Z Jego ust wychodzi ostry miecz... Wziął smoka, starożytnego węża, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat.
Objawienie św. Jana Ewangelisty, 19:15; 20:2
Im bardziej szalała Wielka Czystka, tym częściej Borys przeszukiwał pokój naczelnika 13 Wydziału NKWD, próbując rozwikłać sekrety tej tajemniczej czystki. Na biurku Maksyma zawsze znajdowały się wycinki z prasy międzynarodowej, w których dużo pisali o polowaniu na czarownice w ZSRR, byli z tego powodu oburzeni – i nikt nic nie rozumiał.
Podczas jednej z takich rewizji, Borys natrafił na żółtą teczkę z napisem: „Sprawa nr 69/PL. „Władcy ludzkich dusz”.
Przeglądając tą teczkę, Borys przypomniał sobie sprawę «Błękitnej Gwiazdy» i żałosny krzyk duszy Maksyma: „Och, gdybym tylko wiedział o tym wcześniej! Ile smutku i nieszczęścia – i tylko dlatego, że o tym nie wiedziałem”. Dzieje się to po tym, jak Maksym odkrył, że jego zmarła piękna żona, choć wyglądała jak cichy anioł, w rzeczywistości była jakimś półkrwi mieszańcem, albo pół aniołem, pół marsjaninem, albo skrzyżowaniem szatana i antychrysta.
Wtedy Maksym zainteresował się, dlaczego tak mało pisano o tym w prasie? Dlaczego pisarze i poeci milczą? Dlaczego nie wypełniają swojego obywatelskiego obowiązku – ostrzegania współobywateli przed niebezpieczeństwem ze strony szatana i antychrysta? A jeśli piszą, to dlaczego zawsze coś opuszczają? I wtedy Maksym wydał swojemu instytutowi badawczemu NKWD rozkaz przeprowadzenia specjalnego śledztwa w tej sprawie.
Pisarzy i poetów od dawna nazywa się władcami ludzkich dusz. W czasach sowieckich nazywano ich inżynierami ludzkich dusz. A w żółtej teczce były wyniki śledztwa w sprawie tych władców ludzkich dusz.
Zespół mózgowców profesora Rudniewa rozpoczął swoje dochodzenie od poetów. Aby położyć solidne podstawy historyczne, wymagane w poważnych pracach badawczych, wszystko zaczęło się od odniesień do starożytnych autorytetów. Autorytety te mówiły, co następuje.
Starożytny grecki filozof Arystoteles, największy umysł starożytnego świata, omawiając związek inteligencji z szaleństwem, napisał, że geniusz i szaleństwo są najczęściej i najwyraźniej spotykane wśród poetów.
Filozof Demokryt, jeden z twórców materializmu, powiedział wprost, że nie uważa osoby przy zdrowych zmysłach, za prawdziwego poetę.
A słynny filozof Platon, jeden z twórców obiektywnego idealizmu, w swojej książce „Państwo”, postawił następujący obowiązkowy warunek budowy społeczeństwa komunistycznego: wypędzenie wszystkich poetów z granic tego państwa.
„Biedni poeci!” – pomyślał Borys.
Aby zachować obiektywizm, specjaliści 13 Wydziału zauważyli, że najlepszy rosyjski poeta, Puszkin, stanowił wyjątek od tej reguły, był czystym geniuszem, słonecznym geniuszem – czyli zupełnie normalnym człowiekiem. Idąc za radą starożytnych filozofów, 13 Wydział uważał, że w zasadzie poezja jest oznaką nienormalności i że należy uważać na poetów.
„Który z nich ma rację: filozofowie, czy poeci?” – pomyślał Borys. Wszystko wydawało się dziwne, zagmatwane i niezrozumiałe.
I to, co wydarzyło się później, przypominało dowcipny żydowski dowcip. W takich żartach, jeśli trzeba rozwiązać jakiś trudny i delikatny problem, wystarczy znaleźć mądrego Żyda, który zrobi wszystko błyskawicznie i bardzo sprytnie.
To samo zrobił 13 Wydział NKWD. Aby rozwiązać zagmatwaną kwestię władców ludzkich dusz, zespół doradców profesora Rudniewa wziął na pomoc nie tylko jednego inteligentnego Żyda, ale trzech wcześniej żyjących mądrych Żydów. I nawet wyjaśnił, dlaczego. Podobno dlatego, że korzeni tej sprawy należy szukać w Biblii i naukach apostołów. A to już jest swego rodzaju zawód żydowski. A ci trzej mądrzy Żydzi, każdy na swój sposób, zdają się kontynuować linię biblijnych apostołów.
Pierwszym apostołem 13 Wydziału był profesor Lombroso, ojciec kryminologii naukowej, który był znanym psychiatrą i kierował zakładami dla obłąkanych, w których zdobywał swoje obserwacje. Zasłynął głównie dzięki teorii, że geniusz jest ściśle powiązany z degeneracją, czyli najprościej, ze zwyrodnieniem, które, z kolei, jest ściśle powiązane z chorobą psychiczną.
Idąc dalej tą drogą, profesor Lombroso napisał książkę naukową «Przestępstwa polityczne i przestępcy», w której, w oparciu o bogaty materiał faktograficzny argumentował, że większość spiskowców politycznych i rewolucjonistów, jeśli przegrają, kończą na szafocie, na szubienicy lub pod plutonem egzekucyjnym, a jeśli wygrają, stają się przywódcami, dyktatorami, premierami lub prezydentami, czyli książętami tego świata, ale w większości przypadków, wszyscy oni są w zasadzie tymi samymi psychicznie chorymi degeneratami, zwyrodnialcami i maniakami.
Kieruje nimi nie umiłowanie wolności, równości i braterstwa, o których zawsze krzyczą, tylko maniakalna, bolesna żądza władzy, charakterystyczna dla pewnej kategorii degeneratów. Jest to rodzaj specjalnego kompleksu władzy, który ma specjalną formułę. A jeśli znasz tę formułę, to…
Oczywiście wszystko to cieszyło się dużym zainteresowaniem 13 Wydziału NKWD. A w szczególności – tajemnicza formuła władzy. W końcu profesor Lombroso uważany jest za ojca kryminologii naukowej.
Drugim apostołem 13 Wydziału był uczeń profesora Lombroso, doktor Nordau-Südfeld, który zrobił furorę swoją książką „Degeneracja”, w której dokonał sekcji wszystkich władców dusz ludzkich XIX wieku: Nietzschego, Schopenhauera, Tołstoja, Zoli, Flauberta, Baudelaire, Ibsena i tak dalej, i doszedł do smutnego wniosku, że z medycznego punktu widzenia, wszyscy oni są oczywistymi degeneratami i chorymi psychicznie. Doktor Nordau był wyraźnie podekscytowany tym odkryciem. Ale władcy dusz, choć chorzy psychicznie, spokojnie siedzieli na swoich piedestałach. Trzecim apostołem 13 Wydziału był słynny dr Freud, ojciec psychoanalizy, który udowodnił, że choroby psychiczne zwykle kojarzą się z perwersjami seksualnymi i odwrotnie. Dlatego wiedząc jedno, możesz wnioskować drugie.
Innymi słowy, genialny Freud argumentował, że diabeł degeneracji kryje się w dwóch miejscach – w głowie człowieka i w spodniach. Lecz nie można tak łatwo zajrzeć do czyjejś głowy. A zajrzeć mu do spodni jest dużo łatwiej. I wtedy będzie można ocenić, co dzieje się w jego głowie. A tego właśnie potrzebowali specjaliści 13 Wydziału NKWD.
W końcu tak można złapać wszystkich przestępców politycznych. No dalej, wujku, zdejmij spodnie! Proste – aż do geniuszu. Jedynym haczykiem jest to, że prawie wszyscy geniusze wpadną w tę pułapkę.
Aby się nie mylić, Wydział 13 NKWD wziął na świadka czwartego przebiegłego Żyda. To apostoł filozofii egzystencjalizmu, Kierkegaard, garbus i dziwak, który twierdził, że od wynalezienia prasy drukarskiej, diabeł zamieszkał w atramencie drukarskim. A ponieważ w naszych czasach prasa jest swego rodzaju szóstą wielką władzą, która w pewnym stopniu panuje nad światem, to w rezultacie teraz nie da się już głosić chrześcijaństwa. Po prostu cię nie opublikują.
Co dziwne, całkowicie zgadza się z Kierkegaardem słynny francuski pisarz, Andre Gide, który całkiem poważnie stwierdza, że nie ma książki, która zostałaby napisana bez pomocy diabła.
Notatka od specjalistów 13 Wydziału: «Oczywiście on sam jest pederastą. Ale znamy też tę symbolikę».
Mając tak solidne podstawy naukowe, zespół badawczy profesora Rudniewa zaczął testować te teorie na praktycznych przykładach. Przede wszystkim, zdjęli spodnie wielkiemu humaniście Lwowi Tołstojowi, zasłużonemu poszukiwaczowi Boga, który z jakiegoś powodu został skandalicznie ekskomunikowany z Cerkwi, znamienitemu hrabiemu, którego sam Lenin nazywał zwierciadłem rewolucji rosyjskiej.
Aby uniknąć nieporozumień, głos oddano samemu Tołstojowi. W swoim osobistym pamiętniku datowanym na 29 listopada 1851 roku zapisał:
„Nigdy nie kochałem kobiety… ale dość często zakochiwałem się w mężczyznach… Zakochałem się w mężczyźnie, nie wiedząc jeszcze, czym jest pederastia… Na przykład Diakow – chciałem go udusić pocałunkami i płaczem.”
W „Wyznaniu” Tołstoj napisał: „Czułem, że nie jestem do końca zdrowy psychicznie”
.
I w tym czasie drugi wielki rosyjski pisarz, Dostojewski, napisał tak: „O Lwie Tołstoju… słychać, że zupełnie oszalał”
.
Na to Tołstoj odpowiedział Dostojewskiemu, że on sam jest chory i wszyscy jego bohaterowie też są chorzy. Nie oznaczało to pacjentów chorych na żołądek, ale ludzi chorych psychicznie.
„Boże” – pomyślał Borys – „to taka wymiana uprzejmości między geniuszami!”.
Aby rozstrzygnąć ten spór, 13 Wydział zwrócił się do słynnego psychiatry Rossolimo, który leczył Tołstoja i ten postawił następującą diagnozę: „Zdegenerowana podwójna konstytucja: paranoidalna i histeryczna, z przewagą pierwszej”
.
I żeby Tołstoj się nie obraził, profesorowie 13 Wydziału odkopali kilku freudowskich psychoanalityków, którzy przy pomocy najróżniejszych figli-migli wywnioskowali, że w życiu i twórczości Dostojewskiego są też pewne „tendencje homoseksualne”. Tak pojednano Tołstoja i Dostojewskiego: obaj mają rację – obaj są chorzy.
W żółtej teczce wskazano, że Dostojewski w młodości należał do kręgu rewolucjonistów Petraszewskiego, za co został skazany na karę śmierci, którą później zamieniono na katorgę, gdzie leczono go metodą Tołstoja, który głosił „leczenie poprzez pracę”. Po tym Dostojewski naprawdę otrząsnął się ze swoich dawnych rewolucyjnych poglądów i stał się pisarzem reakcyjnym. Później w swoich „Biesach” napisał o swoich byłych petraszewickich przyjaciołach, że było to „nienaturalne i antypaństwowe stowarzyszenie, składające się z trzynastu osób”.
„Dziwne” – pomyślał Borys – „Dostojewski rzuca mroczne aluzje na temat liczby 13. A Tołstoj, jakby celowo, spłodził 13 dzieci. A na nich poluje 13 Wydział NKWD. Co to jest?
W ślad za hrabią Tołstojem, zdjęto spodnie wielkiego proletariackiego pisarza Maksyma Gorkiego. Ten petrel rewolucji napisał kiedyś, że ekscentrycy rozjaśniają życie. A on sam był wielkim ekscentrykiem. W wieku 19 lat próbował się zastrzelić. Potem ożenił się i wkrótce rozwiódł. Jego własne dziecko pozostało z żoną, a Gorki przyjął adoptowane dziecko. I tutaj naprawdę się pomylił.
Zwykle ludzie starają się adoptować młodsze adoptowane dziecko. A Gorki, który miał wtedy 35 lat, usynowił 19-letniego młodzieńca. To naprawdę dziwak! Ale to nie wszystko. Tym adoptowanym dzieckiem był niejaki Zinowij Swierdłow, brat Jakowa Swierdłowa, który później, po rewolucji, był przewodniczącym Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego, czyli głową państwa sowieckiego!
A w 13 Wydziale zaczęli szukać winy u Gorkiego. Dlaczego potrzebowałeś nie tylko chłopca, ale 19-letniego chłopca? Nie byle jakiego chłopca, ale żydowskiego chłopca? A do tego brata zapalonego rewolucjonisty? I tak dalej.
Przeglądając żółtą teczkę, Borys przypomniał sobie sprawę kremlowskich lekarzy – trucicieli. Następnie, podczas pamiętnych procesów moskiewskich, dr Lewin publicznie, w obecności zagranicznej prasy, przyznał, że Gorki i jego syn, nie ten adoptowany, ale jego własny, zostali po cichu otruci na rozkaz szefa NKWD, Herszela Jagody. Tak, ale kto zlecił to Herschelowi? I dlaczego?
To wszystko jest dziwne. Przecież Wielka Czystka rozpoczęła się po zamordowaniu Kirowa w Leningradzie. A potem powiedzieli, że w Leningradzie nagle, w ciągu jednej nocy, ponownie aresztowano wszystkich pederastów. Oznacza to, że wszyscy zostali wcześniej specjalnie zarejestrowani, jedynie tancerze baletowi pozostali nietknięci. Bo inaczej Leningrad pozostałby bez baletu. Ponadto tancerze pracują nie głowami, tylko stopami. I dlatego NKWD nie obchodziło, co im siedzi w głowach. Ale pisarze nie pracują nogami, tylko głową…
I jeszcze jedna dziwna rzecz. Po rewolucji, wśród wszystkich swobód rewolucyjnych, pederaści otrzymali wolność całkowitą. Po raz pierwszy w historii Rosji, pederastia została wymazana z nowego sowieckiego kodeksu karnego. A w żółtej teczce podkreślono, że podobna dziwna rzecz wydarzyła się we Francji, po Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Jednak na krótko przed rozpoczęciem Wielkiej Czystki, wolność dla pederastów się skończyła – pederastia została ponownie wprowadzona do kodeksu karnego.
Takie są fakty. A fakty, jak mówi towarzysz Stalin, są uparte. Co jednak kryje się za tymi faktami?
Im bardziej Borys zagłębiał się w tajemnice 13 Wydziału, tym mniej rozumiał. Wcześniej uważał, że Maksym jest nieco szalony. A teraz ten szaleniec ma cały zespół mózgów, podobny do trustu szaleńców. Wcześniej istniał spisek kremlowskich lekarzy – trucicieli. A teraz w żółtej teczce jest jakiś spisek lekarzy-psychiatrów.
Wszystkie te spiski nudziły Borysa. Dlatego zamknął sprawę władców ludzkich dusz i poszedł grać w siatkówkę.
* * *
Pewnego wieczoru, gdy Maksym siedział w domu, Borys znalazł na jego stole książkę o historii średniowiecznej inkwizycji, którą najwyraźniej wykorzystywał jako punkt odniesienia do usprawnienia pracy NKWD. W tej książce napisano, że podczas polowań na czarownice w Europie, 9 milionów wiedźm i czarowników zostało wysłanych na tamten świat.
„Oho-ho!” – powiedział Borys. – „Czy naprawdę 9 milionów?”
„To piszą adwokaci diabła” – sprzeciwił się doktor nauk społecznych – „I celowo przesadzają. Bardziej wiarygodne źródła podają 30 tysięcy. To w przybliżeniu za około 300 lat. Czyli stu ludzi rocznie – w całej Europie. Jeśli chodzi o statystyki przestępczości, to niewiele”.
„Tak, ale jednak. Bez powodu, zupełnie nieoczekiwanie – witaj w ogniu”.
„Nie, to wszystko jest trochę nie tak. Adwokaci diabła po prostu milczą, że prawie zawsze poprzedzały to poważne przestępstwa – karne lub polityczne. W takich przypadkach w Europie nawet teraz wydawane są wyroki śmierci – i to nie rzadziej. A jeśli się przyjrzeć bliżej, są to tacy sami ludzie, których inkwizycja likwidowała jako czarownice i czarowników. Cała różnica tkwi w terminologii. To wszystko”.
„To wszystko bzdury” – stwierdził student – „babskie plotki”.
„Nonsens... Kiedy miała miejsce Wielka Rewolucja Francuska, w ciągu trzech lat na gilotynie zginęło ponad milion ludzi. W większości przypadków zupełnie niewinnych. A później okazało się, że wszyscy przywódcy tej rewolucji okazali się ludźmi tego samego typu, których wcześniej nazywano czarownikami i czarownicami. Co więc jest lepsze: jeśli w ciągu 3 lat zlikwidowanych zostanie 300 tych czarownic i czarowników, w tym wszyscy przywódcy rewolucji, czy też milion niewinnych ofiar gilotyny? I ta sama historia z rewolucją sowiecką”.
„Dobrze” – powiedział Borys – „przyjmijmy, że tak jest. To dlaczego tak mało o tym wiadomo?”
„Ponieważ tak wielu ludzi o tym wie. Ale wszyscy będą milczeć – lub będą kwestionować wszystko. Dlatego Ewangelia mówi: „Nazywam się Legion”. 90% tego legionu to ludzie mniej lub bardziej nieszkodliwi. Są jak święci. A pozostałe 10% tego legionu odpowiada za 90% wszystkich zbrodni rasy ludzkiej. To tak, są jak grzesznicy. Ale jeśli powiedzieć, co to za legion, to wszyscy – i święci, i grzesznicy – podniosą taki krzyk… że lepiej tego nie mówić”.
Komisarz ds. Bezpieczeństwa Państwa machnął ręką: „Ogólnie jest to problem złożony. Są tu święci grzesznicy i grzeszni święci. I kombinacje są tu takie, jak w kalejdoskopie. Wyjaśniałem i wyjaśniałem Stalinowi. I on mówi: „Wszystkich pędź na Sybir. Zarówno świętych, jak i grzeszników!”.
Kiedyś Maksym wyjawił, że plany Wielkiej Czystki przewidywały likwidację lub izolację 5% populacji ZSRR. Na 180-milionową populację, jest to 9 milionów. Plany czystki były rozpisane na trzy lata. To znaczy, dogonić i wyprzedzić w ciągu trzech lat to, co zajęło średniowiecznej inkwizycji trzysta lat.
I Potem doktor nauk społecznych dodał: – „We wszystkich książkach jest 5%. Ale powiedziałem Stalinowi, że można obniżyć do 4%. Widzisz, robię dobrze”. – Oczami fanatyka patrzył w ciemną noc za oknem. – „Dostojewski opisał rewolucjonistów w swoich „Biesach”. I przepowiedział, że Rosja będzie cierpieć na poważną chorobę. Wiedział, co to za choroba. I ja wiem. A potem wszystkie te wrzody, cała miazma, wszystkie zanieczyszczenia, wszystkie te demony znikną, wejdą w świnie, rzucą się w otchłań... I wtedy matuszka-Rosja, uzdrowiona z choroby, młoda i zdrowa, znów usiądzie u stóp Zbawiciela… Oto jestem, sługa Boży... czyli bicz Boży i pomagam temu procesowi historycznemu. Ale tego nikt nie rozumie… ”
Tymczasem do Kraju Sowietów zbliżało się zaćmienie słońca. Raj obiecany przez rewolucję coraz bardziej zamieniał się w piekło. W całym kraju miało miejsce oczyszczanie, a na niebie wisiało czarne słońce.
Kiedy Lenin przygotowywał rewolucję, potępiał okrucieństwa rządu carskiego i prowadził kampanię na rzecz zniesienia kary śmierci w przyszłej Rosji. Lecz kiedy bolszewicy doszli do władzy, w ciągu pierwszych trzech lat, CzeKa rozstrzelała więcej ludzi, niż cała dynastia Romanowów przez 300 lat.
Teraz mówiono, że w związku z czystką, wydano nowy dekret Rady Najwyższej obniżający wiek odpowiedzialności karnej z 18 do 14, a nawet 12 lat – aż do rozstrzelania. Zamiast więc znieść karę śmierci, rozszerzono ją obecnie nawet na dzieci.
Komisja NKWD wizytowała domy pracy i kolonie pracy dla młodocianych przestępców. Przeanalizowała przypadki. Sporządziła listy. A potem na podstawie tych list rozpoczęły się masowe egzekucje nieletnich.
Mówiono, że w nocy zwłoki rozstrzelanych wywożono na wysypiska miejskie, kopano głębokie doły, wrzucano tam zwłoki jak padlinę, posypywano wapnem i przykrywano z góry stertami śmieci, aby bezdomne psy ich nie wykopały. To tak, jakby chcieli podkreślić: zakopujemy, jak mówią, ludzkie śmieci.
Wszystko to były owoce pracy Instytutu Badawczego NKWD, na którego czele stał doktor nauk społecznych, Maksym Rudniew. W domu Maksym szukał wymówek:
„Co zrobicie z 14-letnim chłopcem, który ma już na koncie trzy morderstwa? Wcześniej uważano, że taki zabójca jest ofiarą warunków społecznych, którego łatwo będzie zresocjalizować, jeśli te warunki ulegną zmianie. Praktyka pokazała jednak, że warunki społeczne odgrywają pewną rolę tylko w przypadku drobnych przestępstw. A w przypadku poważnych recydywistów, przyczyny zwykle nie leżą w otoczeniu, ale wewnątrz człowieka, w jego psychice. A takiej osoby nie da się zmienić. Można go jedynie izolować. Ale nawet w izolacji, w kolonii pracy lub obozie, rezultat końcowy jest taki sam: albo kogoś zabije, albo sam zostanie zabity. Dlatego postanowiono nie zawracać sobie głowy takimi ludźmi, tylko po prostu ich wyeliminować”.
W czasach carskich rozróżniano przestępców politycznych i kryminalnych. Teraz wszyscy zostali zrównani, a polityczni zostali uwięzieni wraz ze złodziejami i bandytami. Co więcej, więźniowie polityczni byli traktowani gorzej niż przestępcy.
Maksym wyjaśnił to w ten sposób: „Z naukowego punktu widzenia, w zasadzie każde przestępstwo odpowiada pewnemu kompleksowi psychicznemu. Na przykład podpalacze. Odpowiada to temu, co w psychiatrii nazywa się piromanią, czyli bolesnym przyciąganiem do ognia, prowadzącym do podpalania. Prymitywny człowiek idzie i podpala dom. A zgniły intelektualista robi w myślach to samo – podpala społeczeństwo, państwo, podsyca ogień rewolucyjny. Ale technicznie rzecz biorąc, dla psychiatrów obaj są piromanami. A który z nich jest gorszy: ten, który podpala dom, czy ten, który całe państwo? Dlatego tacy intelektualiści są obecnie traktowani mniej ceremonialnie niż przestępcy”.
Wtedy doktor nauk społecznych zaczął udowadniać, że podobny związek mentalny istnieje między bandytami i rewolucjonistami. Dlatego Stalin i Piłsudski w swoich karierach politycznych nie gardzili najpowszechniejszym bandytyzmem, nazywając to przewłaszczeniem na potrzeby rewolucji..
„Mamy dość tych rewolucji” – stwierdził. – „Teraz jesteśmy naukowcami. Dlatego teraz wrzucamy bandytów i rewolucjonistów do tego samego dołu”.
Organy śledcze NKWD wprowadziły tzw. metody oddziaływania fizycznego, co oznaczało tortury. I w NKWD pojawił się kolejny zawód: ciałomechanika, czyli mistrza pracy zakulisowej.
W trakcie śledztwa, aresztowani wrogowie ludu wpadali w ręce mechaników ciała, którzy poddawali ich metodom fizycznego nacisku, po czym przyznawali się, że wszyscy byli kontrrewolucjonistami, zagranicznymi szpiegami, terrorystami, sabotażystami i dywersantami.
„Ale to wszystko fikcja!” – ojciec był oburzony.
„Oczywiście, że to fikcja” – zgodził się Maksym. – „Udostępniamy listy z gotowymi zdaniami. A śledczy nie wiedzą nic więcej. Ich zadaniem jest osiągnięcie formalnej świadomości. W czymkolwiek. I w jakikolwiek sposób”.
„To dlaczego ci ludzie są winni?”
„Fakt, że należą do klasy, z której pochodzi 90% wszelkiego zła i nieszczęść rodzaju ludzkiego. W tym prawie wszyscy rewolucjoniści, szpiedzy, terroryści, sabotażyści i dywersanci. Po prostu nie czekamy, aż to zrobią, ale eliminujemy ich zapobiegawczo. Jako klasę”.
„A co to za nowa klasa?”
„To stara klasa, którą kiedyś nazywano diabłami, czarownicami i czarownikami” – spokojnie odpowiedział doktor nauk społecznych. – „To są po prostu szczególne typy ludzi. Ze specjalnymi właściwościami. Takie typy były, są i będą. Nawet w nowym, socjalistycznym społeczeństwie”.
Wcześniej maksymalna kara pozbawienia wolności lub wygnania wynosiła 10 lat. Teraz ten maksymalny okres został zwiększony do 25 lat. Ponadto niektórym kategoriom więźniów automatycznie po wygaśnięciu kary przyznawano nowe wyroki, co w praktyce oznaczało dożywocie.
„Dlaczego terminy są wydłużane?” – zaprotestował ojciec.
„Ponieważ ci ludzie mają demony” – odpowiedział doradca Stalina w sprawach złych duchów. – „Te same, o których pisał Dostojewski. A może nie wierzysz Dostojewskiemu?”
„Ale to jest literatura!”
„Nie, nie, on wiedział, o czym pisze. I ja też wiem. Muszą przebywać w obozie do ukończenia 60 roku życia. Aby nie napłodzili nowych diablątek”.
Od nocnej pracy i alkoholu u Maksyma pojawiły się obrzęki pod oczami, a jego skóra nabrała niezdrowego, ziemisto-szarego odcienia. Czasami siadał pijany, poszarzały i mamrocze: – „Ech, i jaki to czort wplątał mnie w tę brudną sprawę?”
W wyniku ciągłego zatrucia alkoholem, pewnego dnia Maksym zaczął dziko wymiotować. Przez kilka godzin został dosłownie wywrócony na drugą stronę. Aż do krwi. Potem pochylił się jak pusty worek i poskarżył się: „Widzisz, jaki jestem zniesmaczony, że to wszystko robię? Do wymiotów... Dlatego ogłuszam się wódką... Ale to historyczna konieczność... Muszę…”
Młodszy brat zmrużył kpiąco oczy:
„Pamiętasz, Maks, jak kiedyś błagałeś Boga o to właśnie, żeby uczynił cię dużym i silnym?”
„I co?”
„Nie zapominaj, że w zamian zaoferowałeś skrócenie swojego życia. Uważaj, bo inaczej oszalejesz od wódki”.
„Mogę napluć na swoje życie” – stwierdził komisarz – „Tylko żeby dociągnąć do końca”.
Lecz koniec czystki był wciąż daleko i aby doskonalić swoje umiejętności, Maksym studiował teraz wspomnienia byłych przywódców carskiej tajnej policji. Stwierdzono, że organizator CzeKa, Dzierżyński, nazywany gołym mieczem rewolucji, w młodości chciał zostać księdzem katolickim. A potem uzależnił się od kokainy, został kokainistą.
„Czy to prawda?” – zapytał Borys.
„Oczywiście” – powiedział Maksym. – „Zgodnie z prawem materializmu dialektycznego o jedności i walce przeciwieństw”.
„Jak to?”
„A tak. Przecież Inkwizycja rekrutowała jedynie mnichów – franciszkańskich i dominikańskich. Ponieważ mnisi lepiej znają problemy grzeszników. Dlatego tam uderzają siebie nawzajem. Oto właśnie to: jedność i walka”.
Zgodnie z tym sprzecznym prawem marksistowskiej dialektyki-mechaniki ciała, NKWD bezlitośnie wymuszało od byłych rewolucjonistów dochodzenie w sprawie kontrrewolucji i wyrokowało: „Nauczymy was kochać wolność! To, o co walczyliście – na to wpadliście!”.
Poczytawszy wspomnień z pracy żandarma, Maksym siedział i mamrotał z wyrzutem: „Ech, nie umieli pracować... Teraz, gdyby car miał takiego człowieka jak ja, nie byłoby rewolucji... Wziąłbym Lenina za bródkę: – „Myślisz, że nie wiem kim jesteś?!”
Wtedy czerwony kardynał zaczął się zachwycać, że pierwszą rzeczą, jaką zrobi, będzie ściągnięcie Leninowi spodni i poddanie go badaniom lekarskim. To tak, jakby Lenin miał ogon i kopyta ukryte pod spodniami.
Czasami Maksym mówił mniej lub bardziej racjonalnie. Czasami jednak opowiadał bzdury, upierając się, że to filozofia i sprawy wyższe.
Maksym zapewniał więc, że koncłagry wymyślił nie kto inny, jak wielki humanista Lew Tołstoj, który w swoim filozofowaniu głosił teorię „leczenia przez pracę”. Dlatego hrabia Tołstoj wkładał łykowe buty i wyzywająco chodził za pługiem. I zgodnie z jego receptą, miliony ludzi są obecnie leczone pracą w koncłagrach.
Albo Maksym argumentował, że syberyjscy szamani, których kiedyś badał, nie byli zwykłymi ludźmi, tylko wyjątkowymi. Że mają jakiś sekret. I że czarni czarownicy w Afryce mają ten sam sekret. Potem zgodził się, że wielu przywódców współczesnego świata, bez względu na to, jak się ich nazywa, z naukowego punktu widzenia, są takimi samymi, jak syberyjscy szamani i murzyńscy czarownicy. Wszyscy mają jakąś tajną receptę na władzę. Ale jeśli znasz ten wzorzec, możesz znaleźć bardzo słabe punkty w istniejących potęgach. Tutaj doradca Stalina zachichotał znacząco.
Kiedyś Maksym przyznał się nawet, że zna eliksir życia, o którym pisali średniowieczni alchemicy. Zaczął wymieniać wielkich ludzi, którzy żyli bardzo długo i zapewniał, że wszyscy używali tego eliksiru.
„Co to ma być?” – zapytał Borys – „Gotowane żaby i suszone karaluchy?”
„Nie, gorzej”.
„Co to jest? Marynowane żmije”
„Hu-już”.
„Piłeś ten eliksir?”
„Nie” – Maksym skrzywił się – „Lepiej niech umrę, kiedy nadejdzie mój czas”.
Potem zaklął nieprzyzwoicie. Niedrukowalne przekleństwa często wpadały do jego filozofii jako najwyższa mądrość. Zapewnił jednak, że za tymi bezsensownymi przekleństwami kryje się także jakieś tajne znaczenie, które znają tylko czarownice i czarownicy.
Wraz z czystką w całym kraju rozprzestrzeniała się czarna reakcja. Uciszano pisarzy lewicowych, którzy rozkwitli po rewolucji. Deptano po gardłach poetów poszukujących nowych form w sztuce. Z Galerii Trietiakowskiej wyrzucono kubistów, konstruktywistów i innych rewolucjonistów w malarstwie.
Krwawe pandemonium jeżowszczyny przybrało tak absurdalne formy, że po Moskwie krążył następujący żart. NKWD aresztowało pederastę i oskarża go o kontrrewolucję. Oskarżony się usprawiedliwia:
„Tak, jestem po prostu pederastą…”
„My lepiej wiemy, kim jesteście” – odpowiada NKWD. – „Za wypaczenie linii partyjnej – pięć lat. I pięć za sabotaż. Razem dziesięć”.
Wraz z masowymi egzekucjami i wygnaniami wrogów ludu, latem 1936 roku w gazetach ukazał się dekret rządowy zakazujący aborcji. Ludzie cicho szeptali, że zrobiono to, aby uzupełnić straty w populacji, spowodowane czystką. To, co na poziomie osobistym jest dramatem, w skali kraju jest jedynie statystyką.
Kiedy w domu zaczęły się kłótnie z ojcem, Maksym szukał wymówek: „Nie odpowiadam za inne wydziały. Niektóre wydziały działają po staremu i działają w myśl zasady: ci, którzy nie są z nami, są przeciwko nam. Poczekaj, zgodnie z prawem dialektycznym, dotrę do nich”.
W trzecim roku czystki, wąż widniejący na rękawach funkcjonariuszy NKWD zaczął gryźć własny ogon.
Wielka czystka jeżowymi rękawicami NKWD zakończyła się czystką w samym czyśćcu NKWD. Teraz nocami «czarny kruk» polował na wczorajszych przywódców tej krwawej bachanalii. Krewni obawiali się o los Maksyma. A on, wręcz przeciwnie, czuł się jak ryba w wodzie i nawet się przechwalał:
„Przecież mówiłem wam, że do nich też dotrę...”
Nagle ze ścian zniknęły portrety samego żelaznego komisarza ludowego, Jeżowa. A Maksym, po powrocie do domu, zataczał się zmęczony i z zadowoleniem zacierał ręce:
„Bobka, wiesz, co się dzieje z oby-ywa-telem Jeżowem?”
„A co?”
„Widziałem go... twarzą w twarz!” {лик-ик-лик-виднул!}
„Kłamiesz”.
„Nie, na Boga, nie kłamię... Tymi rękami. Spójrz...” – Palce komisarza drżały od lekkiego nerwowego podrażnienia.
Od ciągłego zatrucia alkoholem Maksym całkowicie stracił apetyt. Podczas kolacji przeżuwał apatycznie, nawet nie patrząc na to, co było na jego talerzu, i rozumował:
„Słuchajcie… Jak powiedział papież Innocenty, diabły i czarownicy zawsze starają się wyrządzić ludziom zło. Z punktu widzenia materializmu dialektycznego są to po prostu szczególne typy ludzi... A gdzie takie typy mogą bezkarnie czynić zło? Oczywiście w NKWD. W związku z tym, w NKWD powinno być ich więcej niż gdziekolwiek indziej... No tak to obliczyłem... Najpierw ich brudnymi rękami oczyściłem wszystkie złe duchy dookoła... A potem ja sam się z nimi uporałem... Jasne?!” – Uczeń papieża Innocentego ironicznie zmrużył brwi: „Wszystko to jest dokładnie zgodne z podstawowym prawem materializmu dialektycznego. Jeśli chodzi o jedność i walkę przeciwieństw... jako motorów procesu historycznego... To znaczy, geniuszu {геноссе} Karolu Marksie, Bóg jest w diable! Cóż, teraz pokażę ci, gdzie jest Bóg i gdzie jest diabeł…”
Tutaj naczelnik 13 Wydziału NKWD zaczął głośno żałować, że Karol Marks nie wpadł w jego ręce. A gdyby się dostał, w 13 Wydziale natychmiast zostałby zdemaskowany jako zatwardziały angielski szpieg i sabotażysta.
„Lenin miał rację, gdy mówił, że Anglia to międzynarodowa prostytutka. I zawsze działało to przeciwko Europie kontynentalnej. W końcu Marks był stale finansowany przez Fryderyka Engelsa. Skąd wzięły się te pieniądze? Z tego kapitału, który Engels miał w Anglii. Tak więc faktycznie, poprzez figuranta Engelsa, Karol Marks był stale finansowany przez rząd brytyjski. Jako ideologiczny sabotażysta. Dokąd ostatecznie uciekł Karol Marks? Wiedziałem dokąd – do Anglii! Ale my też znamy te wszystkie sztuczki...”. Komisarz Bezpieczeństwa Państwowego wyciągnął rękę z wężem i mieczem na rękawie: „Ech, szkoda, że nie mogę chwycić tego Karla za brodę”: „A ty myślisz, że nie wiem, dlaczego twoje dwie córki popełniły samobójstwo… I w jakich okolicznościach?”
Ojciec Rudniew zawsze krytykował marksizm. Ale wtedy stanął w obronie Marksa:
„Co mają z tym wspólnego jego dzieci?”
Maksym rozłożył ręce z udaną rozpaczą:
„Uczę ciebie, uczę ciebie, a Ewangelii nadal nie rozumiesz?! Przecież jest tam napisane czarno na białym”: «Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, ale wewnątrz są drapieżnymi wilkami; poznacie ich po ich owocach».”
Ojciec zawstydzony zakręcił binokle, a komisarz się roześmiał:
„No i co dalej? Ty też nie wiesz?! To ci podpowiem: «Czy zbierają winogrona z cierni, a figi z ostu? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce: dobre drzewo nie może wydawać złych owoców ani złe drzewo rodzić dobrych owoców. Poznacie ich więc po owocach». Córka towarzysza Trockiego również popełniła samobójstwo. I nie w piwnicach NKWD, a w mieście Berlin”.
„Ale to znowu może być taki przypadek…”
„Nie zapominaj, że w nauce seria przypadków to już wzorzec. Kiedy aresztowano marszałka Tuchaczewskiego, samobójstwo popełniła także jego córka, będąca jeszcze dzieckiem. A jego żona, aktorka Natalia Sats, oszalała i trafiła do zakładu dla obłąkanych. I na tej podstawie możemy ocenić, psychoanalitycznie, o samym Tuchaczewskim. Chciał być czerwonym Bonapartem. Ale teraz nie potrzebujemy Bonapartesa. Nawiasem mówiąc, jedyny syn Napoleona Bonaparte, Orlik, był kretynem i zmarł na chorobę mózgu. Nie ma nic nowego pod słońcem. Wystarczy poznać historię”.
{Nie jedyny, miał syna Aleksandra z panią Walewską, świetna książka Jadwigi Dackiewicz „Synowie Napoleona” – przypis tłumacza.}
Po kolacji czerwony kardynał Stalina nalał sobie stakan wódki wraz z deserem i oświadczył, że niedawno rozmawiał z samym Jezusem Chrystusem.
Co można powiedzieć o takim człowieku? Oczywiście, że jest szalony. Ojciec pochylił głowę i patrzył na niego znad binokli, jak na szaleńca. Ale i tutaj Maksymowi uszło to na sucho.
„Nie martw się” – zaśmiał się – „Oczywiście wszyscy wiecie, że każdy dom wariatów ma swojego Napoleona. Ale jeśli spojrzycie, znajdziecie tam także duraczkę, która twierdzi, że jest Dziewicą Maryją. A każdy dobry dom wariatów ma swojego Jezusa Chrystusa…”
„Hmmm!” – ojciec zakaszlał i z niezadowoleniem potarł nos.
„A więc” – kontynuował Maksym. – „Przeprowadziłem taki eksperyment. Kazałem znaleźć wśród tych wszystkich szalonych Jezusów takiego, który jest analfabetą i który jak najmniej znał lub słyszał oryginalną Ewangelię. A potem debatowałem z tym szaleńcem na tematy związane z Ewangelią. Haha, myśleliście, że zwariowałem?! Nie-e-e… Chciałem się dowiedzieć, jakich zapisów Ewangelii ten szaleniec nauczył się od innych i po prostu powtarzał, a do jakich doszedł własnym rozumem. Umysł szaleńca! Nie zapominajcie, że wyższy umysł jest w pewnym stopniu kojarzony z szaleństwem. I dlatego mówią: «Ustami głupców mówi prawda». Wyniki okazały się ba-a-ardzo interesujące. Coś w rodzaju głosu z nieba – z ciemności szaleństwa. Nawet sam Stalin był zdziwiony i powiedział: – „No, Maksym, jesteś u mnie i magikiem! Czegokolwiek zapragniesz – dam ci wszystko” {Прасы што хочэшь – всэ дам}.
„Nie podobają mi się twoje eksperymenty” – powiedział ojciec.
„To dlatego, że jesteś ciemnym człowiekiem” – powiedział komisarz sowieckiej inkwizycji. – „No to powiedz mi, co oznaczają słowa Zbawiciela w Ewangelii, że w dniach ostatnich będzie wielu fałszywych proroków? Jakie są te ostatnie dni?”
Ojciec już wiedział, że nie ma sensu konkurować z Maksymem w znajomości Biblii i milczał.
„Z punktu widzenia materializmu dialektycznego” – komisarz podniósł palec – „to ostatnie dni przed rewolucją. Kiedy kończy się jeden cykl historyczny i zaczyna drugi. A teraz, po rewolucji, wyczyściliśmy wszystkich tych fałszywych proroków i fałszywych Chrystusów – i wpuściliśmy ich do ścieku. Fi-ju-ju-jut! Dokładnie tak, jak mówi Ewangelia: „Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i w ogień wrzuca”. Według wszystkich zasad dialektyki!”.
„A co zrobiliście z tym pacjentem psychiatrycznym, który myślał, że jest Jezusem Chrystusem?”
„Okazał się niezwykle nieszkodliwym i życzliwym człowiekiem. Wysłałem go do pracy jako ogrodnika w domu spokojnej starości dla pracowników NKWD. Niech tam głosi. To nie jest fałszywy Jezus, ale prawdziwy Jezus. I ostrzegłem: ktokolwiek go dotknie, rozstrzelam!”.
W czasie czystki gazety nieustannie krzyczały o czujności i na wszelkie możliwe sposoby zachęcały do donosów i współpracy z organami. Teraz, kiedy zaczęto oczyszczać czyściec NKWD, nagle zajęto się informatorami – i zaczęto aresztować „bardzo czujnych”. A szef 13 Wydziału NKWD uśmiechnął się:
„Przeczytajcie Apokalipsę św. Jana Teologa. Przecież jest powiedziane, że diabeł jest pierwszym oszczercą. Najpierw zidentyfikowaliśmy takich, a teraz ich więzimy. Zgodnie z prawem jedności i walki przeciwieństw. Dlatego mówią, że diabeł ma skłonność do samozagłady. Cykl dialektyczny!”
Któregoś wieczoru Maksym wrócił do domu przygnębiony i natychmiast, nawet nie jedząc obiadu, sięgnął po swój kielich-czaszkę:
„Bobka, co tam robisz? ”
„Studiuję”.
„Co?”
„Termodynamika”.
„Czy ty, Bobka, wiesz, co to jest psychodynamika?”
„Nie wiem i nie chcę wiedzieć.”
Ale Maksym nadal mamrotał: „Wiesz, starożytni Scytowie mieli taki zwyczaj... Kiedy zmarła żona kapłana, urządzali jej wspaniały pogrzeb... A przy okazji zabijali wszystkie jej przyjaciółki... Chodziło o to, żeby nie nudziła się w tamtym świecie... Dobry zwyczaj, co – a?”
Borys zagłębił się w swoją termodynamikę i nie odpowiadał. Obrażony taką nieuwagą Komisarz Bezpieczeństwa Państwa ponuro poinformował:
„No więc dzisiaj podpisałem bilet do tamtego świata... dla kilku z tych... przyjaciółek”.
„Jakich?” – Borys nie mógł się powstrzymać.
„Ż-żony d-duchownego…”
„Masz urojenia” – stwierdził młodszy – „Lepiej idź spać”.
Starszy uparcie kręcił głową i powiedział coś, co sprawiło, że Borys poczuł się nawet trochę przerażająco. Maksym rzucał przekleństwami pod adresem kobiet – śledczych NKWD, które w swoim wyrafinowanym okrucieństwie rzekomo przewyższały każdego śledczego płci męskiej. W głosie brata brzmiała jakaś dzika, bolesna nienawiść, w kącikach ust drgała nerwowa żyłka, a rozpalone od nocnej pracy i alkoholu oczy, zmrużyły się, jak u zwierzęcia, jakby przed sobą widział zaprzysięgłego wroga.
„Jak wziąłem to diabelskie nasienie pod mikroskop” – mruknął – „i widzę, że one wszystkie wiedźmy najczystszej krwi…”
„Wyobraziłeś to sobie pijanymi oczami” – zauważył Borys.
„Nie, nie... Pamiętasz Zinkę Orbeli? A więc wszystkie takie są... Schowały się za ideałami... A tak naprawdę dostały się do NKWD, bo chciało im się krwi... Ale teraz utopię ich w ich własnej krwi…”
Potem Generalny Inkwizytor Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych i specjalny komisarz ds. wszelkich złych duchów w całym Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich zaczął wychwalać zasługi średniowiecznej inkwizycji, która niegdyś chroniła ludzi przed machinacjami czarownic i czarowników.
Według Maksyma, ojcowie inkwizytorzy byli bardzo mądrymi filozofami i humanistami, a psychodynamikę i freudyzm znali nawet przed samym Freudem. Tak więc, złapawszy wiedźmę, inkwizytorzy nie potępiali jej ciała, a jedynie duszę, która podpisała kontrakt z diabłem. Będąc chrześcijanami i nie chcąc przelewać krwi, inkwizytorzy skazywali tę grzeszną duszę na tzw. bezkrwawą śmierć, czyli spalenie jej na stosie, utopienie w wodzie lub powieszenie w powietrzu. Ponieważ jednak duszy nie można oddzielić od ciała, podobnie jak dusza grzeszna, wyeliminowane było także ciało, które było jej posłuszne.
Jednak sympatie studenta instytutu przemysłowego były wyraźnie po stronie czarownic. Kobiety – śledcze NKWD są, oczywiście, nikczemne. Po prostu sadystki. Ale co to ma wspólnego z biednymi, niewinnymi kobietami, które kiedyś palono jako czarownice? Przecież to po prostu ofiary średniowiecznych przesądów, o których napisano tyle dobrych powieści.
Maksym siedział przy biurku, pił wódkę i przeglądał akta byłych pracowników NKWD, którzy teraz okazali się wrogami ludu. Około północy nagle powiedział:
„Bobka, coś mnie olśniło w oczach... Która jest tam godzina?”
„Jest już dwunasta”.
„No, wiedziałem... Kiedy w biurze jest północ, pojawiają się... Teraz zabieram pracę do domu – a oni też już tu są zadomowieni…”
„Kto?” – zapytał Borys.
Komisarz Bezpieczeństwa Państwowego skinął głową w stronę krawędzi biurka:
„Spójrz na tego sukinsyna... Siedzi tam, kręci ogonem i wysuwa język... Robi to celowo – przeszkadza w pracy…”
Borys wyprostował się znad podręcznika do termodynamiki i popatrzył na pustą przestrzeń:
„Hm, rzeczywiście! Z rogami i zielonymi oczami. I futro jak u kota. A jego mordeczka jest nawet sympatyczna”.
„No cóż, teraz sam widzisz” – Maksym westchnął z ulgą. – „A ty jeszcze nie wierzyłeś…”
„A jego bródka jest dokładnie taka jak Trockiego” – powiedział Borys. – „Od razu widać, że jest trockistą”.
Doradca Stalina do spraw nieczystych sił siedział w luźnej bluzie mundurowej, bez pasa, z wężem i mieczem na rękawie, z generalskimi gwiazdami i szklistymi oczami i debatował z diabłem:
„Cóż, podsłuchujesz, szpiegujesz?” – Pogroził palcem diabłu. – „Czekaj, też do ciebie dotrę…”.
Potem czerwony kardynał poinformował diabła, że Stalin niedawno zatwierdził nowy projekt swojego tajnego radcy: oprócz czystki, szczególne uwzględnienie wszystkich złych duchów, które wciąż kryły się w Związku Radzieckim. Aby dalej rozwijać walkę klasową, wszystkie wilkołaki i gobliny, wszystkie wiedźmy i czarownicy, wszystkie diabły i diablice, wszyscy kandydaci, a nawet sympatycy, zostaną teraz zarejestrowani jako element obcy klasowo!
Maksym wyciągnął rękę, próbując złapać diabła za ogon.
„Acha, boisz się… ”
I generał-inkwizytor znów zaczął przeklinać słowami nie do druku. Oczami szaleńca popatrzył przez puste okno i z tak szczerym uczuciem, z taką intonacją głosu, wypowiadał wszystkie najbardziej zawiłe i obrzydliwe przekleństwa, jakby to nie były bezsensowne przekleństwa, ale tajemnicze zaklęcia. A wszystko to adresowane jest do tych nieszczęsnych czarownic i czarowników, z którymi wyrównuje osobiste porachunki.
Pod koniec trzeciego roku czystki, komisarz bezpieczeństwa państwa Maksym Rudniew otrzymał trzecią gwiazdę generalską. W gazetach pojawił się dekret, przyznający Bohaterowi Pracy Socjalistycznej, Rudniewowi, Złotą Gwiazdę Bohatera Związku Radzieckiego, za wzorowe wypełnianie zadań specjalnych partii i rządu.
W tym czasie około połowa partii komunistycznej została wyczyszczona, rozstrzelana lub zesłana na Syberię. Zlikwidowano ponad trzy czwarte kierowniczych organów partii i rządu. Ogólną liczbę ofiar czystek oszacowano na 7–9 milionów osób.
Gdy tylko Wielka Czystka dobiegła końca, tajemniczy symbol czystki – wąż i miecz – po cichu zniknął z rękawów funkcjonariuszy NKWD. Mało kto wiedział, co oznacza ten zagadkowy emblemat. A ci, którzy wiedzą, będą milczeć.
Mijały lata. Wielkie i małe wydarzenia przechodziły przez Moskwę, jak chmury na niebie. A doktor nauk społecznych, reakcjonista i obskurantysta Maksym Rudniew nadal walczył ze swoimi nieczystymi siłami. Jego tajny 13 Wydział NKWD i równie tajny Instytut Naukowo-Badawczy NKWD rozrastały się coraz bardziej. Rozwiązywano tam szczególne problemy dobra i zła, umysłu i szaleństwa, życia i śmierci. Te problemy, które kiedyś nazywano Bogiem i diabłem.
Maksymowi brakowało tylko jednej rzeczy – prostej ludzkiej radości. Mroczne zajęcie odcisnęło na nim piętno. Jakoś wysechł, rozciągnął się, trzymał się zdecydowanie prosto, między jego brwiami pojawiła się surowa zmarszczka, a na skroniach pojawiły się pierwsze siwe włosy. To już nie był dawny leworęczny Maksym, który uwielbiał beztrosko kręcić uszami, ale bezlitosny fanatyczny inkwizytor, mający obsesję na punkcie wyeliminowania diabła, jako wroga klasowego.
Następny rozdział
Powrót do spisu treści