 r., komentując słynną bullę papieża Innocentego VIII z 1484 r., pisze:
„Czarownice i czarownicy... są zaraźliwą społecznością... Ich szkodliwa działalność rozciąga się... na konflikty narodów, anarchię i czerwoną rewolucję, gdyż czary zawsze były i będą czynnikiem politycznym... W rezultacie, czarownice i wiedźmini stanowią ciągłe zagrożenie dla każdego uporządkowanego społeczeństwa.”
I teraz dochodzimy do tajemnicy Wielkiej Czystki Stalina z lat 30-tych. Po rewolucji cała ta ciepła gromadka psychopatów wszczyna między sobą dzikie rozgrywki. Tak było w czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej, kiedy Żyrondyści i Jakobini niszczyli się nawzajem, dopóki Napoleon nie rozbił ich wszystkich. Hitler doszedł do władzy przy pomocy szturmowców, a następnie zrobił im krwawą łaźnię, w której wymordował całe kierownictwo szturmowców. Rewolucjoniści po rewolucji to jadowite pająki w słoiku. I będą gryźć się o władzę, aż pozostanie tylko jeden wielki pająk – Napoleon, Hitler lub Stalin.
Czy teraz, towarzysze, rozumiecie, dlaczego Stalin bezlitośnie niszczył wszystkich starych bolszewików, całą gwardię leninowską, od której Lenin żądał, aby była to „partia zawodowych rewolucjonistów”? Czy rozumiecie teraz, dlaczego Stalin jak wściekłe psy rozstrzelał prawie wszystkich przywódców partii i rządu, którzy doszli do władzy w wyniku rewolucji, dlaczego zasłużonych więźniów politycznych ponownie wypędzono na Syberię? Czy rozumiecie teraz, dlaczego Stalin zlikwidował prawie wszystkich generałów Armii Czerwonej, mianowanych w czasie wojny domowej?
Te produkty rewolucji będą szaleć, organizować spiski, termidory, bonapartyzm, opozycje i odchylenia, aż zostaną zniszczone. Paranoiczny Stalin oprócz złudzeń wielkości miał także złudzenie prześladowcze, ale dzięki temu wyszedł z tego bałaganu zwycięsko. W niektórych przypadkach mógł się mylić, ale w zasadzie Wielka Czystka była wzorcem historycznym. Takie jest prawo wszystkich rewolucji.
Dlatego Dostojewski, uważany za proroka i który w młodości sam był członkiem kręgu rewolucjonistów Petraszewskiego, w swoich „Biesach” przez usta jednego z tych demonów mówi o rewolucjonistach co następuje:
„Te biesy… wszystkie wrzody, cała miazma, wszystkie zanieczyszczenia… nagromadzone w naszym wielkim i drogim pacjencie, w naszej Rosji… i rzucimy się bezrozumni i wściekli z urwiska do morza, i wszyscy utoniemy, i tędy nasza droga... Ale chory zostanie uzdrowiony i «usiądzie u stóp Jezusa»... i wszyscy będą patrzeć ze zdumieniem…”
Na widowni zapadła cisza. Wybrani członkowie partii i rządu ZSRR, generałowie i admirałowie, ministrowie i dyplomaci siedzieli i starali się nie patrzeć na siebie.
„Trzeba to wszystko wiedzieć nie tylko dla ciekawości” – powiedział generał-profesor 13 Wydziału KGB. – „Ludzie tacy jak Lenin, Stalin czy Hitler byli, są i będą. A wy, towarzysze, jeśli chcecie zajmować się polityką, jeśli chcecie żyć spokojnie, a nie zdani na łaskę psychicznie chorych maniaków, to musicie wiedzieć, z kim macie do czynienia. Dałem wam tylko krótki przegląd historyczny. Mój kolega, profesor psychopatologii, Iwan Wasiljewicz Bykow, porozmawia z Wami bardziej szczegółowo na ten temat”.
„Mój Boże” – Borodin, dowódca połączonych strategicznych grup lotnictwa nuklearnego, potrząsnął głową. - „Wiesz, w nocy wyobrażam sobie różne diabelskie rzeczy”.
* * *
Gazety moskiewskie pisały o okropnościach wojny nuklearnej, podczas której na każdego mieszkańca Ziemi przygotowano już 15 ton materiałów wybuchowych w przeliczeniu na trotyl. Wystarczająco, żeby rozwalić każdego ziemianina na atomy. Pisały także o konieczności rozbrojenia atomowego. Tymczasem w Instytucie Czarnej Profesury członkowie rządu radzieckiego byli uzbrajani w wiedzę z zakresu Socjologii Wyższej.
Profesor Bykow pojawił się na oddziale w mundurze generała pułkownika KGB. Jedynie węże na naramiennikach, oplecione wokół miski z trucizną, wskazywały, że należał do służby medycznej. A na piersi generała-profesora, który walczył ze złymi duchami, było więcej orderów niż u generałów, którzy walczyli ze zwykłymi śmiertelnikami. Nad wstążkami odznaczeń błyszczała złota gwiazda Bohatera Pracy Socjalistycznej.
Siedzący przy biurku członek Komitetu Centralnego KPZR, Poddubny, pochylił się w stronę zastępcy Rady Najwyższej ZSRR, Nowikowa:
„Czy wiesz, dlaczego został Bohaterem Pracy Socjalistycznej? Mówią, że... pomógł Stalinowi umrzeć. Dał mu komunię”.
„Towarzysze” – zaczął profesor. – „Dla uproszczenia wyobraźmy sobie proces rozwoju historycznego jako poruszająca się w nieskończoność taśma przenośnika, która pojawia się na jednym końcu i znika na drugim. Ale pod koniec tego procesu pojawiają się dziwne rzeczy. Na przykład, klasyczna Hellas była o wiele stuleci mądrzejsza od tych, którzy ją zastąpili. Cywilizacja lub kultura starożytnego Rzymu była znacznie wyższa niż barbarzyńców, którzy go zniszczyli. I podobna historia wydarzyła się z carską Rosją przed rewolucją. Wewnątrz tych genialnych cywilizacji, podobnie jak wszystkich innych cywilizacji, których słynny angielski historyk Arnold Toynbee naliczył 21, działały jakieś tajemnicze siły samozniszczenia, w wyniku czego ostatecznie zwycięzcami nie zawsze byli silni, a słabi. Słabi duchowo, jak w przypadku Hellady, lub słabi w kulturze materialnej, jak w przypadku Rzymu i barbarzyńców.
Albo weźcie Imperium Rosyjskie. Rzeczywiście, w dniu Rewolucji Październikowej z wojskowego punktu widzenia wystarczyłby jeden batalion lojalnych żołnierzy – dla Wiary, Cara i Ojczyzny! – aby po Leninie i bolszewikach pozostała tylko mokra plama. Ale ani rozhisteryzowany Kiereński, ani cała carska Rosja nie miała tego dnia takiego batalionu. Przypadek? Nie, złożony łańcuch historycznych prawidłowości.
Z fizyki wiecie już, że natura dąży do równowagi. Podobne prawo równowagi natury dotyczy człowieka. Prawo, które stara się dzielić między ludźmi korzyści duchowe i materialne, jeśli nie po równo, to w każdym razie w kolejności. Jest to nieubłagane prawo biologicznego taśmociągu, które w równym stopniu odnosi się do każdej formacji społeczeństwa ludzkiego: rodziny, wspólnoty, klasy, narodu, państwa, zarówno całej ludzkości jako całości, jak i każdego człowieka z osobna. Czy jest to dla was jasne, towarzysze?”
„Tak, to całkiem proste” – usłyszał słuchaczy.
„Największe umysły ludzkości zastanawiały się nad tym pozornie prostym problemem – i znalazły się w filozoficznym ślepym zaułku. W tym miejscu rodzi się pełne zakłopotania pytanie starego poszukiwacza Boga i walczącego z Bogiem egzystencjalisty Sartre’a, a sam tytuł jego książki mówi sam za siebie: „Bycie i nicość”. Aby zrozumieć ich błotniste filozofowanie, należy zadać pytanie w ten sposób: „Po co żyć i się doskonalić, skoro i tak ostatecznie wylądujesz na taśmie degeneracji, zwyrodnienia, powolnej śmierci, która jest znacznie gorsza niż zwykła śmierć?
Znając to prawo przenośnika taśmowego, zrozumiecie niektóre trudne fragmenty Ewangelii. Jeśli przeczytacie Kazanie Chrystusa na Górze, znajdziecie tam:"
„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie”.
„Należy jednak pamiętać, że Ewangelia jest księgą czysto symboliczną, jakby zaszyfrowaną. Czym jest Królestwo Niebieskie? Tak, to tylko przyszłość. Następnie będzie:"
„Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni”.
„Błogosławieni cisi, albowiem oni odziedziczą ziemię”.
„I co to znaczy? Tak, to samo: przyszłość należy do Ciebie! Z drugiej strony Ewangelia zawiera następujące wersety:"
„Przeciwnie, biada wam, bogacze! bo już otrzymaliście swoje pocieszenie”.
„Biada wam, którzy jesteście teraz przejedzeni! bo będziecie głodni. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie! bo będziecie płakać i lamentować”.
„Należy pamiętać, że Kazanie na Górze przedstawia jeden z najważniejszych momentów w nauczaniu Chrystusa. I zauważcie, że powyższe słowa znajdują się na samym początku Kazania na Górze. Od tego trzeba zacząć, żeby zrozumieć wszystko, co dzieje się na świecie. Reszta będzie jedynie szczegółami tego podstawowego prawa natury w odniesieniu do człowieka. To prawo równowagi i jego pochodne są tak mocne i sprawiedliwe, że starożytni mędrcy nazywali je jednym słowem – Bóg. A Ten, który sformułował te prawa – Syn Boży.
Mówiąc więc o człowieku w procesie rozwoju historycznego, jeśli przełożymy słowa apostołów na język materializmu dialektycznego, wówczas twórcze siły natury nazywane będą Bogiem, a siły niszczycielskie – diabłem. To dwa silniki na końcach naszego historycznego przenośnika taśmowego”.
Dowódca połączonych strategicznych grup lotnictwa nuklearnego, Borodin, szturchnął łokciem sąsiada za biurkiem:
„To nie jest propagandysta kołchozu ze Związku Wojujących Ateistów! Co?”
„Noo, tak, kopnął głęboko” – skinął głową dowódca połączonych grup strategicznych okrętów podwodnych, nośników rakiet nuklearnych.
„Towarzysze, możecie pomyśleć, dlaczego ja, profesor medycyny, nagle zacząłem od historii i Ewangelii? Widzicie, nawet taka nauka ścisła, jak wyższa matematyka, na samym szczycie staje się tak abstrakcyjna, że zbliża się do filozofii, a filozofia na samym szczycie z kolei jest zakorzeniona w teologii, czyli nauce o Bogu”.
„Mogę?” – poprosił o zabranie głosu przewodniczący Państwowej Komisji Planowania. – „Kiedy studiowałem w Nowoczerkaskim Instytucie Przemysłowym, podczas czystki w 1938 roku, aresztowano kierownika katedry matematyki, słynnego profesora Zimina. Podczas jego aresztowania z jego mieszkania zabrano całą ciężarówkę książek matematycznych i dwie ciężarówki książek teologicznych. Swoją drogą, ten profesor Zimin uwielbiał bombardować studentów i mówić: najlepszy uczeń zna matematykę na C, ja sam znam na B i tylko sam Pan Bóg zna na A. Z tego powodu został aresztowany. To prawda, że po dwóch latach został zwolniony ze śledztwa i za ten czas otrzymał nawet całą pensję. A to oznacza, że miał rację w sprawie matematyki i Boga. I udało mu się to udowodnić nawet NKWD”.
„Jeśli teraz zajmiecie się medycyną wyższą” – kontynuował profesor Bykow – „mam tu na myśli statystykę chorób i poszukiwanie ich wspólnych korzeni, zwłaszcza w dziedzinie chorób psychicznych, to niezmiennie sprowadza się to do genetyki, czyli: nauki o dziedziczności, a genetyka przechodzi w historię, filozofię i – teologię jako najwyższą formę filozofii.
Na przykład pozornie głupie pytanie: co choroba cukrzycowa lub cukrzyca mają wspólnego z teologią? Tak, bardzo proste. Faktem jest, że cukrzyca jest dziedziczna. I tu pojawia się problem moralności chrześcijańskiej dotyczący odpowiedzialności rodziców za dzieci: czy można tworzyć dzieci, o których wiadomo że będą chore?”
Generał-profesor wyjął chusteczkę i wytarł okulary w rogowych oprawkach:
„Mówią, że Pan Bóg mieszka w niebie, a diabeł na ziemi, między nami. Wróćmy więc z nieba na ziemię. Mój szanowny kolega, profesor Toptygin, powiedział już, że z punktu widzenia materializmu dialektycznego, diabeł to nic innego jak złożony proces degeneracji lub zwyrodnienia, na który składają się: perwersje seksualne, choroby psychiczne i niektóre fizyczne deformacje ludzkiego ciała. To coś w rodzaju maszynki do mięsa na końcu historycznego przenośnika taśmowego.
W przyszłości dla uproszczenia będę nazywał ten złożony kompleks jednym słowem – diabeł. A to coś jest o wiele bardziej podłe i podstępne niż diabeł, o którym piszą w powieściach. Aby powstrzymać rozmnażanie się danego rodu, diabeł degeneracji sięga po aparat ludzkiej prokreacji i płata tam takie sztuczki, że wydaje się to złą i podstępną kpiną.
Co odróżnia człowieka od zwierzęcia? Ludzki umysł. Stąd naukowa definicja rasy ludzkiej – homo sapiens, czyli człowiek rozumny. Zatem wraz z perwersjami seksualnymi diabeł zaczyna niszczyć ludzki umysł. Tak, w taki sposób, że znowu wydaje się to bardzo złą i podstępną kpiną.
Ale zaczniemy nie od perwersji seksualnych, tylko od chorób psychicznych lub chorób duchowych. Zobaczmy, ile ich jest? Na przykład dr Joseph Berne, profesor neurologii na Uniwersytecie Fordham w Nowym Jorku, pisze w czasopiśmie Medical Record z 25 września 1920 roku:
„Można założyć, że w ponad 90% wszystkich chorób człowieka, dominującym czynnikiem jest psychika”.
To może wydawać się dziwne. Ale weźcie tak powszechną chorobę jak wrzód żołądka. Prawdopodobnie sami wiecie, że wrzody żołądka są ściśle związane z nerwami i psychiką człowieka. Istnieje również wiele innych chorób zwanych psychogennymi, czyli powstającymi pod wpływem psychiki.
Profesor Burn argumentuje, że większość z tych 90% ludzkich chorób zwykle ustępuje samoistnie, jeśli wyeliminowane zostaną „dominujące czynniki psychiczne”, czyli zaburzenia psychiczne. Dlatego za dawnych dobrych czasów mawiano: „W zdrowym ciele zdrowy duch”.
Sprawę znacznie komplikuje fakt, że większość tych zaburzeń psychicznych ma charakter dziedziczny. Za grzechy ojców i matek. A żeby wyeliminować te choroby psychiczne, najłatwiej byłoby wcześniej wyeliminować lub wykastrować tych rodziców. Ale nigdy nie poruszajcie tego tematu wśród znajomych. W przeciwnym razie niektórzy z nich natychmiast zaczną wiercić się na krześle i zaczną się z wami kłócić, a potem będą was unikać lub będą mówić o was różne nieprzyjemne rzeczy.
Proszę zwrócić uwagę, że te 90% spotykamy już po raz drugi. Pamiętajcie o Międzynarodowym Kongresie Eugeniki i pierwszym prawie Kałmykowa: „90% wszystkich przestępstw jest wynikiem dziedzicznej degeneracji” i tak dalej.
Spróbujmy teraz dokładniej policzyć choroby psychiczne. Na przykład według oficjalnych statystyk amerykańskich z roku 1960, w Stanach Zjednoczonych 9 milionów ludzi cierpiało na poważne choroby psychiczne. I ta krzywa cały czas rośnie. Osoby chore psychicznie stanowią ponad 50% całkowitej liczby pacjentów w amerykańskich szpitalach. W Stanach Zjednoczonych na leczenie osób chorych psychicznie przeznacza się aż 12 miliardów rocznie, co stanowi 25% budżetu wojskowego tego czasu.
Według tych samych amerykańskich statystyk, co 12. Amerykanin prędzej czy później trafia do szpitala psychiatrycznego. To jest placówki stacjonarnej. A reszta psycholi chodzi po ulicach i rujnuje życie innym ludziom. Swoją drogą zabawny zbieg okoliczności: co 12 Amerykanin jest członkiem pewnych tajnych stowarzyszeń, które nazywają siebie humanistami, a inni nazywają ich satanistami. Te tajne stowarzyszenia odgrywają na Zachodzie niemal taką samą rolę, jaką Partia Komunistyczna w ZSRR.
Te statystyki cały czas się zmieniają: coraz wyżej i wyżej. I tak nowojorska gazeta „Daily News” z 2 sierpnia 1966 r., s. 38, podaje następującą wiadomość: w Stanach Zjednoczonych jest 18 tysięcy psychiatrów i 19 milionów Amerykanów (już co 10-ty) wymagających leczenia psychiatrycznego, ale tylko 3 miliony z nich jest leczonych. Dlatego ze wszystkich amerykańskich lekarzy najlepiej zarabiają psychiatrzy. Wyobraźcie sobie 19 milionów potencjalnych pacjentów!
Celowo podajemy amerykańskie przykłady, ponieważ Ameryka jest rozwiniętym krajem świata zachodniego. W wieczornych gazetach nowojorskich głównym tematem są morderstwa, gwałty, samobójstwa, niekończące się rabunki, pornografia, narkotyki i tym podobne. I bardzo często jest tam napisane, że bohaterowie tych wydarzeń byli już wcześniej w szpitalach psychiatrycznych. Jeśli przyłapią tam kogoś na próbie morderstwa, natychmiast ciągną go do psychiatry. Wszystko to to nic innego jak smutna cena postępu, cena posiadania samochodu przez każdego Amerykanina.
Faktem jest, że liczba chorób psychicznych jest, niestety, wprost proporcjonalna do poziomu kultury i cywilizacji danego kraju. To samo tyczy się poszczególnych klas czy grup społecznych w obrębie kraju. Choć może się to wydawać dziwne, statystyki pokazują, że największy odsetek osób chorych psychicznie to... inteligencja. Wydaje się to paradoksem, ale faktem jest, że inteligencja jest w pewien sposób powiązana z szaleństwem. A czasami trudno jest zrozumieć, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie.
Każda pozytywna cecha w najwyższym stopniu zamienia się w negatywną: nieograniczona wolność zamienia się w anarchię, lekkomyślna miłość w egoizm, a błyskotliwy umysł w szaleństwo. Stąd najwyraźniej narodziło się dziwne powiedzenie, że przez usta błogosławionych, czyli obłąkanych, mówi prawda. To powiązanie geniuszu z szaleństwem zauważyło już wielu naukowców. A ponieważ zajmujemy się nie tylko socjologią, ale Socjologią Wyższą, szczególnie interesuje nas ten problem.
„The New York Times” (3 czerwca 1962) w dziale recenzji książek, donosi, że grupa amerykańskich naukowców przeprowadziła niedawno badania dotyczące wielkich ludzi i doszła do następującego wniosku: Chociaż związek między geniuszem a szaleństwem wcale nie jest obligatoryjny, większość geniuszy z reguły jest psychicznie niepoczytalna. Kiedy wybrali 78 największych nazwisk w historii ludzkości, odkryli, że ponad 37% przynajmniej raz w życiu cierpiało na ostrą chorobę psychiczną, ponad 83% było jawnymi psychopatami, ponad 10% miało lekką psychopatię, a tylko około 7% to normalni ludzie. Kiedy badanie zawężono do 35 największych geniuszy w historii, ten smutny wzorzec narastał wraz z geniuszem: 40% supergeniuszy cierpiało na ostrą chorobę psychiczną, a ponad 90% było psychopatami.
Proszę zwrócić uwagę, że z tymi 90% spotykamy się już po raz trzeci. Jakiś wzorzec. Dla porządku nazywamy to prawami Kałmykowa. To jeden z naszych profesorów, który usystematyzował te rzeczy. Przypomnę zatem:
Pierwsze prawo Kałmykowa: „90% wszystkich przestępstw wiąże się ze zwyrodnieniem” i tak dalej.
Drugie prawo Kałmykowa: „90% wszystkich chorób wiąże się z zaburzeniami psychicznymi, czyli znowu ze zwyrodnieniem”. Oczywiście nie licząc chorób zakaźnych wywoływanych przez drobnoustroje.
Trzecie prawo Kałmykowa: „90% geniuszy jest psychicznie nienormalnych, co ponownie wiąże się z degeneracją”.
„Czy mogę zadać konkretne pytanie?” – podniósł rękę szef wydziału ideologicznego KC KPZR. „A co z takimi geniuszami jak Karol Marks, Lenin i Stalin?”
„O tych geniuszach będziemy mówić, zaczynając od Mojżesza, a kończąc na Hitlerze, później, gdy bliżej zapoznamy się z tym problemem. Na razie idźmy po kolei. Zobaczmy jak w praktyce wygląda połączenie geniuszu z szaleństwem. Wszyscy wiecie, co to jest wał kardanowski. To bardzo sprytny wał mechanizmu różnicowego, który łączy silnik z kołami i porusza naszymi samochodami, traktorami i czołgami. Powiedzcie mi, kiedy go wynaleziono?
Siedzący przy biurku szef Głównego Zarządu Przemysłu Motoryzacyjnego ZSRR powiedział z powagą: „No, myślę, że razem z samochodem… Jakieś siedemdziesiąt lat temu”.
„Nie, zasadę przekładni kardanowskiej odkrył genialny włoski matematyk Cardan w XVI wieku. Skoczył do przodu o cztery stulecia. Geniusz! Taki geniusz, że za pomocą matematyki dokładnie obliczył nawet dzień własnej śmierci. Ale kiedy nadszedł ten dzień, czuje się świetnie i nie ma zamiaru umierać. I, aby udowodnić, że nie pomylił się w swoich obliczeniach, genialny Cardan poszedł i otruł się. I umarł. To wynik chorobliwej ambicji, charakterystycznej dla większości geniuszy.
Jeśli otworzycie radziecki słownik filozoficzny, dowiecie się, że jednym z twórców filozofii materialistycznej – na długo przed Feuerbachem i Marksem – był żyjący w XVII wieku angielski filozof Thomas Hobbes, który kategorycznie zaprzeczał istnieniu jakichkolwiek substancji niematerialnych, takich jak duchy i zjawy. A profesor psychiatrii Lombroso pisze, że gdy tylko słynny materialista Hobbes dostał się do ciemnego pokoju, od razu zaczynały go nawiedzać… duchy. Te same duchy, których istnieniu stanowczo zaprzeczał.
Opierając się na tej smutnej relacji między umysłem a szaleństwem, niektórzy filozofowie – Rousseau, Bergson i współcześni egzystencjaliści – wierzą, że najwyższy umysł leży poza umysłem racjonalnym. Że tak powiem, po drugiej stronie dobra i zła. W języku rosyjskim odpowiada to powiedzeniu: „umysł wykracza poza rozum” {“ум за разум заходит”}.
Ale tutaj niektórzy filozofowie mają kuszącą myśl: jeśli rozum jest darem Boga, a szaleństwo pochodzi od diabła, i jeśli uznamy, że szaleństwo jest najwyższą formą rozumu, to jaki z tego wniosek? Wtedy logicznie się okazuje, że światem rządzi diabeł. Dlatego mówią, że nawet w Ewangelii jest powiedziane, że diabeł jest księciem tego świata. Taka filozoficzna sofistyka była kiedyś nazywana satanizmem. I w naszych czasach robią to egzystencjaliści – Kierkegaard, Sartre i nasz Bierdiajew. Na przykład Sartre napisał traktat filozoficzny „Diabeł i Bóg”, w którym celowo stawia diabła na pierwszym miejscu w tytule.
Znając te przesłanki filozoficzne, zrozumiecie kilka zabawnych epizodów z życia znanych osób. Jednym z luminarzy francuskiej dekadencji jest więc Jean Cocteau, uważany powszechnie za geniusza. Ale oprócz dekadencji z jakiegoś powodu to cudowne dziecko interesowało się czarną magią i zebrało zbiór narzędzi i formuł czarów. Między innymi kupił sobie specjalny fotel z kozimi nogami, na którym namalowano wszelkiego rodzaju szatańskie twarze i diabelskie rogi. Wcześniej krzesło to należało do słynnego pisarza Anatole'a France'a, który zasiadał na nim podczas tajnych zgromadzeń czarnych mszy. A czarna msza to to samo co średniowieczne sabaty czarownic i wiedźminów”.
Generał-profesor nowej sowieckiej inkwizycji podsumował to następująco:
„Cały problem w tym, że dwulicowy problem inteligencji i szaleństwa dotyczy także geniuszy w zakresie polityki. W naszej epoce atomowej, tacy geniusze jak Napoleon czy Hitler nie zawahają się rozpocząć wojny atomowej. A to będzie gorsze niż to, co opisano w Apokalipsie. I nie znajdziesz nikogo winnego. Winę będzie ponosił niewidzialny diabeł, który gnieździ się w mózgach takich na wpół szalonych geniuszy. A modni filozofowie powiedzą: „No cóż, świat jest przeludniony, a ten geniusz spełnia wolę z góry, która jest poza dobrem i złem”. Dlatego, towarzysze, musicie wiedzieć te rzeczy. To jasne?”
„Rozumiem” – powiedział ponuro Minister Obrony ZSRR. – „Należy rozstrzelać wszystkich filozofów”.
„Nieee” – sprzeciwił się Minister Zdrowia. – „Musimy ich wszystkich przenieść do zakładów dla obłąkanych”.
* * *
„Towarzysze, teraz przeczytam wam najciekawsze fragmenty książki profesora Lombroso «Geniusz i szaleństwo»”.
Profesor Caesar Lombroso, włoski Żyd, jest ojcem kryminologii, czyli nauki o przestępczości i przestępcach z punktu widzenia psychologii, a także ojcem degenerologii, czyli nauki o degeneracji. Profesor Lombroso (1835-1909) był wybitnym psychiatrą i kierował zakładami dla obłąkanych, gdzie zbierał materiały do swoich badań. Zwróćcie uwagę na kolejność jego prac. Najpierw stworzył klasyfikację typów przestępców na podstawie budowy czaszki i rysów twarzy, tzw. tabelę Lombroso. Ale wkrótce sam zauważył, że ta klasyfikacja jest raczej nieprecyzyjna, ponieważ przestępczość zależy nie tyle od cech zewnętrznych, ile od wewnętrznych, psychologicznych. Idąc tą drogą, Lombroso logicznie dochodzi do problemu degeneracji. I wreszcie pisze następującą monografię: „Przestępstwa polityczne i przestępcy”! Dlatego my, tajna policja polityczna „nowej młodej Rosji”, interesujemy się twórczością profesora Lombroso.
Książki tego ojca kryminologii są bardziej fascynujące w czytaniu niż jakakolwiek powieść kryminalna. I mnóstwo zabawnych momentów. Poza tym, towarzysze, jeśli ktoś z Was ma kompleks niższości i zazdrości wielkim ludziom, to polecam lekturę dzieł Lombroso. Wtedy natychmiast przestaniecie zazdrościć biednym, wspaniałym ludziom i poczujecie się bardzo szczęśliwymi. Cytując profesora Lombroso:
„Osoby chore psychicznie tylko w rzadkich przypadkach wykazują całkowite zaburzenie zdolności umysłowych, które przypisuje im tłum. Wręcz przeciwnie, sama choroba powoduje, że mają niezwykłą sprawność umysłową”.
Dotyczy to części naszych dysydentów i opozycjonistów, których wsadzamy do durdomów. Mają tę samą „niezwykłą żywotność umysłu”, ale nie dociera ona tam, gdzie powinna. Stalin wywoził tych ludzi do koncłagrów. A my teraz po prostu wyrzucamy tych pensjonariuszy durdomów za granicę, w ramach prewencji sanitarnej i politycznej.
Dalej Lombroso:
„Zarówno geniusze, jak i osoby chore psychicznie są niezwykle wrażliwe na wahania temperatury i ciśnienia atmosferycznego. Kochają ciepło i dobrą pogodę, a przy złej pogodzie i chłodzie, w ogóle nie mogą tworzyć. U szalonych ludzi wraz ze wzrostem ciśnienia krwi i temperatury wzrasta liczba napadów padaczkowych”.
Swoją drogą, niektórzy eksperci uważają, że Napoleon nie wygrał bitwy pod Borodino tylko dlatego, że była jesień i Napoleon miał katar.
„Genialni ludzie mają niezwykle zwiększoną wrażliwość nerwową. To, co dla normalnego człowieka jest ukłuciem szpilką, dla geniusza jest uderzeniem sztyletem. Ale jednocześnie jest to początek nerwicy. Potrafią umrzeć ze szczęścia nie tylko na papierze, ale i w rzeczywistości. Chorobliwa wrażliwość rodzi równie chorobliwą próżność, charakterystyczną dla wielu genialnych ludzi. Chateaubriand nie mógł obojętnie słuchać pochwalenia nikogo innego, nawet swojego szewca. Newton był w stanie zabić każdego, kto krytykował jego pracę”.
„Geniusz i szaleństwo są najbardziej jaskrawo widoczne u poetów... Pewien znany poeta, aby wyraźniej brzmiały jego wiersze, opłukiwał je wodą. Zupełnie prości i niepiśmienni ludzie, którzy nigdy nie pisali wierszy, trafiając do domu wariatów, nagle zaczynają pisać wiersze, czasem nawet bardzo dobre”.
„Zdarza się, że malarz, trafiając do domu wariatów, nagle staje się poetą. A osoba, która nigdy nie brała do ręki pędzla, pod wpływem utraty rozumu zostaje malarzem. Ale tylko niewielka część takich dzieł z domu wariatów jest naprawdę interesująca. Większość z nich jest owocem szaleństwa. Czasami szaleństwo zagłusza zdolności artystyczne, ale dodaje im oryginalności”.
To jest klucz do tak zwanego modernizmu w malarstwie. Nawiasem mówiąc, ci moderniści w malarstwie są ściśle związani z naszymi dysydentami w poezji i literaturze. Takich modernistów teraz też wyrzucamy za granicę.
„W pogoni za oryginalnością, zarówno geniusze, jak i szaleńcy mają tendencję do wymyślania nowych słów, które są niezrozumiałe dla innych (Dante już to robił). Maniacy często mają pasję do gier słownych. W pismach z domu wariatów znajdujemy tę samą obfitość współbrzmień i taką samą konstrukcję periodyczną, jak w tekstach biblijnych”.
Nie oznacza to, że Biblię napisali szaleńcy. Ale... zauważcie tę analogię. Następnie profesor Lombroso pisze: „Według większości naukowców szaleństwo w 90 przypadkach na 100 jest wynikiem dziedziczności”
.
Znowu 90%! I to już 4 raz. Dla porządku nazywamy to IV prawem Kałmykowa.
„Dziedziczy się zarówno geniusz, jak i szaleństwo, ale szaleństwo objawia się ze znacznie większą siłą... Dzieci genialnych ludzi, jeśli dziedziczą geniusz, robią to w bardzo małym stopniu. Ale szaleństwo jest dziedziczone całkowicie, a nawet bardziej”.
„Większość błyskotliwych ludzi nie przekazuje swoich cech potomkom, gdyż na skutek degeneracji pozostają bezdzietni, zupełnie jak w rodzinach arystokratycznych. Bezdzietnymi kawalerami byli geniusze: pesymistyczny filozof Schopenhauer, Kartezjusz, Leibniz, Kant, Spinoza, Michał Anioł, Newton, Lassalle, Gogol, Lermontow”.
Dodajcie tu Leonarda da Vinci, ideologa Rewolucji Francuskiej, Rousseau, który sam w swoich „Wyznaniach” przyznał, że głupia krowa, z którą mieszkał, miała dzieci nie z nim, ale z przechodniami. Także Nietzsche, Majakowski, Sartre. Lenin i Hitler zawierali małżeństwa, ściśle rzecz biorąc, tylko dla zamaskowania – małżeństwa fikcyjne.
Ponadto profesor Lombroso pisze: „Spośród żonatych geniuszy bardzo nieszczęśliwi w swoich małżeństwach byli: Sokrates, Szekspir, Dante, Byron”
.
Tutaj można dodać także Iwana Groźnego, który zmienił całą masę żon i zabił własnego syna. Piotr Wielki nawet w noc poślubną spał oddzielnie, nie ze swoją nowo poślubioną żoną, a jego syn carewicz Aleksiej był świętym głupcem i alkoholikiem, któremu Piotr trochę pomógł umrzeć. Katarzyna Wielka wysłała swojego męża, Piotra III, wnuka Piotra Wielkiego, na tamten świat. Swoją drogą, ten wnuk był równie świętym głupcem jak carewicz Aleksiej. Fakt, że syn Katarzyny Wielkiej Paweł I był szalony, jest faktem powszechnie znanym. Piotr III nigdy nie spał ze swoją żoną Katarzyną, a to, kto jest ojcem Pawła I, jest tajemnicą państwową. Nawet w przedrewolucyjnym słowniku encyklopedycznym Pawlenkowa przeczytacie, że brat Piotra Wielkiego, carewicz Jan, był słaby na umyśle. Przypomnijmy sobie teraz morderstwo (lub samobójstwo) żony Stalina, Nadieżdy Allilujewej. Ach, kłopoty z tymi wspaniałymi ludźmi.
Karol Marks, Bakunin i Trocki mieli całą serię samobójstw wśród swoich potomków, co jest zwyczajną historią u wszystkich rewolucjonistów. Rewolucjonista George Washington, ojciec amerykańskiej demokracji, nie miał dzieci. George Bernard Shaw był magiem nie tylko w literaturze, ale także w życiu osobistym: poślubił swoją żonę Charlotte pod warunkiem, że nigdy nie będzie mu stawiać żądań małżeńskich. Lew Tołstoj pisał o swojej żonie, że była dla niego kamieniem u szyi. Turgieniew miał trójkąt francuski: mieszkał razem ze swoją francuską kochanką Pauliną Viardot, którą utrzymywał wraz z jej mężem. Futurystyczny poeta Majakowski miał podobny francuski trójkąt z Lilią Brik i jej mężem. A jeśli chodzi o francuskie trójkąty, obejrzyjcie sztukę Sartre’a „Bez Wyjścia”.
Dalej od Lombroso:
„Większość uzdolnionych osób ma dzieci i krewnych, którzy są epileptykami, idiotami, maniakami i odwrotnie. Matka Fryderyka Wielkiego jest niezrównoważona. I matka Byrona także jest szalona. Wuj i dziadek Schopenhauera oszaleli, a jego ojciec się zastrzelił. Schopenhauer głosił teorię kwadrugamii i żałował, że jest w niej tylko jedna zła rzecz – cztery teściowe. Jednocześnie żywił niechęć do kobiet i oskarżał nawet własną matkę o cudzołóstwo. Będąc filozofem, nienawidził wszystkich filozofów i część swojej fortuny zapisał psom”.
„Siostra kardynała Richelieu wyobrażała sobie, że ma plecy… ze szkła, a siostra filozofa Hegla myślała, że zamieniła się… w torbę pocztową”.
Nawiasem mówiąc, z dialektyki Hegla wywodzi się materializm dialektyczny Karola Marksa.
„Jeśli chodzi o dziedziczność, alkoholizm ma straszliwe konsekwencje. Z jednego przodka, alkoholika, Maxa Uke, w ciągu 75 lat urodziło się 200 złodziei i morderców, 280 osób cierpiących na ślepotę lub idiotyzm, 90 prostytutek i 300 przedwcześnie zmarłych dzieci. Cała ta rodzina kosztowała państwo, licząc straty i wydatki, ponad milion dolarów. Są gorsze przykłady niż ten”.
A teraz podam jeden taki „gorszy” przykład. Przecież ojciec Stalina też był alkoholikiem. A syn Stalina, Wasilij, również był alkoholikiem i zmarł w izolatce dla alkoholików.
Ale tych, którzy piją, mogę uspokoić: nie tyle chodzi o alkohol, ile o samych alkoholików. Jeśli sprawdzisz 100 prawdziwych alkoholików, odkryjesz, że większość z nich to degeneraci. Dlatego przyczyną alkoholizmu jest głównie zła dziedziczność. A alkohol jest jedynie zjawiskiem wtórnym. Za pomocą alkoholu próbują zapomnieć o sobie, uciec od siebie. To samo dotyczy większości narkomanów. Są to bardzo skomplikowane kompleksy psychologiczne, od których zawsze znajdą się wyjątki i podobne przypadki, które nie mają nic wspólnego ze zwyrodnieniem. Dlatego filozofowie twierdzą, że diabeł ma wiele alibi i incognito. Dlatego zasadniczo unikamy słowa „wszyscy” i zauważamy, że z reguły używamy słowa „większość”. Pamiętajcie o tych nieustannie powtarzających się 90%”.
Generał-profesor spojrzał na zegarek:
„No cóż, czas już kończyć. Jutro sobota i można wypić butelkę wina. W przeciwnym razie moja żona będzie mnie gryźć za to, że zapomniałem o jej urodzinach”.
Następny rozdział
Powrót do spisu treści