Ponieważ w wielkiej mądrości jest wiele smutku; a kto zwiększa wiedzę, zwiększa smutek.
Król Salomon, Kazn. 1:18.
Dawno, dawno temu w Moskwie istniał Instytut Czerwonej Profesury, gdzie szkolono czerwonych przywódców na potrzeby przyszłej rewolucji światowej. Zgodnie z zasadą – „Będziemy rozniecać pożar świata ku rozpaczy całej burżuazji”. Jednak podczas Wielkiej Czystki w latach 30-tych XX wieku większość czerwonych przywódców została rozstrzelana wraz ze swoimi profesorami. Nazwano ich wściekłymi psami, a Instytut został zamknięty.
Teraz najwyższe kadry partyjne i rządowe ZSRR szlifowały się w jakiejś nowej instytucji, ściśle tajnej i o której na szczycie Moskwy krążyły najbardziej niewiarygodne pogłoski. Oficjalnie instytucja ta nosiła nazwę Instytutu Wyższej Socjologii Akademii Nauk ZSRR. Wykłady tam prowadzili profesorowie z tajnego Instytutu Badań Naukowych NII-13 i generałowie z jeszcze bardziej tajnego 13 Wydziału KGB, o czym szeptano w Moskwie, że to sowiecka Święta Inkwizycja.
W rezultacie, analogicznie do dawnego Instytutu Czerwonej Profesury, studenci nieoficjalnie zmienili nazwę tej instytucji na Instytut Czarnej Profesury; woleli nazywać Wyższą Socjologię czarną socjologią, a swoje notatki na temat tej socjologii nazwali „Protokołami Mędrców Sowieckich”.
Zanim rozpoczęły się zajęcia, dwóch nowych studentów usiadło i poskarżyło się sobie nawzajem:
„Och, na starość – i znowu się ucz” – jęknął generał, dowódca połączonych grup strategicznego lotnictwa nuklearnego, Nikołaj Stiepanowicz Borodin. – „A jaka surowość, sprawdzają! Wcześniej sprawdzano profile, ale teraz sprawdzają także krew.”
„No, tak” – skrzywił się admirał Fiodor Zacharowicz Kałużny, dowódca połączonych grup strategicznych okrętów podwodnych, nośników rakiet nuklearnych. – „Przy badaniu na syfilis pobiera się jedną próbkę krwi. A ze mnie wycisnęli dziesięć probówek. Tak więc przeprowadzono dziesięć kontroli. I pobrali krew od wszystkich moich krewnych. Nawet od dzieci...”
„A u mnie przyczepili się do zmarłych” – powiedział generał. – „Miałem dziadka Nikandra. Kowal. Cóż, zgodnie z rosyjskim zwyczajem, pił dużo. Przeprowadzili więc całe przesłuchanie na temat tego dziadka: dlaczego pił, dlaczego i dlaczego?”
„A ja miałem wujka”, powiedział admirał, - „prawdziwego bohatera rewolucji. Właził w samo jej piekło, dopóki go nie ubili. Więc oni też przyczepili się do tego wujka: dlaczego, dlaczego, dlaczego, dlaczego?! Wcześniej Maksym Gorki napisał: „Śpiewamy chwałę szaleństwu odważnych!” Ale teraz polityka się zmieniła. I bardzo się zmieniła... Odczepili się ode mnie dopiero, gdy się rozgniewałem i wypaliłem, że wujek to po prostu wariat”.
„Ogólnie rzecz biorąc, żyj wiecznie, ucz się wiecznie, a umrzesz głupim” – podsumował generał.
W audytorium zasiadali przy ławkach czołowi członkowie Komitetu Centralnego partii, deputowani Rady Najwyższej, ministrowie i dyplomaci, generałowie i admirałowie Związku Radzieckiego.
Pierwszy wykład wygłosił profesor Malinin, doktor nauk społecznych Instytutu Badań Naukowych NII-13 i jednocześnie generał-porucznik 13 Wydziału KGB. Profesor Malinin krótko przedstawił się, że tak naprawdę jest profesorem mrocznych spraw i choć jego nazwisko jest słodkie, jego praca jest gorzka. Następnie grzecznie podkreślił, że nie są tu obecni wszyscy przywódcy rządu sowieckiego, a jedynie pewnego rodzaju wybrani ludzie. Następnie profesor ciemnych spraw zabrał się do rzeczy:
„Towarzysze, na początek pozwólcie, że przedstawię Wam powód i cel naszego działania. Głównym powodem jest fakt, że żyjemy obecnie w epoce atomowej. A to nakłada szczególną odpowiedzialność na przywódców państw. I do tego trzeba znać specjalne prawa rządzące losami świata. A te prawa są dość skomplikowane, zagmatwane i trochę tajne. W zasadzie jest to to samo, co kiedyś nazywano Bogiem i diabłem.
Widzę, że niektórzy z Was się uśmiechają. Dobrze, weźmy konkretny przykład. Cały szereg tajemnic. Wielu z Was było uczestnikami XX Zjazdu Partii, na którym omawiano tzw. stalinowski kult jednostki i gdzie pośmiertnie zdemaskowano Stalina. Myślę, że w związku z tym wielu z Was wciąż dręczą pewne fundamentalne pytania. Na przykład, jakim sposobem Stalin nagle zmienił się z największego geniusza wszechczasów i narodów, w największego zbrodniarza wszechczasów i narodów?
Jakim sposobem Stalin nagle zmienił się z luminarza wszelkich nauk, wielkiego wodza, ojca narodów i przywódcy światowego ruchu wyzwoleńczego w krwawego despotę, chorego psychicznie paranoika i fałszerza historii? A skoro można to zrobić tak łatwo, to czy obalanie Stalina nie jest kolejnym fałszowaniem historii?
Jest wiele pytań. Na przykład, do dziś nie do końca wiemy, co zrobić z pośmiertną rehabilitacją ofiar stalinizmu. Kogo powinno się rehabilitować, a kogo nie? A co z Trockim i trockistami? A żeby to zrobić, musicie wiedzieć, dlaczego to wszystko się stało. Dlaczego podczas pamiętnych procesów moskiewskich lat 30-tych, prawie wszystkich przywódców Rewolucji Październikowej rozstrzelano jak wściekłe psy? Dlaczego zasłużeni polityczni katorżnicy, miłośnicy wolności i filantropii, zostali ponownie wywiezieni na Syberię? Dlaczego w czasie Wielkiej Czystki zlikwidowano prawie całe dowództwo Armii Czerwonej? Co to za diabelstwo?
Aby naprawić błędy przeszłości, zdemaskowaliśmy Stalina, rozwiązaliśmy większość koncłagrów i daliśmy ludziom więcej wolności. Jakie są rezultaty? W rezultacie wkrótce mieliśmy nowych buntowników: tzw. dysydentów, opozycjonistów, nieprawomyślnych, których ponownie trzeba było wsadzać za kraty lub do specjalnych szpitali psychiatrycznych (SPB), psychuszek i domów wariatów, durdomów. Przy okazji powiem w zaufaniu, że durdomy to nasz specjalny projekt „Golem”.
Jednocześnie od razu rzuca się w oczy dziwna rzecz: prawie wszyscy ci nowi rewolucjoniści, których umieszczamy w domach wariatów, mają powiązania rodzinne z tymi starymi rewolucjonistami, których Stalin likwidował jako wrogów ludu. Często w tych domach wariatów są dzieci lub krewni byłych wrogów ludu, w skrócie RWN { «Родственник врага народа» (исторический термин эпохи сталинских репрессий - historyczny termin epoki stalinowskich represji)}. Ogólnie rzecz biorąc, okazują się być pewnego rodzaju wiecznymi buntownikami, permanentnymi rewolucjonistami.
Przypomnijmy sobie teraz dziwną cechę czystek stalinowskich, kiedy aresztowano całe rodziny, kiedy żony odpowiadały za swoich mężów, dzieci za rodziców i tak dalej. Wtedy wydawało Wam się to skrajną niesprawiedliwością. Teraz niektórzy z Was myślą: może Stalin na swój sposób miał rację? Może stary rewolucjonista Stalin znał jakieś tajemnice, o których Wy nie wiecie?
I jeszcze jedna zagadka. Prawie wszyscy ci dysydenci, opozycjoniści i nieprawomyślni są w taki czy inny sposób związani z Żydami. Z reguły są to albo Żydzi, albo małżeństwa mieszane z Żydami, albo produktami tych małżeństw, pół-Żydami i tak dalej. W tym Sacharow i Sołżenicyn.
Równolegle z żydowską dysydencją i domami wariatów, otworzyliśmy teraz żydowską emigrację z ZSRR. Ale co to wszystko ma znaczyć? Bunt obrzezanych czy obrzezany bunt? Zdradzę Wam sekret, że emigracja żydowska to nasz projekt specjalny „Ahasferus”, czyli „Żyd Wieczny Tułacz”.
Ogólnie rzecz biorąc, wyłania się jakiś wzór biblijny. Aby to wszystko zrozumieć, trzeba poznać teorię antychrysta, którą przeczytamy Wam później. Na świecie jest wiele tajemnic. Postaramy się więc je wyjaśnić”.
Generał-profesor rozejrzał się po zgromadzonych i pogładził gęstą brodę:
„Towarzysze, damy wam biblijne klucze do poznania dobra i zła, umysłu i szaleństwa, życia i śmierci, klucze szczęścia i nieszczęścia. Należy jednak pamiętać, że te klucze są zatrutymi kluczami i należy się z nimi obchodzić ostrożnie. Mieliśmy już na tej podstawie kilka morderstw i samobójstw. Jeśli więc ktoś z Was chce zastrzelić swoją teściową, to najpierw skonsultujcie się z nami.
Ponadto wszystko, co zostanie tutaj powiedziane, jest ścisłą tajemnicą państwową. Dlatego nie róbcie notatek poza budynkiem, tylko zostawcie je w salach do nauki, gdzie będziecie mieć specjalne osobiste miejsca. Przedmiot, który Wam przedstawimy, nazywa się «Krótki kurs Wyższej Socjologii»”.
Niektórzy studenci lekko się skrzywili. Generał-profesor uśmiechnął się:
„To nie ma nic wspólnego z „Krótkim kursem historii Partii”, którego kiedyś nauczano jako Biblii komunizmu, a który obecnie okazał się fałszowaniem historii.
Dlaczego więc nazywamy nasz kurs Wyższą Socjologią? Ponieważ wyjaśnimy wam niektóre prawa socjologii, które odnoszą się w równym stopniu do Karola Marksa i Lenina, Stalina i Hitlera, Piotra Wielkiego i Iwana Groźnego, Robespierre'a i Napoleona, Fryderyka Wielkiego i Jerzego Waszyngtona, Juliusza Cezara i Aleksandra Wielkiego, Nerona i Kaliguli.
Wy, towarzysze, jesteście oczywiście świadomi kontrowersyjnej kwestii: czy historia tworzy wielkich ludzi, czy też wielcy ludzie tworzą historię? Ludzie, o których przed chwilą wspomniałem, odegrali bez wątpienia dużą rolę w historii. Wielu z tych wielkich ludzi stało się wielkimi głównie dlatego, że podobnie jak Cezar, Napoleon i Hitler, rozpoczęli wielkie wojny. Inni, jak Robespierre, Waszyngton i Lenin, zorganizowali wielkie rewolucje. W ten sposób poznacie wewnętrzną mechanikę niemal wszystkich wojen i rewolucji.
Przy okazji dowiecie się, dlaczego Wasza sąsiadka nieustannie kłóci się z mężem lub dlaczego w niektórych rodzinach trwa permanentna rewolucja.
Osobiście uważam, że dobrze byłoby wprowadzić tę Wyższą Socjologię jako przedmiot obowiązkowy w szkole średniej. Ale nigdzie na świecie nie znajdziecie podręcznika na ten temat. I gdyby ktoś to napisał, taki pisarz zostałby rozstrzelany za Stalina, za Hitlera zostałby powieszony, za Napoleona zostałby zgilotynowany, a w krajach demokratycznych można by go uznać za wariata. Z jednej strony jest to tak proste, jak dwa i dwa, co daje cztery. Z drugiej strony muszę przyznać, że sam… nie jestem w stanie powiedzieć Wam wszystkiego.”
Członkowie Komitetu Centralnego Partii, ministrowie i generałowie poruszyli się z zainteresowaniem przy swoich biurkach.
„Ale najpierw będziecie musieli trochę się ponudzić” – powiedział profesor Malinin. – „Aby to wszystko zrozumieć, w tym kult jednostki Stalina, trzeba będzie zacząć od historii powstania kultów religijnych w ogóle, czyli od epoki kamienia.
Ludzie z epoki kamienia nie znali jeszcze ognia, mieszkali w jaskiniach, ubierali się w zwierzęce skóry, kładli się spać ze słońcem i wstawali wraz ze słońcem. Ich polowania i jedzenie, które jedli, zależały od słońca. Słońce decydowało o porach roku, upale i chłodzie, jedzeniu i głodzie, a ostatecznie o ich życiu lub śmierci. W ten sposób, w praktyce, ludzie z epoki kamienia zdali sobie sprawę, że słońce jest najważniejszą rzeczą w ich życiu i zaczęli czcić słońce jako bóstwo. Tak narodziła się pierwsza religia człowieka – kult słońca. Na tym prostym przykładzie widać, czym w zasadzie jest religia i Bóg – jest to kult tych sił natury, które człowiek uważa za najważniejsze dla siebie na danym etapie historycznym.
Potem przyszedł czas, gdy prymitywni ludzie zapoznali się z ogniem. Pierwszy ogień prawdopodobnie spadł z nieba w postaci błyskawicy. Okazało się, że to spowodowało pożar lasu. Ludzie podnosili głownie ognia, zanosili je do jaskini i rozpalali ogień. Ogień zaczął ich ogrzewać i służył jako ochrona przed dzikimi zwierzętami. Potem zaczęli przygotowywać jedzenie na ogniu. Ale nie wiedzieli jeszcze, jak rozpalić ogień za pomocą tarcia. Dlatego też musieli utrzymywać wieczny płomień i wyznaczyć do tego specjalnych strażników, którzy czuwali nad nim dniem i nocą. Stopniowo ogień stał się równie ważnym zjawiskiem naturalnym w ich życiu, jak wcześniej słońce. Tak narodził się kult ognia, a pełniący służbę przy ogniu przekształcili się w kapłanów – strażników ognia.”
„Przyjrzyjmy się teraz bardziej cywilizowanym kultom” – powiedział profesor i skinął głową swojemu asystentowi.
Czarne zasłony w oknach cicho opadły. Za profesorem pojawił się biały ekran, a za nim rozbłysnął promień projektora filmowego. Przez cały pierwszy dzień profesor na ekranie filmowym objaśniał kulty religijne starożytnego Egiptu, Fenicji i Asyro-Babilonii. Następnego dnia była Persja, Indie, starożytna Grecja i starożytny Rzym. Potem profesor podsumował sprawę:
„Jeśli przeanalizujemy ogólny trend rozwoju starożytnych kultów religijnych, dostrzeżemy tu różne formy panteizmu i politeizmu, czyli deifikację różnych sił natury, zwłaszcza nieznanych jeszcze człowiekowi i przez to tajemniczych.
Teraz zwróćcie uwagę na jeden charakterystyczny szczegół. W niektórych starożytnych cywilizacjach, zwłaszcza u schyłku tych cywilizacji, myśl religijna zaczęła koncentrować się na kwestiach płci. Pojawiają się tak zwane kulty falliczne, gdzie przedmiotem deifikacji i kultu są kamienne wizerunki męskiego narządu płciowego – fallusa, czyli lingamu. Festiwale płodności powstają nie tylko dla pól, ale także dla ludzi, specjalne świątynie, dziwne rytuały, dziwni kapłani i kapłanki czczący pewne aspekty płci. Czasem z naszego punktu widzenia, bolesne problemy związane z płcią. Nie jest to zaskakujące, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w śmierci tych cywilizacji brała udział nie tylko historia zewnętrzna, ale także biologia wewnętrzna: między innymi ludy te w pewnym stopniu po prostu zdegenerowały się biologicznie i wymarły. Dlatego ludzie zaczęli myśleć o tym nowym i tajemniczym dla nich prawie natury. W rezultacie pojawiły się kulty falliczne.
Ślady tego procesu znajdziecie w historii wszystkich czasów i narodów. Na przykład w Indiach istnieje takie podanie religijne: Pewnego dnia na świecie pojawił się zły demon, który chciał zniszczyć całe życie, uniemożliwiając narodziny. Demon zaszczepiał w mężczyznach i kobietach, zwierzętach płci męskiej i żeńskiej obojętność, a nawet wstręt do siebie nawzajem. Koło narodzin, koło życia się zatrzymało. Wiosną ptaki przestały budować gniazda, tygrysica została bez młodych, a w ludzkim świecie przestał być słyszalny śmiech dzieci. Wtedy wszystkie kobiety i samice zwierząt przybyły do bogini Kali, strażniczki praw natury i zaczęły prosić: „Oddaj nam nasze dzieci! Przywróć światu młodość!” Bogini Kali wysłuchała ich próśb, zniszczyła złego demona, a koło życia znów zaczęło się poruszać.
Oczywiście o degeneracji i wyginięciu całych plemion i ludów możemy mówić tylko warunkowo, gdyż kiedy dane plemię zaczęło wymierać i słabnąć, natychmiast zostawało przytłoczone falą sąsiednich ludów, młodszych i silniejszych, a koło historii kontynuowało swój bieg, lecz już w nowej formie.
W ten sposób starożytna Grecja zgniła od środka i upadła. Na każdym eksponacie starożytnej Grecji można zobaczyć słynny grecki profil z prostym, prawie bez mostka, nosem. A współcześni Grecy są już bardziej podobni do swoich sąsiadów z Azji Mniejszej niż do starożytnych Hellenów. W ten sposób cesarski Rzym znalazł się pod naporem barbarzyńców. Takie jest prawo biologicznej równowagi natury.”
Po zajęciach studenci wymieniali się wrażeniami. Dowódca połączonych grup strategicznego lotnictwa nuklearnego, Borodin, mruknął z niezadowoleniem:
„Obiecali wyjaśnić kult jednostki Stalina. I zgodziliśmy się, przepraszam za wyrażenie, co do fallusa. Nawet nie znałem tego słowa.”
* * *
Skończywszy z kultami pogańskimi, przeszli do historii chrześcijaństwa. Wykłady te wygłaszał profesor Toptygin, wysoki mężczyzna w mundurze generała bezpieczeństwa państwa i z potężną, gęstą brodą. Jako pomoc dydaktyczną uczniowie otrzymali książkę „Historia Biblii”.
„To opowieść o Biblii we współczesnym języku” – wyjaśnił profesor. – „Należy pamiętać, że jest to dosłowne tłumaczenie z języka angielskiego. Po wszystkich fałszowaniach historii w niedawnej przeszłości, macie pełne prawo nie wierzyć w nic i nikogo, łącznie z nami. W oparciu o te rozważania, w naszym programie skupimy się w zasadzie na źródłach neutralnych, czyli zagranicznych.
Już wiecie, że w procesie rozwoju historycznego wymierające cywilizacje zastępowane są przez barbarzyńców. Teoria marksistowska mówi, że kapitalizm jest zastępowany przez komunizm. Jeśli więc wierzyć Karolowi Marksowi, to z historycznego punktu widzenia, my, towarzysze, nie jesteśmy niczym więcej niż takimi samymi barbarzyńcami. Nawiasem mówiąc, po łacinie „barbarzyńca” oznacza „brodaty”, generał Toptygin uśmiechnął się i pogładził gęstą brodę. „Więc, drodzy barbarzyńcy, nie popadajmy w arogancję i nie myślmy, że jesteśmy mądrzejsi niż dwa tysiące lat cywilizacji chrześcijańskiej”. Do dziś na całym świecie Biblię uważa się za Księgę ksiąg. Zobaczmy, co tam jest napisane.
Istnieje wiele różnych interpretacji Biblii. W protestantyzmie jest więcej sekt niż dni w roku i tyle samo różnych interpretacji Biblii. I tak dalej, aż do masonów, którzy zastępują Boga diabłem, ale przysięgają na Biblię. Postaramy się zrozumieć Biblię, posługując się materializmem dialektycznym.
Biblia składa się z dwóch części, z których Stary Testament jest niejako tłem historycznym lub warunkiem wstępnym Nowego Testamentu lub Ewangelii, co w tłumaczeniu oznacza Dobrą Nowinę. Zobaczmy, czym jest ta Dobra Nowina, biorąc pod uwagę, że jest to księga czysto symboliczna, w której wiele należy rozumieć nie w sensie dosłownym, ale w przenośni.
Ewangelia jest Dobrą Nowiną o zbawieniu ludzkości lub jednostki. Dlatego Jezus Chrystus nazywany jest Zbawicielem. Ale teraz pojawia się logiczne pytanie: od kogo zbawiać? Lub od czego zbawiać?
Zauważcie, że diabeł nigdy nie jest wspominany w Starym Testamencie. Nie ma go tam. Nawet wąż, który kusił Ewę w raju i którego teologowie uważają za diabła, w Starym Testamencie nazywany jest nie diabłem, ale wężem. Diabeł, jako taki, pojawia się po raz pierwszy dopiero w Nowym Testamencie: próbuje uwieść Chrystusa na pustyni, Chrystus wypędza legion demonów z opętanego człowieka i tak dalej. Oczywiście w kultach przedchrześcijańskich istniały złe duchy i demony, od których nasz diabeł wywodzi swoje pochodzenie. Jednak koncepcja diabła jako bezpośredniego przeciwnika Boga jest cechą charakterystyczną Ewangelii i religii chrześcijańskiej. Później, w okresie wojującego chrześcijaństwa, czyli w średniowieczu, walka z diabłem prowadzona była w formie prześladowania wiedźm i wiedźminów.
Jeśli więc diabeł jest bezpośrednim przeciwnikiem i antytezą Boga, to logicznie rzecz biorąc, okazuje się, że Ewangelia polega na wybawieniu człowieka właśnie od tego diabła. Następne pytanie brzmi: czym jest ten diabeł?
W literaturze teologicznej można znaleźć następujące cechy diabła. To jest wróg rodzaju ludzkiego, morderca od początku, anioł śmierci, przyjaciel śmierci i złodziej życia. Poza tym diabeł jest niszczycielem i oszczercą, kłamcą i ojcem kłamstwa, małpą Pana Boga, wstrząsającym sprawiedliwością, źródłem zła, korzeniem występków. A jeśli to wam nie wystarczy, to diabeł jest także uwodzicielem ludzi, początkiem wszelkich sporów i konfliktów, żywicielem smutków, zdrajcą narodów. Jak widać, diabeł jest dość zróżnicowaną osobowością, a jego usta są pełne fałszerstw. Ale co to jest za czortostwo?
Uważa się, że diabeł jest małpą Pana Boga i robi wszystko w ciemności, od tyłu i odwrotnie. Dlatego też, aby złapać tego diabła, również postąpimy według diabelskiej formuły – wszystko na odwrót. Najpierw powiem wam, czym jest diabeł, a następnie rozbierzemy go na części i sprawdzimy w pierwotnych źródłach, aby dowiedzieć się, czy jest to prawda, czy nie”.
Generał-profesor przerwał i rozejrzał się po zgromadzonych.
„Tak więc, mówiąc w zaufaniu, z punktu widzenia materializmu dialektycznego, diabeł to nic innego, jak złożony, skomplikowany proces degeneracji lub zwyrodnienia, który składa się głównie z trzech części: perwersji seksualnych, chorób psychicznych i niektórych fizycznych deformacji ciała. Z niektórymi elementami tego kompleksu zetknęliśmy się już w późniejszych kultach fallicznych u schyłku niektórych starożytnych cywilizacji. Całkiem możliwe, że na podstawie praktycznych obserwacji upadku tych poprzednich cywilizacji, w religii chrześcijańskiej wykrystalizował się stosunek do tego kompleksu jako diabła.
Zatem z punktu widzenia materializmu dialektycznego, wszelkiego rodzaju biesy, demony, siły nieczyste i złe duchy stają się obiektywną rzeczywistością. To nic innego jak różnego rodzaju choroby psychiczne czy duchowe. Dusza jest duchem. Choroba psychiczna to zły duch, siła nieczysta.
Stosując tę samą metodę dydaktyki marksistowskiej, nietrudno zgadnąć, że wszystkie te tak zwane wiedźmy i wiedźmini, diabły i biesy, czarodzieje i wilkołaki to nic innego jak ludzie opętani przez odpowiednie złe duchy, to znaczy choroby psychiczne i duchowe”.
Na widowni zapanował lekki hałas. Profesor Toptygin podrapał się po brodzie:
„Towarzysze, członkowie rządu radzieckiego, widzę w Waszych oczach pewne zdziwienie. Pewnie myślicie: powiedz mi, wujku, po co nam do cholery twoje wiedźmy i czarodzieje w dobie socrealizmu? Więc powiem wam po co i dlaczego. Po XXII Zjeździe KPZR już wiecie, że Józef Wissarionowicz, którego znaliście, był osobą chorą psychicznie i paranoiczną. W języku greckim „paranoja” oznacza po prostu „szaleństwo”. Obecnie paranoję rozumie się jako przewlekłą chorobę psychiczną charakteryzującą się obsesyjnymi urojeniami – urojeniami wielkości, urojeniami prześladowczymi i tak dalej. Z megalomanii narodził się kult osobowości Stalina, a z manii prześladowań – niekończące się czystki, egzekucje i koncłagry. A faktem jest, że paranoja jest między innymi jednym z najniebezpieczniejszych składników kompleksu zwyrodnieniowego. Zatem towarzysz Stalin pochodził od diabła. To bardzo wyraźny przykład typu ludzi, których w dawnych, dobrych czasach nazywano wiedźminami i czarownikami – w najgorszym tego słowa znaczeniu”.
Dowódca połączonych grup strategicznego lotnictwa nuklearnego, Borodin, delikatnie szturchnął swojego przyjaciela, dowódcę połączonych grup strategicznych okrętów podwodnych z rakietami nuklearnymi, Kałużnego:
„Hmm, to coś nowego…”
„Proces degeneracji jest zjawiskiem masowym” – kontynuował generał profesor. „Dlatego w Biblii diabeł nazywany jest także: «Imię moje Legion». I ta sprawa jest niezwykle myląca. Dlatego teolodzy mówią, że diabeł jest strasznie przebiegłym - i sprawcą zamętu. Wśród tego legionu degeneratów spotkacie grzeszników, ludzi sprawiedliwych i prawdziwych świętych. Grzeszni święci i święci grzesznicy wciąż są między sobą zdezorientowani. Tutaj znajdziecie zarówno dobre zło, jak i złe dobro.
Niestety, jeśli przyjrzycie się uważnie temu legionowi, sprawiedliwi i święci są zwykle w mniejszości, a grzesznicy w większości. Jest to zło społeczne, które kiedyś nazywano złymi duchami. Są to ludzie z nieczystym sumieniem, wśród których czasami zdarzają się prawdziwe czarownice i upiory. A według statystyk, to właśnie te złe duchy odpowiadają za większość wszystkich przestępstw popełnianych na świecie – domowych, kryminalnych i politycznych.
Abyście się zbytnio nie zdziwili, podam konkretny przykład. Na Międzynarodowym Kongresie Eugeniki, czyli nauki o doskonaleniu rodzaju ludzkiego, który odbył się w Nowym Jorku w 1932 roku, jeden z naukowców zajmujących się eugeniką stwierdził bezpośrednio, co następuje:
„Nie ma wątpliwości, że gdyby w Stanach Zjednoczonych egzekwowano w większym stopniu prawo dotyczące sterylizacji, w rezultacie w ciągu niecałych stu lat wyeliminowalibyśmy co najmniej 90% przestępczości, szaleństwa, głupoty, idiotyzmu i wypaczeń seksualnych, nie mówiąc już o wielu innych formach ułomności i zwyrodnienia. W ten sposób w ciągu stulecia nasze domy wariatów, więzienia i szpitale psychiatryczne zostałyby prawie oczyszczone z ofiar ludzkiej nędzy i cierpienia”.
{Na marginesie uwaga: Na rocznym kursie nt. alkoholizmu, nikotynizmu i narkomanii, zorganizowanym wspólnie przez Kurię Biskupią i Komendę Wojewódzką Milicji Obywatelskiej w Koszalinie, w latach 80-tych XX wieku, wykładowca, prof. Tadeusz Krzyszowski, kierownik Zakładu Higieny Psychicznej PAN, mówił nt. opinii francuskich badaczy degeneracji alkoholowej: – pierwsze pokolenie: pijak, – drugie: alkoholik, – trzecie: bandyta; - przypis tłumacza}Napisali to profesor Dunn i profesor Dobzhansky z Columbia University w Nowym Jorku w swojej książce „Dziedziczność, rasa i społeczeństwo” (s. 86), która została opublikowana w Nowym Jorku w 1957 roku. I tutaj widać te same elementy składowe tego kompleksu: zwyrodnienie, perwersję seksualną i chorobę psychiczną. W rezultacie – 90% wszystkich przestępstw. I utrwalcie sobie tę formułę w pamięci.
Przed rewolucją w szkołach uczono Prawa Bożego. Podamy wam tutaj nasze nowe radzieckie Prawo Boga – Wyższą Socjologię. A ponieważ analizujemy to wszystko z punktu widzenia marksistowskiego materializmu dialektycznego, efektem jest coś w rodzaju dialektycznego chrześcijaństwa. To jak żywa woda – aby ożywić chrześcijaństwo, trzeba zrozumieć, co to takiego.
W szkole średniej uczyliście się praw mechaniki Newtona, pamiętacie – Pierwsze, drugie i trzecie. Przypomnijmy sobie teraz jedno z podstawowych praw Wyższej Socjologii, które dla uproszczenia nazywamy Pierwszym Prawem Kałmykowa. To jeden z naszych profesorów, którego poznacie później.
Zatem w oparciu o powyższe, Pierwsze prawo Kałmykowa mówi:
„90% wszystkich zbrodni, zarówno karnych, jak i politycznych, 90% wszelkiego zła i nieszczęść rodzaju ludzkiego, od najprostszego rozwodu męża i żony po wojny światowe i rewolucje, jest wynikiem dziedzicznej degeneracji, która polega na chorobie psychiki i perwersjach seksualnych”. Dlatego od niepamiętnych czasów to zjawisko nazywano diabłem.
Teolodzy uważają, że diabeł jest antytezą Pana Boga. Później, gdy dobrze poznacie diabła, to na zasadzie odwrotnej, ex adverso, od antytezy do tezy, sami zrozumiecie, czym jest Bóg. W ten sposób damy wam naszego nowego sowieckiego boga. Wcześniej był mistycyzm, a teraz mamy statystyki, elektroniczne maszyny liczące, komputery. I będzie to dla Was jak żywa woda, aby ożywić koncepcję Boga.
Nauka o Bogu i diable jest rzeczą niezwykle kontrowersyjną. Na przykład na Międzynarodowym Kongresie Eugeniki, o którym Wam mówiłem, proponuje się masową kastrację i sterylizację ułomnych, jako walkę z diabłem degeneracji.
Lecz tylko szaleniec, taki jak Hitler, mógł wdrożyć taki program. A jednocześnie prawo to dotyczyło przede wszystkim jego samego. Diabeł degeneracji jest zjawiskiem paradoksalnym, zbudowanym zasadniczo na skrajnościach i sprzecznościach. Później, kiedy rozbierzemy tego diabła na części, przekonacie się, że nie bez powodu tę rzecz nazwano diabłem.”
Następny rozdział
Powrót do spisu treści