Grigorij Klimow «Imię moje Legion»

Rozdział 20. Drugie życie

Bardzo często syn staje się nagą tajemnicą ojca.

Fryderyk Nietzsche

Generał bezpieczeństwa państwowego, Borys Rudniew, tajny radca stanu ZSRR, czyli, jak się teraz mówi, geheimrat, siedział w swoim biurze i przeglądał teczki z aktami personalnymi Miszy Gejma-Daniłowa, byłego towarzysza picia Waśki Stalina, i Żeńki Jużnego, który był osobistym kucharzem Waśki Stalina, niegdyś pracowników Domu Cudów.

Misza Gejm-Daniłow, pół-Żyd, sympatycznie wyglądający mężczyzna, silnie jąkający się, z konwulsyjnie drgającymi ustami. Sprawa memzera Miszy była ściśle powiązana ze sprawą ukochanego syna Stalina, Wasilija. Nad tą sprawą pracowało kilku najlepszych śledczych i analityków z 13 Wydziału. Wśród tych konsultantów analitycznych był arcymistrz Zarem Wołkow, człowiek-komputer i mistrz szachowy w grze z zawiązanymi oczami.

Teczka z opatrzonym stemplem „Wydział 13 – Ściśle tajne” zawierała szczegółową analizę, nie tylko Miszy Gejma-Daniłowa i jego towarzysza picia Wasilija Stalina, ale także całej rodziny Stalina. A było co następuje:

1. „Rodzina Stalina-Dżugaszwilego pochodzi z górskich Żydów Kaukazu” (Iwan Kryłow „Moja kariera w sowieckim Sztabie Generalnym”, Paryż, 1951, cyt. w paryskim czasopiśmie „Nowy Prometeusz”, 5/1951).

2. „Ojciec Kato, czyli matki Stalina-Dżugaszwilego, był żydowskim handlarzem złomem w górach Kutaisi” (I. Ragusa „Życie Stalina”, s. 14, wyd. Fayard, Paryż, 1938 ).

3. W książce „Wspomnienia” Maksyma Litwinowa (Finkelsteina) podano, że druga żona Stalina, Nadieżda Allilujewa, była lesbijką i popełniła samobójstwo z lesbijskiej miłości do Żydówki Zoi Mosiny, którą Stalin wywiózł na Syberię. We „Wspomnieniach” Litwinowa więcej miejsca poświęcono lesbijce – Żydówce Zoi Mosinie niż Rooseveltowi i wszystkim innym mężom stanu, z którymi Litwinow się spotykał. (Maxim Litwinow „Wspomnienia”, s. 169-170, wyd. Morrow, Nowy Jork, 1953, z przedmową angielskiego profesora historii, Edwarda Carra i wstępem generała Bedella Smitha, ambasadora USA w Moskwie, a następnie szefa amerykańskiego Wywiadu CIA).

Informacje te powtarzają się w książce profesora Bertrama Wolfa pt. „Strange Communists I've Known” (s. 216-217, Nowy Jork, 1965). Bertram Wolf jest żydowskim trockistą, był szefem wydziału doradców ideologicznych w Departamencie Stanu i Głosie Ameryki, otrzymał tytuł doktora honoris causa w dziedzinie studiów sowietologicznych i jest pracownikiem naukowym w Instytucie Hoovera Studiów nad Wojną, Rewolucją i Pokojem na Uniwersytecie Stanford w Kalifornii, gdzie napisano tę książkę. Pracownikiem naukowym w Instytucie Hoovera jest także profesor Alexander Dallin, Żyd, syn słynnego mieńszewika, byłego pracownika „Projektu Harvard” (patrz książka „Sprawa nr 69”), kierowanego przez profesora Nathana Leitesa i który bazował na „kompleksie ukrytej pederastii towarzysza Lenina”.

Książka profesora Wolfa „Dziwni komuniści, których znałem”, nosi następującą dedykację: „Z miłością poświęca się najdziwniejszym z nich”.

Jedno można powiedzieć o Instytucie Studiów nad Wojną, Rewolucją i Pokojem Hoovera: postawili kozy, aby strzegły kapusty.

4. Głównym źródłem informacji dla poprzednich punktów 1, 2 i 3 jest były radziecki dyplomata G. Z. Biesiedowski, Żyd z lewicowych eserowców, który uciekł z ambasady sowieckiej w Paryżu w 1929 r. W swojej książce Biesiedowski pisze, że jego ojciec i kilku kuzynów popełnili samobójstwo z powodu choroby psychicznej, że on sam był chory na ciężką postać dziedzicznej neurastenii, że jego żona i syn również byli chorzy psychicznie („W drodze do termidora”, tom 2, Paryż 1931, s. 106, 116, 120, 276 i 278).

Jest bardzo charakterystyczne, że to Biesiedowski, sam Żyd i dziedziczny psychopata, mówił o żydowskim pochodzeniu rodziny Stalina, że żona Stalina, Nadieżda Allilujewa, była lesbijką i pozostawała w lesbijskim związku z lesbijką Zoją Mosiną. To są ludzie, którzy wiedzą takie rzeczy.

5. Słynny amerykański znawca spraw sowieckich, Żyd Izaak Don Levin, uważa, że w młodości Stalin, oprócz swojej działalności rewolucyjnej, po pierwsze był szpiegiem carskiej tajnej policji, a po drugie zajmował się pederastią (Izaak Don Levin „Wielki sekret Stalina”, s. 40, wyd. Coward-McCann, Nowy Jork, 1956).

Generał bezpieczeństwa państwowego, Rudniew, siedział i dalej przeglądał akta. Następnie specjaliści 13 Wydziału przekazali wyciąg z zeznań córki Stalina i Nadieżdy Allilujewej, Swietłany Staliny-Allilujewej, które ona po ucieczce do Ameryki opublikowała w swoich książkach: „Dwadzieścia listów do przyjaciela” i „Tylko jeden rok.”

Jeśli ludzie tacy, jak Stalin i Allilujewa pobierają się, to ich dzieci z reguły okazują się nienormalne, wadliwe, a te wady są ukryte w głowie i spodniach. Dlatego Lenin i Hitler zdecydowali się pozostać bezdzietnymi. A Swietłana Stalina przekazała następujące informacje o swojej rodzinie.

Najstarszym synem Stalina z pierwszego małżeństwa jest Jakow. Pierwsze małżeństwo Jakowa prędko zakończyło się rozwodem, córka z tego małżeństwa wkrótce zmarła, przez co Jakow próbował popełnić samobójstwo. Przy tej okazji papa Stalin powiedział z irytacją, że ten głupiec nawet nie wie, jak się zastrzelić. Za drugim razem Jakow ożenił się z Żydówką Julią. Jakow ostatecznie popełnił samobójstwo w niemieckim obozie koncentracyjnym.

Drugi syn Stalina z drugiego małżeństwa z Nadieżdą Allilujewą, to Wasilij. Był żonaty z pół-Żydówką, córką Mołotowa i madame Żemczużiny-Perleman. Ciężki psychopata i alkoholik. Zmarł w wyniku samootrucia alkoholem, także swego rodzaju samobójstwa, kompleksu autodestrukcji.

Ulubioną córką Stalina jest Swietłana. Jej pierwszą miłością był Żyd Liusia Kapler. Ale tata Stalin widział w tym spisek syjonistyczny i zagnał tego pana młodego na Syberię. Później Swietłana wyszła za mąż za Żyda, Grigorija Morozowa, którego ojciec był znaczącym funkcjonariuszem NKWD. Potem rozwód. Następne małżeństwo – i znowu rozwód. Sądząc po własnych opisach, Swietłana była zupełną psychopatką, cierpiała na depresję i miała myśli samobójcze, przez całe życie była pod nadzorem psychiatrów i wyróżniała się jakąś niezwykłą seksualnością.

W wieku 40 lat Swietłana zakochuje się w 57-letnim Hindusie, Singhu, żonatym, nierozwiedzionym i umierającym mężczyźnie, synu bogatego radży i zawodowego komunisty, który był żonaty z austriacką Żydówką. I nawet Hindus znów ma Żydówkę! To tak, jakby Żydówki miały pod spódnicą jakiś sekret, coś w rodzaju cymes.

Kiedy Singh zmarł, Swietłana włożyła skremowane prochy kochanka do torby i biegała z tą białą torbą po Moskwie jak głupia. Ale wcale nie okazała się taką głupią: pod pretekstem pogrzebu Singha wyjechała z tą torbą do Indii – i uciekła z ZSRR, porzucając wszystkich swoich mężów i dzieci w Moskwie.

O wszystkim poinformowała sama Swietłana. A analitycy 13 Wydziału zaczęli analizować. Dlaczego cała trójka dzieci Stalina w małżeństwach tak nieodparcie ciągnie do Żydów? Przecież Żydzi są oddzieleni od gojów – a goje odpowiadają im w ten sam sposób. A tutaj nagle jest odwrotnie! Dlaczego? Dzieje się tak zazwyczaj u osób, które wiedzą, że ze strony ojca lub matki w żyłach płynie już domieszka krwi żydowskiej. To w ich małżeństwach ciągnie ich z powrotem do Żydów – głos krwi.

Istnieją już informacje o ojcu Stalina, że był mieszańcem żydowsko-gruzińskim, memzerem. Dlatego, jak pisze w swoich pamiętnikach Swietłana, Stalin „nie lubił Gruzinów i nazywał ich głupcami”. Oczywiście dla niego Gruzini to goje. A co z mamą?

O swojej matce, Nadieżdzie Allilujewej, Swietłana pisze, że była „narodowości bardzo mieszanej”, że matka Nadieżdy była w połowie Niemką i ćwierć-Gruzinką, a prababcia Nadieżdy ze strony ojca była Cyganką.

Ale każdy doświadczony Żyd, jak Biesiedowski, w takich warunkach powie: „Znamy te wszystkie figle – migle. Najprawdopodobniej matka Nadieżdy była niemiecką pół-Żydówką i gruzińską ćwierć-Żydówką, a jej prababcia ze strony ojca nie była Cyganką, ale po prostu Żydówką. Oznacza to, że jeśli wszystko dodasz, matka jest w 3/4 Żydówką, ojciec jest w 1/4 Żydem, a produktem tego złożonego małżeństwa jest Nadieżda – 3/4 + 1/4 = 1 – okazuje się rasową Żydówką. Papa Stalin był żydowskim memzerem. I znalazł dla siebie taką samą żonę – także memzerkę. W rezultacie, jeśli policzyć, dzieci Stalina mają w żyłach więcej żydowskiej krwi niż jakiejkolwiek innej. To dlatego cała trójka dzieci Stalina w swoich małżeństwach jest w tak tajemniczy sposób przyciągana do Żydów”.

Następnie Swietłana szczegółowo opisuje rodzinę swojej matki, Nadieżdy Allilujewej: ojciec, Siergiej Allilujew, psychopata i zawodowy rewolucjonista, jego żona Olga, również psychopatka, oraz ich dzieci – Fiodor, Anna, Paweł i Nadieżda, druga i ukochana żona Stalina.

Fiodor Allilujew oszalał podczas wojny domowej. Swietłana tak pisze o swoim wujku: „Nieporządek, niechlujne jedzenie przy stole – typowe zachowanie osoby chorej psychicznie”.

Anna Allilujewa, ciotka Swietłany, również była chora psychicznie, cierpiała na schizofrenię i była żoną Stanisława Redensa, szefa moskiewskiego NKWD, który został rozstrzelany podczas Wielkiej Czystki. A papa Stalin dał ciotce Annie 10 lat Sybiru, gdzie w końcu oszalała.

Paweł Allilujew, drugi wujek Swietłany, zginął podczas Wielkiej Czystki, jak mówią, w niejasnych okolicznościach. Wdowa po nim, Eugenia, poślubiła wówczas Żyda. Ale w 1948 r. Eugenia i jej mąż-Żyd zostali aresztowani. Okazuje się, że papa Stalin odkrył „niewyjaśnione okoliczności” i dał Eugenii 10 lat za… otrucie pierwszego męża, Pawła Allilujewa! Co za rodzina! Czysty dom wariatów!

Potem przychodzi Nadieżda Allilujewa, ukochana żona Stalina i matka Swietłany. Psychopatka, która popełniła samobójstwo z powodu rzekomo lesbijskiej miłości do lesbijskiej bojowniczki, Zoi Mosiny, którą Papa Stalin wywiózł na Syberię. W tym samym czasie papa Stalin wywiózł na Syberię oboje rodziców swojej ukochanej żony. Tak więc Papa Stalin zniszczył całą rodzinę swojej ukochanej żony.

Swietłana Stalina-Allilujewa opisuje także rodzinę pierwszej, niekochanej żony Stalina, Jekatieriny Swanidze, która zmarła młodo. Ta Katarzyna miała brata Aleksandra, ożenionego z Żydówką, Marią Anisimowną Corona, pochodzącą z hiszpańskich Żydów. W 1937 roku oboje zostali aresztowani. Aleksander Swanidze został rozstrzelany w 1942 r., a jego żydowska żona zmarła na wygnaniu. Siostra Aleksandra Swanidze, Mariko, również została aresztowana i zmarła w więzieniu. W 1937 r. zlikwidowano także brata Żydówki Marii Corona.

Tak więc Stalin całkowicie zniszczył także całą rodzinę swojej pierwszej żony, od której miał niekochanego syna Jakowa, takiego głupca, który nawet nie wiedział, jak się zastrzelić.

Aleksander Swanidze i jego żydowska żona, Corona, mieli syna, memzera Dżonika, czyli Iwana Aleksandrowicza Swanidze, który cierpiał na dziedziczną neurastenię. On też był na ssyłce, jako RWN – krewny wrogów ludu { РВН – родственник врагов народа }, ale jakoś przeżył. „Jego nerwy... często nie wytrzymują tego” – pisze Swietłana. „Dla bliskich mu osób jest on bardzo, bardzo trudnym człowiekiem”. A papa Stalin po prostu niszczył takich ludzi. Przecież on sam był takim że degeneratem, jak cała jego rodzina i wiedział o tym doskonale.

Tajny Radca Państwowy ZSRR, geheimrat i generał bezpieczeństwa państwowego, Borys Rudniew, ze zmęczeniem odchylił się na krześle i zapalił fajkę. Oto w akcji pierwsze prawo marksizmu – o jedności i walce przeciwieństw jako motorach procesu historycznego. Przecież komunista Karol Marks po prostu sparafrazował starą formułę średniowiecznych satanistów: „W diable jest Bóg!” Czy bliscy Stalina zdawali sobie z tego sprawę, kiedy wciągano ich do piwnic NKWD i pakowano im kulę w tył głowy? Na rozkaz tego samego Stalina.

Ale przecież ten sam proces miał miejsce na skalę ogólnorosyjską. Histeryczny pół-Żyd Kiereński otworzył drzwi maniakalnemu pół-Żydowi Leninowi. Potem Lenin pożarł Kiereńskiego. Na wpół szalona Żydówka, Dora Kaplan, strzeliła do pół-Żyda Lenina. A potem ogłoszono Czerwony Terror i rozstrzelano rosyjskich zakładników. Szef piotrogrodzkiej CzeKa, sadystyczny Żyd Uricki, został zastrzelony przez masochistycznego Żyda Kannegiessera. A potem ponownie ogłoszono Czerwony Terror i rozstrzelano białych zakładników. Zabójstwem żydowskiego nihilisty Trockiego w Meksyku, kierował żydowski czekista, Leonid Etangen, którego później również zesłano na Syberię.

Przed Stalinem w Rosji było około 7 milionów Żydów. A po Stalinie w ZSRR pozostało tylko około 2 milionów Żydów. Tak, Żydzi po przejęciu władzy po prostu strzelali do siebie w walce o tę władzę. Podobnie jak żydowski memzer Stalin, rozstrzelał lub wywiózł wszystkich swoich żydowskich krewnych na Syberię.

Na tym polega filozoficzna esencja starożytnej żydowskiej legendy o Golemie, którego mądry rabin Judah Levi z Pragi stworzył, aby chronić Żydów, ale który później, z jakiegoś powodu, zwraca się przeciwko samym Żydom.

Mówią, że szatan obiecuje władzę, sławę i bogactwo, ale często płaci połamanymi odłamkami. A poszukiwacz diabła Bierdiajew, poślubiwszy Żydówkę, cały czas mamrocze o zjednoczeniu szatana i antychrysta. Tak, dlatego towarzysz antychryst często kończy z rozbitym korytem.

Tak mówi dialektyczne chrześcijaństwo, które trzeba znać, aby zrozumieć, co dzieje się na świecie, aby być tajnym radcą państwowym nowej młodej Rosji.

Generał Rudniew przejrzał zeznania Swietłany Staliny-Allilujewej. Najbliższymi przyjaciółmi jej matki, Nadieżdy Allilujewej, byli: żona komisarza ludowego Mołotowa – Żydówka Polina Mołotowa-Perleman, żona komisarza ludowego A.A. Andriejewa – Żydówka Dora Moisiejewna Chazan, Żydówka Maria Kaganowicz i żona komisarza ludowego Woroszyłowa – także żydówka Jekatierina Dawidowna. Nie licząc lesbijskiej bojowniczki Zoi Mosiny, z powodu której żona Stalina rzekomo popełniła samobójstwo.

Następnie Swietłana pisze o swoich najbliższych przyjaciołach: półkrwi Bercie, której ojciec był amerykańskim czarnym komunistą, a matka była Żydówką. Kolejna przyjaciółka, Marina, jest żoną Żyda Natana i spędziła 17 lat na Syberii, dokąd wywiózł ją papa Stalin. Potem Marta Łazariewna, Fanny Newskaja i tak dalej, i tak dalej, w tym samym duchu. Wszystko to są Żydzi lub osoby pozostające w mieszanych małżeństwach z Żydami lub produkty tych małżeństw, memzery i tak dalej.

Ale teraz, po Domu Cudów, były Tomasz Niedowierzający, a obecnie generał bezpieczeństwa państwowego, Borys Rudniew, już wiedział, co to było. Przypomniał sobie uroczą Ninę von Miller, która udawała szlachciankę. Okazało się jednak, że nie była to szlachcianka, tylko lesbianka. I jak starannie Nina ukrywała fakt, że jest pół-Żydówką, memzeritką. I jej najlepsza przyjaciółka, Liza Czernowa: „ze wszystkich niemożliwych-możliwych możliwości – jesteś najbardziej niemożliwą – i najsłodszą ze wszystkich!” Również pół-Żydówka, pół-lesbijka, biseksualna. I jak dobrze to wszystko było zamaskowane! Przecież znał je od lat i nic z tego nie widział.

Generał nachmurzył się, wspominając te lata, które spędził w oślej skórze... Lata studenckie Wilhelma Meistera... A przed jego oczami maszerowały cudaki z Domu Cudów i niedorobieni z Niedorobiewa. Part-Mefistofeles Sosja, komisarz Domu Cudów, skrzyżowanie przechrzty-Żyda i karaimskiej matki, który, zamiast swojej żony, używał swojego sekretarza Kotika i adoptowanego syna Żorżika…

...Fimoczka, mała Żydówka, która miała dwóch zezowatych mężów, którzy się nawzajem posuwali... Była Żydówka Irina Zabubienna, siódma żona potomka Czyngis-chana, baronowa-poetka, która miała syna, cygańskiego barona, nie z mężem, ale z całą bandą drani...

...Żydowski bękart, Ostap Ostapowicz, syn Ostapa Bendera, który poślubił wdowę z trójką dzieci z trzech poprzednich mężów... Pół-Żydówka i w połowie zwariowana Diana-Fufoczka – i jej biedny mąż, dobroduszny Muszer... Pół-Żyd Kukaracza, grzeszny święty, żona, która poczyna dzieci przy pomocy sąsiadów…

Nie ma w tym jednak nic szczególnego, bo to wszystko jest już w Biblii, w Starym Testamencie, na przykład w historii Jakuba, Racheli i Lei (Księga Rodzaju, rozdz. 30). Według Biblii, słynny król Dawid był pederastą i naciągał księcia Jonatana (Druga Księga Samuela, 1:26). A syn pedała Dawida, mądry król Salomon, był półkrwi po swojej matce Batszebie – Hetytce.

„Kim są Żydzi?” – pomyślał generał sowieckiej inkwizycji. – „Przecież większość z nich to tylko krzyżówki degeneratów z tych wszystkich krajów, w których Żydzi przebywali, w ciągu czterech tysięcy lat… Pozbawieni korzeni kosmopolici… Marsjanie… Gdzie będzie milion Żydów, będzie obok milion tych marsjan. A z tych marsjan mamy takich memzerów jak Kiereński, Lenin i Stalin. Z drugiej strony są tacy memzerowie jak Hitler, Himmler, Heydrich i Adolf Eichmann. Jak ci marsjanie, którzy próbują przejąć władzę nad światem. Żydzi biorą na swoje barki grzechy całego świata, a potem narzekają na antysemityzm.

A co z osławioną inteligencją żydowską? Przecież to tylko skradzione geny. Geny skradzione poprzez mieszane małżeństwa ze zdegenerowaną inteligencją ze środowiska. W końcu Żydzi to tak naprawdę plemię arabskie. Dlaczego więc inteligencja żydowska w Rosji fizycznie bardziej przypomina Rosjan niż Arabów, we Francji – Francuzów, a w Ameryce – Amerykanów? Kogo bardziej przypomina Albert Einstein – Araba czy Niemca? Dlaczego?”

Widzicie, jakie dziwne i tajne rzeczy trzeba wiedzieć, aby zostać geheimratem, tajnym radcą państwowym nowej Rosji. Ta młoda Rosja, o której wielki wieszcz Dostojewski powiedział, że po krwawej kipieli rewolucji ona sama się uratuje i uratuje cały świat, a jeszcze nawet powie staremu światu swoje nowe słowo.

Tymczasem geheimrat Borys Rudniew przeglądał leżącą przed nim teczkę ze sprawą Miszy Gejma-Daniłowa, który niegdyś był osobistym towarzyszem picia alkoholu Waśki Stalina, a następnie służył w Domu Cudów jako eksponat historyczny. Pół-Żyd, sympatycznie wyglądający mężczyzna, jąkający się, którego usta cały czas drgają konwulsyjnie, jakby coś ssał i próbował przełknąć, ale nie mógł. W końcu każdy grzesznik zostaje ukarany tak, jak grzeszy.

„Wiemy, że tam sobie nawzajem obciągacie” – pomyślał geheimrat. – „Och, kłopot jest z tymi dziećmi wielkich ludzi. Jednak nie tylko Stalin, ale także Iwan Groźny był taki: „I właśnie tam, dumny ze swojej urody, z dziewczęcym uśmiechem, z wężową duszą, ulubiony powiernik Iwana, odrzucony przez Boga, Basmanow”. I Aleksander Wielki też nie był lepszy, i Cezar, i Hannibal, i Ryszard Lwie Serce, i Fryderyk Wielki, i Napoleon... Oto on, książę tego świata, który jest nazywany – legion…”

Generał Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR zamknął sprawę byłego towarzysza picia Waśki Stalina i umieścił na teczce dużą czerwoną pieczątkę „Agasfer”.

Następnie generał zajął się sprawą drugiego towarzysza picia Waśki Stalina, Żenii Jużnego. Rudowłosy facet, który był kiedyś osobistym kucharzem syna Stalina, a potem pracował w Domu Cudów, gdzie w dzień gotował obiady, a po nocach – samogon. Kiedy ten kucharz był zbyt pijany, wspinał się, aby całować mężczyzn, tak namiętnie i językiem, że został za to kilka razy uderzony w twarz.

Ale już przed kilku laty Żenia Jużny poślubił starszą wdowę z ośmiorgiem dzieci i aby wyżywić tę gromadkę, pracuje jako robotnik fizyczny i jest bardzo dumny ze swojej dużej rodziny. Dzieci go bardzo kochają, wdowa też, a Żeńka czasami warzy własny bimber – i też jest całkiem szczęśliwy. Ten prosty chłop miał więcej zdrowego rozsądku niż wielu inteligentów.

Aby odpokutować za swoje grzechy, nie musisz bić czołem w cerkwi lub w monastyrze. Są inne drogi do Pana Boga. Dla biednej wdowy i ośmiu sierot, Żenia Jużny okazał się lepszym ojcem niż ich własny ojciec. To zabawne, że Żeńka jest rudy, a u Stalina mateczka jest ruda i córeczka też jest ruda. Lecz ludzi ocenia się nie po tym, jacy się urodzili, lecz po ich czynach.

Generał sowieckiej inkwizycji zamknął sprawę drugiego towarzysza picia Waśki Stalina i położył niebieską pieczątkę na teczce „Sprawa zamknięta – oddana do archiwum”. Potem wziął pióro i napisał: „Nie zawracać mu głowy z powodu bimbru. Kto z nas jest bez grzechu?”

W taki sposób były grzesznik, Żenia Jużny, został zaliczony do kategorii sprawiedliwych.

Tryby 13 Wydziału zaczęły się kręcić, i Miszka Gejm-Daniłow znalazł się na przenośniku taśmowym specjalnego projektu „Agasfer”. Udał się do ojczyzny swoich przodków, do Izraela, ale tylko Agasfer wie, dlaczego utknął w Wiedniu. Tam wkrótce poślubił Chinkę, czyli Żydówkę z Chin, która z jakiegoś powodu wyglądała trochę jak Chinka. Wkrótce pojawiła się u nich śliczna, zezowata córeczka. Potem bogaci amerykańscy wujkowie, którzy byli bezdzietni, wybaczyli Miszy, że nie jest Żydem, a tylko pół-Żydem i pomogli mu otworzyć mały sklep produkcyjny w Wiedniu. Memzer Misza siedzi przy kasie i wzdycha:

„Nie m-m-myślcie, że jestem k-k-kapitalistą. Kiedyś p-p-piłem w-w-wódkę z samym Waśką s-s-Stalinem…”

A drugi towarzysz picia Waśki Stalina buduje socjalizm w ZSRR, wychowuje tam zdrowe dzieci, pije swój samogon i przechwala się, że ma patent na ten samogon, potwierdzony jakimś specjalnym certyfikatem bezpieczeństwa. Tak, takim certyfikatem, że miejscowy milicjant wręcz mu salutuje.

* * *

Prasa zachodnia pisała, że ZSRR wynalazł jakąś tajną broń kwantową opartą na zupełnie nowych zasadach. Eksperci zapewniali, że ta broń kwantowa jest tak straszna, że aż strach o niej mówić. Coś jak promienie śmierci.

Szczerze mówiąc, choć była to tajna broń, nie było w niej nic szczególnie nowego. Zachód od dawna używa tej broni przeciwko Rosji. Dlatego zachodni eksperci milczeli. Nowością było tylko to, że teraz marszałek bezpieczeństwa państwowego ZSRR, Maksym Rudniew, zwrócił tę broń przeciwko Zachodowi.

Broń kwantowa nie była promieniami śmierci. W niej, zamiast pocisków, używano żywych zwłok. Po prostu transferowali trupi jad degeneracji ze Wschodu na Zachód.

W kolejnych rzutach takiej broni kwantowej, następną osobą było zdetonowanie na Zachodzie upadłego trockistowskiego anioła, Adama Abramowicza Bałamuta i jego żony Ewy, jałowego drzewa figowego. Tych samych bałamutów, którzy bałamucili ludzi poprzez radio „Liberty”.

Przez wiele lat Adam i Ewa ćwierkali w radiu o tym, jakie rajskie życie mają w ZSRR. A teraz nawet im nie podziękowano – i wysłano ich na przenośnik taśmowy specjalnego projektu „Agasfer”. Co prawda, Adamowi za darmo wycięto socjalistyczne hemoroidy, których nabawił się w radiu „Liberty”.

Adam i Ewa otrzymali swoje stare amerykańskie paszporty, które trzymano w 13 Wydziale KGB, otrzymali nową izraelską wizę i wysłano ich do Izraela.

Lecz z jakiegoś powodu Adam i Ewa znaleźli się nie w Izraelu, tylko w Ameryce. Najwyraźniej nie bez powodu ten specjalny projekt nazwano „Ahasfer”, czyli „Wieczny Żyd”. I najwyraźniej nie bez powodu mówi się, że syjonista to Żyd, który wyłudza pieniądze od drugiego Żyda, aby trzeciego Żyda wypędzić do Izraela.

Tak czy inaczej, Adam i Ewa Bałamut ponownie stali się Jewrykanami. Kiedyś byli czerwonymi. A teraz byli starzy i siwi. Ale nie uczyniło ich to mądrzejszymi. I wkrótce były trockista, Adam Abramowicz, pracował już w antyradzieckiej rozgłośni radiowej „Wyzwolenie”, gdzie wzruszająco zjednoczyły się ofiary marksizmu i makartyzmu, a ojcem chrzestnym był „Project Harvard”, oparty na kompleksie ukrytej półpederastii pół-Żyda Lenina.

A ludzie na to wszystko patrzyli i kręcili głowami:

„Och, znowu ten Bałamut bałamuci ludzi. Nie może żyć bez permanentnej rewolucji. Przecież to nie jest trockista, tylko anarchista”.

„Nie anarchist, tylko antychryst” – mówili inni.

W miarę jak radiomesjasz Adam starzał się, narastała także jego mania prześladowań. I wkrótce zaczął nawet podejrzewać Ewę, że chce go otruć. Ale to jest całkiem naturalne, bo mesjanizm, czyli mania wielkości, jest rodzoną siostrą manii prześladowczej.

Podążając śladem upadłego anioła Adama, na przenośnik taśmowy Ahasfera przybył także jego archanioł, doradca polityczny, Dawid Czumkin. Ponieważ Izrael wymaga wykwalifikowanej siły roboczej, bolszewik Czumkin otrzymał swój stary certyfikat z koncłagru syberyjskiego, stwierdzający, że tam awansował do rangi murarza piątej klasy. A jego ojciec, mieńszewik Czumkin, otrzymał świadectwo murarza czwartej klasy.

W Moskwie obaj byli zagorzałymi syjonistami. Ale takich syjonistów nie można kijem wpędzić na Syjon, czyli do Izraela. Dlatego, zamiast budować Izrael, murarze ci znaleźli się w Nowym Jorku, gdzie jako radzieccy dysydenci zostali natychmiast przydzieleni do radia „Wyzwolenie”. Praca jest znana – tylko to, aby podburzać wszelkiego rodzaju psycholi, którym zawsze brakuje wolności.

Wkrótce u Dawida Bolszewika rozwinęły się burżuazyjne nawyki. Postanowił uprawiać sport i jeździć konno po Central Parku. Ale przeszkodziła temu jedna mała okoliczność. Dawid, podobnie jak Adam, miał hemoroidy. Niektórzy twierdzili, że to skutek siedzącej pracy. A inni mówili, że to przez grzechy młodości.

Czego się wstydzić w naszych grzesznych czasach. Przecież nawet sam biblijny król Dawid w młodości praktykował pederastię. Zajrzyjcie do Biblii, 2 Księga Samuela 1:26.

Tak czy inaczej, Dawid Czumkin postanowił wyciąć hemoroidy i położył się na operację. Dali mu pierwszy zastrzyk narkozy – nie zadziałał. Zrobili drugi – zasnął i już się nie obudził. Lekarze zdiagnozowali u niego jakąś rzadką formę alergii, jakąś zgniłą krew. Krótko mówiąc, Dawid-bolszewik umarł.

A jego ojciec, Mojżesz-mieńszewik, stary bundysta i bombiarz { старый бундист и бомбист }, którego na starość zbombardował paraliż, jeździł w fotelu na kółkach po Broadwayu i krzyczał, że jego syna otruto celowo, że to spisek lekarzy trucicieli, i że on tej sprawy tak nie zostawi i będzie sądzić się z Wujem Samem. Czy możecie sobie wyobrazić, jaki byłby krzyk i pisk na całym świecie, gdyby coś takiego wydarzyło się w Moskwie? Podobnie jak w przypadku dysydenta Galanskowa. Dlatego wywieziono tych psycholi.

Kiedy upadły anioł, Adam Bałamut, dowiedział się, że jego ukochany archanioł Dawid został otruty przez lekarzy, zasmucił się niczym biblijny król Dawid na wieść o śmierci ukochanego Jonatana, którego miłość, jak mówi Biblia, była wiele słodsza niż miłość kobiety. I od tego wszystkiego biedny Adam tak się rozstroił, że się sam otruł.

Adam zrobił to samo, co słynny milioner Sawwa Morozow, który finansował Lenina. Klasyczny przykład kompleksu samozniszczenia. Wtedy, w obawie, że oszaleje wcześniej, zanim Lenin zastrzeli wszystkich milionerów, Sawwa Morozow zastrzelił się – 13-tego.

I najmilszy Adam również popełnił samobójstwo 13-tego. Wszelkiego rodzaju degene... przepraszam, legioniści, lubią to robić... Jako tajny znak dla swoich współbraci.

Ogłoszenia żałobne pojawiły się w Nowym Słowie, gdzie radio „Liberation” ze smutkiem doniosło, że wieczny dysydent Adam Bałamut, wybitny przedstawiciel III jewmigracji z ZSRR, wypalił się w pracy z przepracowania w walce o wolność i prawa człowieka.

A za to wszystko odpowiadali Mędrcy Syjonu z Projektu Harvard, którzy amerykańskiego psychowojownika oparli na kompleksie ukrytej pół-pederastii pół-Żyda Lenina. Lecz sowieccy mędrcy z trustu mózgowców profesora Rudniewa i 13 Wydziału KGB doskonale o tym wiedzieli.

Przecież nie bez powodu freudyści mówią, że homoseksualizm, często kojarzony z sadyzmem i masochizmem, z którego wynikają kompleksy zniszczenia i samozniszczenia, jest źródłem wszelkiej agresji i wojowniczości, począwszy od najprostszej walki między mężem a żoną, a kończąc na wojnach światowych i rewolucjach.

Są to permanentni rewolucjoniści, którymi byli anielski, dobroduszny masochista Adam i jego sadystyczny archanioł Dawid. Jak powiedział poszukiwacz diabłów Bierdiajew: dobro jest złem, a zło dobrem. Widzicie, jakie to wszystko proste?

* * *

Nierządnica Magdalena, sekretarka Adama Bałamuta, miała twarz anioła i sylwetkę szlachetnej kołchoźnicy. Poza tym miała żelazną wolę. Dlatego postanowiła zmienić swoją sylwetkę i zaczęła pić ocet, aby schudnąć. I piła go wiadrami.

Dzięki temu naprawdę się zmieniła. Stała się chuda jak deska. Ręce i nogi jak patyki. A jej twarz jest tak blada i przezroczysta, jakby opalała się pod księżycem. Rezultatem było coś w rodzaju astralnego piękna – jak Aelita.

Lecz biedna Magdalena zapłaciła za tę modernizację zepsutym żołądkiem. Zawsze była głodna i ciągle szukała czegoś do jedzenia. Ale gdy tylko zjadła, natychmiast wywracała się na lewą stronę i ponownie zaciskała zęby z głodu.

Właśnie w tym momencie do Magdaleny dotarli specjaliści z 13 Wydziału, zajmujący się profilaktyką sanitarno-polityczną, i zaczęli się zastanawiać. W końcu teraz jest idealną pięknością amerykańskiego typu. Ponad sześć stóp wzrostu i chuda jak modelka z Piątej Alei. A także lesbijanka i nimfomanka. Takich Aelit nie rzuca się na wiatr.

Dlatego postanowili wyswatać Magdalenę i zaczęli szukać dla niej odpowiedniego pana młodego. Przede wszystkim znalazła się na liście „potencjalnych dziewcząt” KGB. Te „potencjalne dziewczyny” trafiały w ręce najróżniejszych zagranicznych plotkarzy, wywąchiwaczy i informatorów. A zwłaszcza tych operatorów, którzy działali w Moskwie, w ramach operacji „Czarny Krzyż”.

Byli to z reguły homo americanus-jewricanus, czyli wszelkiego rodzaju łajzy z amerykańskiego wywiadu, którzy przebierali się za dziennikarzy i wywąchiwali w Moskwie wszelkiego rodzaju homo sovieticus, łajzy podobne do siebie. Szczególnie interesowali ich autosugestywni.

Ale to nie jest tytoń z własnej uprawy {не табак-самосад}. To ludzie, którzy sami siebie wpakowali do więzień. Gdzie siedzą? Cóż, tam, gdzie są więzieni – w więzieniach i koncłagrach. Z psychologicznego punktu widzenia są to masochiści z freudowskimi kompleksami winy i autodestrukcji, swego rodzaju zbieracze nieszczęść. Powodem tego jest zwykle homoseksualizm typu biernego, czyli kobiecego. Są to tacy homo sovieticus, jak potomek Czyngis-chana i jego problematyczny syn – baron cygański, Liusia Szelaputin.

Niestety, masochizm często jest składnikiem świętości i wtedy trudno rozróżnić, gdzie jest grzeszny święty, a gdzie święty grzesznik, gdzie dobro jest złem, a gdzie zło jest dobrem. Dlatego filozofowie mówią, że diabeł uwielbia ukrywać się za najlepszymi przejawami ludzkiego ducha, doprowadzając je do absurdu, do skrajności. Dlatego w Piśmie Świętym napisano, że diabeł uwielbia udawać anioła światłości.

Weźmy, na przykład, przypadek dysydenckiego poety, Jesienina-Wołpina. Z punktu widzenia operatorów „Czarnego Krzyża”. Archiwa podają, że jego ojciec, słynny poeta, Siergiej Jesienin, który, oprócz pijaństwa, nawoływał do „modlenia się do Boga przeklinaniem”, miał małą pederastię z chłopskim poetą, Kliujewem. Potem Jesienin popełnił samobójstwo, a Kliujew został zmieciony podczas Wielkiej Czystki. Ale pomiędzy pijaństwem a pederastią, Jesienin zrobił jakiejś Żydówce małego bajstruczka. W rezultacie narodził się pół-Żyd Jesienin-Wołpin, który poszedł w ślady ojca i napisał następujący wiersz: „I zapiję się na śmierć i zastrzelę”.

Operatorzy „Czarnego Krzyża” z zadowoleniem zacierają ręce i klasyfikują takiego psychola z kompleksem samozniszczenia do kategorii autosugestywnych. Potem zaczynają go przetwarzać, aż jeszcze bardziej zapsychuje, nazywając to walką o wolność i prawa człowieka w ZSRR. A kiedy ten na wpół szumowina i szmaciarz zostaje umieszczony w domu wariatów, amerykańskie szmoki wywołują w prasie krzyk na cały świat. Dlatego wojnę psychologiczną nazywa się wojną psycholi.

Dla operatorów „Czarnego Krzyża”, słynny pisarz i dysydent, laureat nagrody Nobla, Sołżenicyn, był takim samym autosabotażystą. Przecież jego ojciec był nawróconym Żydem i popełnił samobójstwo, gdy Sołżenicyn był jeszcze w łonie swojej sziksy matki. I to jest bardzo charakterystyczny objaw. Przecież ojciec najlepszego amerykańskiego pisarza i noblisty, Hemingwaya, również popełnił samobójstwo. Sam Hemingway spędził trochę czasu w domu wariatów, czyli w szpitalu psychiatrycznym, a potem także popełnił samobójstwo. Nawet jego siostra, Ursula, również popełniła samobójstwo. Faktem jest, że te rzeczy są dziedziczone jako kapitał genetyczny, jak los, jak karma.

Memzer Sołżenicyn został zesłany do koncłagru za to, że w 1945 r. wysłał pocztą wojskową list krytykujący Stalina. A wtedy na każdej kopercie widniał znak „Sprawdzone przez cenzurę wojskową”. Aby wysłać taki list w takich warunkach, trzeba być osobą o cechach samobójczych – podsumowują operatorzy „Czarnego Krzyża” i wpisują Sołżenicyna na listę samobójców, autosabotażystów.

Pierwsza żona Sołżenicyna jest pół-Żydówką, druga zaś jest Żydówką czystej krwi. A to oznacza, że w duszy jest jednym z „naszych”, wykorzenionym kosmopolitą, marsjaninem. Szukaj więc złudzeń wielkości i ich siostrzanych złudzeń prześladowczych i graj na nich jak na pianinie. Zrobili więc z Sołżenicyna agenta amerykańskiej wojny psychologicznej i krzyczeli w prasie międzynarodowej, że jest słońcem życia, solą ziemi, sumieniem narodu rosyjskiego, a nawet duszą ludzkości.

A operatorzy „Czarnego Krzyża” nazywali go Sol Żenicker. Sol jest powszechnym skrótem imienia Salomon. A Żenicker jest to żenidło, kut-s, ch-j. Chodzi o to, żeby nie zapomniał, że jest tylko mieszańcem, memzerem. Ponadto, ponieważ nie pochodzi od żydowskiej matki, ale od gojki, sziksy, nie ma żadnej gwarancji, kim on jest.

Aby lepiej monitorować tych operatorów, 13 Wydział otoczył ich wyspecjalizowanymi dziewczynami – do specjalnych zadań. Z reguły ci operatorzy byli członkami tajnych stowarzyszeń, w których szatan jest w zmowie z antychrystem. A ponieważ towarzysz szatan przyczaja się w głowie i spodniach człowieka, wszyscy ci operatorzy mieli trochę bałaganu w głowach i spodniach. Dlatego dziewczyny dla nich nie były prostymi, tylko wyjątkowymi, mistrzyniami na każdą okazję. Ogólnie rzecz biorąc, takie wiedźmy, lesbijki i nimfomanki jak nierządnica Magdalena.

Czasami tym dziewczętom pozwalano nawet poślubiać swoich podopiecznych i wyjechać za granicę. Potem trafiają do kategorii „rosyjskich żon”, o których 13 Wydział zawsze mówił z dwuznacznym uśmiechem.

To właśnie za pomocą tego przenośnika taśmowego została przeniesiona nierządnica Magdalena. Została przydzielona do obróbki Sola Fishera, kamerzysty „Czarnego Krzyża”, który obrabiał Sola Żenickera. Był to Jewrykaniec i agent Si-Aj-Ej, zamaskowany jako korespondent.

Mister Fisher – stary kawaler, mały, suchy i szary jak mysz – spotykał się ze swoimi dysydenckimi odpowiednikami głównie na lodowisku, jakby przez przypadek. Ale nie umiał jeździć na łyżwach i ciągle upadał. A Magdalena jechała za nim, chwytała go za kołnierz, potrząsała nim jak kot myszką i stawiała na nogi. To aktywne podejście naprawdę zadowoliło Fishera, który w głębi serca był pasywnym homo. Wkrótce tak zakochał się w męskiej Magdalenie, że się pobrali. Tak więc łowca sowieckich samosmutników sam stał się samosmutnikiem i wplątał się w łańcuch 13 Wydziału KGB.

Wkrótce obłudnego Fishera uznano za persona non grata, czyli element niepożądany, i wysłano za granicę. A wraz z nim jego żonę, sziksę Magdalenę. Tak więc, nie wiedząc o tym, Magdalena znalazła się na taśmociągu specjalnego projektu „Agasfer” w kategorii „Rosyjskie żony”.

Jeśli przyjrzycie się tym żonom nieco bliżej, zobaczycie, że wszystkie „żony” są w cudzysłowie: małżeństwa są fikcyjne, a żony z defektami. Ale mężowie też nie są lepsi. No wiecie, według formuły mąż-kobieta i żona-mężczyzna. Wszyscy kryminolodzy wiedzą, że wśród psów tropiących, samice mają znacznie lepszy węch niż samce. Na tej podstawie wywiad amerykański z reguły wybierał swoich moskiewskich agentów – wąchaczy, słuchaczy i informatorów – spośród suk, czyli homo żeńskiego lub pasywnego typu. A Wydział 13, żeby zbić te suki z tropu, napuszczał na nie swoje kobiety-suki. Takie jak nimfomankę Magdalenę.

Jeśli kogoś bardziej interesują przygody nierządnicy Magdaleny, można o tym przeczytać w nowojorskim „New Journal”, w którym dożywają swoich dni eserowcy, trockiści, bundowcy i inni bombiarze. Teraz sziksa Magdalena publikuje tam swoje pamiętniki pod pseudonimem „Firebird” – „Ognisty Ptak”.

Lecz przede wszystkim ten Firebird daje żaru swojemu biednemu mężowi, zdradzając go na prawo i lewo, z przodu i z tyłu, z mężczyznami i kobietami, ze wszystkimi, którzy nie są zbyt leniwi. Mówią jednak, że jej mąż jest świętym człowiekiem i nie zwraca na to najmniejszej uwagi. Dowiedz się więc, gdzie jest grzeszny święty i gdzie jest święty grzesznik, gdzie dobrym złem jest Si-Aj-Ej, a gdzie złym dobrem jest KGB.

Tu nie tylko czort, tu nawet sam Bierdiajew będzie zdezorientowany. Ten sam poszukiwacz diabłów, Bierdiajew, wynalazca dobrego zła i złego dobra, który potrafił wykaraskać się z każdego położenia, a nawet twierdził, że stalinowskie koncłagry to, jak mówią, nowy rodzaj wolności.

Czasami nierządnica Magdalena czyta swoje memuary na emigracyjnych spotkaniach literackich. Poznasz tego Ognistego Ptaka po tym, jak jej usta cały czas drgają konwulsyjnie. To jedna z konsekwencji oralnego erotyzmu Freuda. W końcu grzesznicy są karani w taki sposób, w jaki grzeszą. Dlatego mówi się, że Bóg naznacza szelmy.

A jeśli ktoś uważa, że Boga nie ma, to idźcie i spójrzcie na grzesznicę Magdalenę. Spójrzcie, jak diabły ją przekręcają. Nawiasem mówiąc, diabły dokładnie w ten sam sposób przekręciły poszukiwacza diabłów, Bierdiajewa-Berdyczewskiego (mówią, że nazwisko Bierdiajewa pochodzi od miasta Berdyczów). Do tego stopnia, że język mu z ust wypadał. Chodzi o to, żeby nie mówił o tym, że koncłagry Stalina to nowy rodzaj wolności.

* * *

Prasa jewrykańska i jewropejska triumfalnie roztrąbiła, że pod naciskiem światowej opinii publicznej, jak lubiła siebie nazywać ta sama prasa, Związek Radziecki wypuszcza obecnie do Izraela sowieckich Żydów w tempie 30 tysięcy osób rocznie. Ogółem, w ostatnich latach z ZSRR na podstawie wizy izraelskiej wyemigrowało ponad 100 tys. Żydów. Oczekuje się, że do Izraela wyjedzie nawet 300 tys. Żydów radzieckich.

Ogólnie rzecz biorąc, żydowski Dawid rzucił sowieckiego Goliata na kolana.

Tymczasem w truście mózgowców profesora Maksyma Rudniewa i w 13 Wydziale KGB ściśle monitorowano zachodnią prasę, aby sprawdzać reakcję na specjalny projekt „Agasfer”, ponieważ była to dość delikatna sprawa.

Szczerze mówiąc, pomysłodawcą tego specjalnego projektu był żydowski profesor, Caesare Lombroso, słynny psychiatra i ojciec kryminologii naukowej, który całe swoje życie poświęcił badaniu związku między inteligencją a szaleństwem. W swojej uznanej książce „Geniusz i szaleństwo”, profesor Lombroso napisał: „To wśród Żydów spotyka się bardziej wykształconych i utalentowanych ludzi, ale jest też 4-6 razy więcej szaleńców wśród Żydów niż wśród ludzi wokół nich. W Niemczech było szalonych Żydów około 8 razy więcej, niż wśród Niemców”.

W truście mózgowców profesora Rudniewa wzięli ołówki i zaczęli liczyć. Jeśli weźmiemy średnią arytmetyczną z profesora Lombroso, będzie ona 6 razy większa. Jeśli według amerykańskich statystyk 18,5% populacji Stanów Zjednoczonych jest chorych psychicznie, to ilu to będzie Żydów?..

18,5% x 6 = 111%.

Hmm-hmm, ponad 100%. Jeśli więc wierzyć żydowskiemu profesorowi Lombroso, to wszyscy Żydzi są mniej lub bardziej nienormalni. Tutaj możesz odkryć, kto jest mądry, kto jest półmądry, a kto szalony! To tyle, jeśli chodzi o naród Boży! Czy naród czarta? Czy czartowsko – Boży naród?

Wszyscy wiedzą, że Albert Einstein jest genialnym człowiekiem. Ale niewiele osób wie, że jego syn, memzer Eduard, był w domu wariatów. I nawet sam genialny Einstein nie rozwiąże tego równania między inteligencją a szaleństwem.

Jednak choroby psychiczne to tylko połowa problemu, to druga połowa. A pierwsza połowa to perwersja seksualna. Lecz lepiej nie próbować przypisywać tego do Żydów. W takim razie otrzymasz 37% doktora Kinseya x 6 = 222%! Wei-wei-wei – 222% zboczeńców seksualnych! Rekord świata!

Specjaliści sowieckiej inkwizycji przeanalizowali tę sprawę w następujący sposób. Z 37% doktora Kinseya tylko 4% to kompletni, otwarci i uczciwi homoseksualiści, a pozostałe 33% są zarówno naszymi, jak i waszymi, i tu i tam, jakby dwubiegunowi.

Jeśli zastosujemy te demokratyczne proporcje do Żydów, okaże się, że Żydzi mają 4% x 6 = 24% kompletnych, otwartych i uczciwych homos. A pozostałe 33% x 6 = 198% będzie zarówno nasze, jak i wasze, tam i z powrotem, jak gdyby dwubiegunowe.

Ale nie może to być więcej niż 100%. Jak to? Mózgowcy z trustu mózgowców profesora Rudniewa myśleli o tym problemie bardzo prosto – zgodnie z marksistowskim prawem przejścia od ilości w jakość. Tak więc, gdy gaz jest sprężany, otrzymuje się ciecz. A jeśli skompresujesz to z 222% do 100%, wówczas te wartości procentowe będą podwójnie silne, a demony kryjące się za tymi wartościami procentowymi będą dwa razy gorsze. Jak te demony, dżinny, które wpakowano do butelki.

Tak więc słynny Mędrzec Syjonu, profesor Lombroso, twierdzi, że wśród Żydów jest wielu ludzi wykształconych i utalentowanych – a jak wynika z dalszej analizy, 111% osób cierpi na choroby psychiczne, czyli są psychopatami. Poza tym okazuje się, że 24% Żydów to uczciwi homoseksualiści, a cała reszta, teoretycznie zarówno nasza, jak i wasza, jest jakby dwubiegunowa. Sami Żydzi rozwiązali ten problem bardzo prosto – po prostu ogłosili się „narodem wybranym”!

Oczywiście nie ma w tym nic szczególnego. Podobny obraz miał miejsce swego czasu w Sodomie i Gomorze. Coś podobnego wydarzyło się także w starożytnej Judei, w starożytnej Grecji i Rzymie podczas ich rozpadu. Dlatego się rozpadły. A Żydzi rozprzestrzenili się po całym świecie i niszczą inne państwa. A dokładniej, podczas gdy mądrzy Żydzi coś budują, półrozumni i szaleni wszystko niszczą. Dlatego też Żydzi są okresowo wypędzani zewsząd.

Właśnie na tej podstępnej zasadzie dotyczącej wzajemnych relacji między rozumem a szaleństwem opierał się specjalny projekt „Agasfer”. W istocie było to zamaskowane wygnanie Żydów z ZSRR. Ale wypędzenie nie całkowite, tylko częściowe i selektywne: dobrych, mądrych Żydów zatrzymamy dla siebie, a złych Żydów, na wpół obłąkanych i szalonych, wyślemy, aby walczyli dla wielkiego Izraela od Nilu po Eufrat lub zbierali pomarańcze w kibucach.

W ten sposób odciążymy nasze kliniki psychiatryczne, szpitale psychiatryczne i durdomy. A ilu z nich rzeczywiście trafi do „Ziemi Obiecanej”, a ilu ponownie rozprzestrzeni się po całym świecie, to już inna kwestia. Tak czy inaczej, będzie to wszędzie zaczyn Heroda, drożdże anarchii, nihilizmu i rewolucji.

Specjaliści 13 Wydziału KGB, zaangażowani w specjalny projekt „Agasfer”, segregowali w specjalnej teczce wycinki z prasy zachodniej i uśmiechali się. Oto amerykański magazyn „Time” (19.07.1972, s. 28) z zachwycającymi doniesieniami o najwybitniejszym sowieckim poecie, Josifie Brodskim, który udawał neochrześcijanina, w swoich wierszach łączył Chrystusa z przekleństwami i którego najpierw poddano praniu mózgu w domu dla psychów, a potem wysłano z izraelską wizą. Ale zamiast do Izraela, z jakiegoś powodu trafił do Ameryki.

„Time” pisze: „Wypędzenie Brodskiego jest tajemnicą. Władze radzieckie czasami „oferują” Żydom i nie-Żydom, których uważają za źródło kłopotów, opuszczenie Rosji. Ale Brodski, który jest Żydem... został po prostu wezwany przez sowiecką tajną policję i powiedziano mu, że musi opuścić Rosję, bo inaczej „sytuacja się pogorszy”.

„Po prostu wyrzucili mnie ze swojego kraju” – powiedział Brodski korespondentowi „Time”.

Na wycinku widniała notatka: „Brodski jest równie ryży, jak Sol Żenitsker. A Piotr Wielki swego czasu wydał reskrypt, że osobom zezowatym i ryżym zabrania się być świadkiem w sądzie – bo Bóg naznacza szelmę”.

Idąc za Brodskim, „Time” wychwalał dzielnego dysydenta, demokratę Jesienina-Wołpina, który także siedział w psychuszce. Naśladując swojego słynnego ojca-samobójcę, ten pół-Żyd, pół-poeta krzyczał w swoich wierszach: „I zapiję się na śmierć i zastrzelę!”. Tak więc w 13 Wydziale postanowiono, że jeśli ten memzer naprawdę chce się zastrzelić, to niech się zastrzeli za granicą. Żeby później nie podnosili wrzawy, że to wina władzy sowieckiej.

Chociaż tę biedną samosiejkę wydalono na podstawie izraelskiej wizy, Jehowa na próżno czekał na niego w Izraelu. Z jakiegoś powodu znalazł się nie w Izraelu, ale w Ameryce.

No cóż, skoro Bóg kocha Trójcę, to dla dopełnienia obrazu, podamy kolejnego pensjonariusza domu wariatów, którego księżna Prasa, przyjaciółka księcia tego świata, podała za świętego.

Takim ulubieńcem zachodniej prasy był religijny artysta modernistyczny, Jurij Titow. Upodobniając się do Jezusa Chrystusa, ten były pensjonariusz durdomów zapuścił długie włosy i brodę jak hippis, a następnie malował samego siebie ukrzyżowanego, albo na tle płonącego Kremla, albo na tle płonących drapaczy chmur Nowego Yorku. To tak, jakby dosłownie diabły go smażyły. Albo jeszcze prościej – wstawiał swoją fizjonomię w ramkę i pozował fotografom.

Swojego czasu, zwiedzając wystawę tych modernistów w Maneżu, car Nikita splunął i krzyknął, że to nie malarstwo, ale g..no sobacze i że to nie artyści, tylko pederaści – i niech się wynoszą do wszystkich czortów za granicę.

Tak czy inaczej, pseudochrześcijanin Titow najpierw posiedział w wariatkowie, a potem został wydalony za granicę. Choć wyjechał na tej samej feralnej izraelskiej wizie, z jakiegoś powodu utknął w Paryżu. A potem doszło do małej konfuzji.

Dorosła córka Titowa, zamiast cieszyć się zachodnią wolnością i demokracją, a nawet pięknym Paryżem, nagle podjęła próbę samobójczą – w rezultacie została wrzucona do domu wariatów. I durdom już nie sowiecki, ale francuski, demokratyczny. Jednak z jakiegoś powodu wszechwiedząca prasa zachowała w tym temacie skromne milczenie. Ale czy możecie sobie wyobrazić, jaki wrzask i krzyk wywołałby cały świat, gdyby coś takiego wydarzyło się w Moskwie? (W czasie pisania tej książki nie tylko jego córka, ale także sam Titow ponownie znalazł się w domu wariatów w Paryżu, a jego żona E. Strojewa powiesiła się w przepięknym Paryżu).

Niektórzy surowi krytycy literaccy, jak Koriakowicz i Zawaluchin, mogą powiedzieć, że w powieściach nie należy uwzględniać żywych ludzi.

Tak, ale jak widać, teraz przechodzimy od socjalistycznego realizmu do socjalistycznego modernizmu, od socrealizmu do socmodernizmu. Moderniści w malarstwie uwielbiają umieszczać na swoich obrazach wszelkiego rodzaju paskudne rzeczy: potłuczone butelki, skrawki gazet, stare szmaty i inne śmieci. A my, socmoderniści, robimy teraz to samo w literaturze. W końcu my, normalni ludzie, też czasami chcemy się powygłupiać.

Swoją drogą, czy wiecie, skąd wzięło się wyrażenie „udawać głupca”? W dawnych, dobrych czasach, głupców naprawdę tarzano – w smole i piórach – a potem paradowano z nimi po ulicach. A w naszych grzesznych czasach, z idiotów i pacjentów durdomów robi się geniuszy. A wszyscy inni ludzie mają pozostać głupcami.

Dlatego biednemu, zdezorientowanemu czytelnikowi należy podać konkretne przykłady. W marksistowski sposób. Dialektycznie i materialistycznie. W przeciwnym razie czytelnik nigdy nie uwierzy w całe to diabelstwo dotyczące szatana i antychrysta, a nawet Golema i Ahasfera.

A przecież to wszystko jest. Tylko nie każdy to widzi.


Następny rozdział
Powrót do spisu treści